Model spędzania wolnego czasu (niczym z filmu "Pieniądze to nie wszystko") mam zupełnie inny od aktualnie uprawianego modelu nicnierobienia. Być może dlatego, że od jakiegoś czasu, tego wolnego czasu ci u mnie absolutnie nie-dostatek, ale jak na lekarstwo, więc jak już te wspaniałe chwile się zdarzą i gdy jeszcze są dłuższe od mrugnięcia okiem, to spędzamy je razem z Mężem na wycieczkach. Czyli aktywnie. Ze wskazaniem na ukochany Karpacz i ze ściślejszym wskazaniem na ukochaną Wilczą Porębę.
A w przypadku, gdy wolny czas przypadkowo się nadarza, a Męża pod ręką nie ma, to na prowadzenie wysuwa się książka. Zawsze i wszędzie.
Ten model uprawiam z powodzeniem od wielu, wielu lat, przyczyniając się swego czasu do całkiem sporej dziury budżetowej. Ale cóż poradzić na to, że zapach książki, takiej prosto z drukarni, to dla mnie najpiękniejsze perfumy świata? I chociaż w bibliotekach byłam częstym gościem, to był czas, że nie mogłam się oprzeć kupnie chociaż jednej nowej książki, przy prawie każdym pobycie w mieście na zakupach. Nie wiem czy uzależnienie od kupowania książek jest wpisane na światową listę chorób, wiem natomiast, że niespodziewanie silne się ono okazało. Obiecywałam sobie poprawę, ale bez skutku niestety. A ponieważ Mąż mnie zna doskonale, i wiedział, że ja z zakupów bez książki wrócić nie umiałabym, to miałam taki patent: jedna książka oficjalnie na wierzchu w torebce, a kolejna/kolejne, spokojnie leżakowały sobie na samym dnie torby, zawinięte w jakąś gazetę. Leżakowały dopóty, dopóki Mąż nie zniknął na horyzoncie - wtedy szybko wędrowały na regał, okładką do wewnątrz. Taki przemyt :)
Mogę o tym śmiało pisać, bo i tak się wydało. Zresztą Sebastian i tak zawsze wiedział, że książka, którą właśnie czytam, jest nowa i nie, żeby poznawał po okładce czy też tytule. Poznawał po tym, że co jakiś czas podnosiłam książkę, zamykałam oczy i wąchałam, przewracając jednocześnie kartkami ;) I tak oto, całkowicie nieświadomie, dokonywałam tak zwanej akcji samopodkablowania. A tłumaczenia, że to kiedyś tam kupiona, leżała i czekała po prostu, na nic się nie zdawały: zapachu świeżej książki nie można ukryć :) I im bardziej Sebastian patrzył na to moje uzależnienie pobłażliwym i życzliwym okiem, tym większe miałam wyrzuty sumienia. Niestety nie przekładały się one na samodyscyplinę i wstrzemięźliwość w księgarniach.
Mogę o tym śmiało pisać, bo i tak się wydało. Zresztą Sebastian i tak zawsze wiedział, że książka, którą właśnie czytam, jest nowa i nie, żeby poznawał po okładce czy też tytule. Poznawał po tym, że co jakiś czas podnosiłam książkę, zamykałam oczy i wąchałam, przewracając jednocześnie kartkami ;) I tak oto, całkowicie nieświadomie, dokonywałam tak zwanej akcji samopodkablowania. A tłumaczenia, że to kiedyś tam kupiona, leżała i czekała po prostu, na nic się nie zdawały: zapachu świeżej książki nie można ukryć :) I im bardziej Sebastian patrzył na to moje uzależnienie pobłażliwym i życzliwym okiem, tym większe miałam wyrzuty sumienia. Niestety nie przekładały się one na samodyscyplinę i wstrzemięźliwość w księgarniach.
Przyszedł jednak czas opamiętania, który dziwnym trafem nałożył się na czas urządzania mieszkania i zakupoholizm książkowy ustąpił zakupoholizmowi dekoracji i przedmiotów wnętrzarskich. Ale przyroda próżni nie lubi i Mąż musiał to zrozumieć. Do dzisiaj jednak najwspanialszym prezentem dla mnie jest trzyczęściowy zestaw: piżama, książka i skarpety :) bo czytać lubię w łóżku, przed zaśnięciem i wtedy oprócz Męża, Futer i książki, nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. I leżymy tak w piątkę: Mąż, Tygrysia, Morfi, ja i książka. Jak myślicie, kto zajmuje najwięcej miejsca? W moim dolnym narożniku śpi Tygrysia, 10 kilo czarnego Futra śpi po drugiej mojej stronie, ale przy głowie. Mogłyby chociaż w jednej linii spać, jakoś człowiek by się wtedy ścisnął, ale na prosto chociaż, a nie w eskę. Ale to i tak jest całkiem wygodna wersja. Bo jak jedno wejdzie pod kolana pod kołdrę, a drugie na brzuch na kołdrę, to już ruszyć się naprawdę nie ma jak. A przy każdej próbie pacyfikacji, do uszu dochodzą złowróżbne pomruki ;) W takich wypadkach książka jest oparta o futrzany bok i jakoś leci :) Ale obiecaliśmy sobie, że następne łóżko będzie miało co najmniej 200 :) Teraz jest 160, więc byłoby dodatkowo po 20 cm na jedno Futro - to całkiem sporo.
Niestety muszę przyznać, że od jakiegoś czasu książki
czytane dla czystej przyjemności, musiały dostać przymusowy urlop. I okazuje się również, że odkąd zaczęłam pisać blog, odkąd poznałam fantastyczną blogosferę wnętrzarską, mój model spędzania wolnego czasu uległ (r)ewolucji. Gdy tylko mam bowiem wolną chwilę, zaglądam na ulubione blogi, szukając nowych wpisów, nowych inspiracji. Czas przy tym leci tak, że nawet się tego nie zauważa. Teraz każdy ranek zaczynam od lektury ulubionych blogów. Też tak macie?
Zatem pomyślałam sobie, że dzisiaj przeczytam wreszcie "Inferno". Książkę dostałam od Sebastiana na dzień kobiet i od tego dnia leży sobie ona spokojnie, przez nikogo niestety nie niepokojona, na stoliku nocnym. I czeka. I jeszcze poczeka niestety, czy też stety, bo dobra wiadomość ze szpitala :), paradoksalnie spowodowała, że nie mogę się skupić na niczym konkretnym, a już na pewno nie na czytaniu książki, która tego skupienia potrzebuje.
Zatem pomyślałam sobie, że dzisiaj przeczytam wreszcie "Inferno". Książkę dostałam od Sebastiana na dzień kobiet i od tego dnia leży sobie ona spokojnie, przez nikogo niestety nie niepokojona, na stoliku nocnym. I czeka. I jeszcze poczeka niestety, czy też stety, bo dobra wiadomość ze szpitala :), paradoksalnie spowodowała, że nie mogę się skupić na niczym konkretnym, a już na pewno nie na czytaniu książki, która tego skupienia potrzebuje.
Zatem dzisiaj serce mi rośnie nie tylko dlatego, że pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, za oknem słońce i radość. Bo to moje serce też tańczy i śpiewa, dzięki temu, że Babcia czuje się lepiej. Ciało niestety pozostaje w całkowitej opozycji. Na szczęście z rękami dało się ponegocjować, w wyniku czego i myszką i klawiaturą mogę w miarę swobodnie operować. Uzyskałam również dostęp do słoika nutelli, z którego to dostępu skrupulatnie i systematycznie dzisiaj korzystam. Dobrze, że wiosna. Rękami Męża odkurzę rower i nutella pójdzie w zapomnienie. Tymczasem wyrzutów mieć nie zamierzam. Radość to radość. Nienawidzić się będę potem, jak dojdę do dna. Słoika oczywiście.
Czyli na szybko musiałam opracować nowy model spędzania wolnego czasu. Nie było to takie trudne, jakby mogło się wydawać. Odpisując dzisiaj na Wasze wspaniałe komentarze do wczorajszego postu, za które z głębi tańczącego serca dziękuję, mimowolnie rzuciłam okiem na to cudne zdjęcie turkusowego stołu, zrobionego z drzwi. I przepadłam. Pomysły rozmaitego wykorzystania drzwi, które niekoniecznie odpowiadają ich przeznaczeniu, zaintrygowały mnie na tyle, że model spędzenia wolnego czasu wyklarował się zupełnie sam: kraina vintage, gdzie królują stare drzwi, wciągnęła mnie całkowicie.
A nie bez przyczyny mnie ten temat interesuje. W naszej sypialni do tej pory nie mamy bowiem zagłówka. Koncepcje były różne, ale co jakiś czas wracamy właśnie do pomysłu wykorzystania starych drzwi. Nie wiemy jeszcze tylko, czy zdecydować się na jedno skrzydło powieszone w poziomie, czy też na dwie pary drzwi, postawione po prostu za łóżkiem.
Bardzo podoba mi się też pomysł oparcia takich drzwi o ścianę. Aranżacje we wnętrzach: stare drzwi vintage (jedno skrzydło) oparte o ścianę, przed tym mała konsolka, pod konsolką mały taborecik (a jakże!) urzekają mnie bardzo. Mamy takie jedno miejsce, gdzie taka kompozycja wyglądałaby idealnie.
Zatem spędziłam dzisiaj kilka godzin na poszukiwaniu takich aranżacji i wyszperałam między innymi i takie inspiracje.
Zaczynam od aranżacji, która chwyciła mnie za serce od razu. Kolor, prostota, pomysł - wszystko idealne.
W tej aranzacji każdy detal ma znaczenie. Stare drzwi vintage są doskonałą bazą dla takich dekoracji:
Poniższe zdjęcia, to mój typ: piękne stare drzwi, po prostu postawione za łóżkiem. Niesamowita dekoracja białej sypialni. Świetnie komponują się z przecieraną komodą vintage i jednocześnie eleganckim sufitem, na którym widać sztukaterię oraz wytwornym żyrandolem. Eklektycznie, jasno, pięknie.
Czy nie wygląda to uroczo? Przecierane, stare drzwi, a na nich wesołe, kolorowe talerze.
Kontrast, który tworzy wyjątkową jakość.
Poniżej cudowne, białe, stare drzwi, które wykorzystano jako przegrodę dzielącą pomieszczenie. Zarówno pomysł, jak i same drzwi świetnie wpisują się w styl aranżacji tego wnętrza:
Stare drzwi z niebieskimi przecierkami i białymi napisami, po prostu oparte o białą ścianę, obok łóżka.
Piękna aranżacja..
Również i te drzwi świetnie dobrano do stylu, w jakim zaaranżowano sypialnię. Przecierane, drzwi vintage są wyjątkową dekoracją, znakomicie odnajdującą się chyba w każdym pomieszczeniu:
Białe wnętrze, biała sofa, stare, pobielone i odrapane drzwi z żeliwnymi elementami na których zawieszono oryginalną tabliczkę. Pięknie.
Mamy taką sofę :)
Ten pomysł bardzo mi się podoba: na dolną część drzwi przyklejono lustro, tworząc oryginalną dekorację. Świetny pomysł do podpatrzenia :)
Elegancka, biała zastawa, antyczne i wytworne dekoracje i stare, odrapane drzwi, a przed nim stary, metalowy, poobdzierany stolik - uwielbiam takie połączenia:
Tutaj stare drzwi wykorzystano jako panele ścienne - pięknie:
Rustykalnie, shabby chic, wiejsko :) Do starych drzwi dołączono blat z toczonymi nogami, tworząc w ten sposób wyjątkowa konsolę. Do tego detale: metalowe konewki, biała kanka z kwiatami, druciany koszyk, jabłka w pojemniku z rączką. Zwróćcie również uwagę na krzesło - cudowne:
Tutaj wykorzystano mniejsze drzwiczki, w których połączono drewno i metalową siatkę - idealnie. Ale przyznam się, że to zdjęcie zwróciło moją uwagę, ze względu na fantastyczną, starą wagę:
Połączenie nowego ze starym i z lampą z Ikei. Mamy taką samą, do tego białą sofę - takie drzwi pasowałyby idealnie. Żyrandol co prawda wisi u nas inny, ale również jest ze szkła.
Kolejna propozycja wykorzystania starych drzwi, jak zagłówka łóżka:
A tu ciekawy pomysł, wykorzystania starych drzwiczek od szafki jako tacy:
A co powiecie na taką oryginalną, rodzinną galerię?
Czy te drzwi nie są piękne?
A na koniec jeszcze raz zdjęcie cudownego stołu turkusowego, zrobionego po prostu z turkusowych drzwi. Trudno o nim zapomnieć, prawda? :)
Naoglądałam się tyle inspiracji, a w głowie tyle pomysłów, że aż huczy. Najchętniej ogłosiłabym zbiórkę starych drzwi, ale tak sobie myślę, że po tych aranżacjach, jeśli Ktokolwiek ma stare drzwi, już ma pomysł, co z nimi zrobić. Mi zostaje polowanie na Giełdzie Staroci.
Patrzę właśnie na zegarek i okazuje się, że dzisiaj sobota już. Jak ten czas leci! Post opublikuję rano, zatem życzę Wam pięknej soboty - pogoda ma być wyśmienita. Idealna na spacery, do których Was zachęcam - wprawdzie zima nie była straszna, ale baterie przyda się podładować :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Magda
źródło zdjęć: pinterest
.jpg)

.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


