poniedziałek, 12 stycznia 2015

Wykańczanie mieszkania deweloperskiego - kolaż wspomnień.

Początek roku to dobry czas na rozmaite domowe akcje, które porządkują przestrzeń domową. To dobry moment między innymi na przejrzenie starych dokumentów i wybranie tych, które mogą zmienić miejsce pobytu czyli takich, które można eksmitować z segregatorów spraw bieżących do miejsca oznaczonego jako "głęboko i daleko w szafie". Czyniąc zadość tej mojej dorocznej tradycji, otworzyłam w ostatni weekend segregator z napisem Dokumenty Domowe z zamiarem ogarnięcia sterty wpiętych kartek i karteczek. Już pierwszy rzut oka na najdalsze dokumenty spowodował, że zamiast wybierać, porządkować, przeniosłam się kilka lat wstecz...... i siedziałam tak ładnych kilka godzin z jednym segregatorem, oglądając każdy świstek, każdy jeden dokument z roku 2009 i 2010...

Momentami wzruszenie mnie ogarniało, momentami pojawiał się uśmiech i rozbawienie, gdy przypominałam sobie rozmaite chwile, gdy czegoś szukaliśmy, gdy coś projektowaliśmy, a momentami włos mi się jeżył na głowie, gdy uświadamiałam sobie, ile czasu nam zajęło wykończenie naszego mieszkania. 

Do odebranego mieszkania deweloperskiego weszliśmy w maju 2009, z pracami ruszyliśmy w czerwcu, a wprowadziliśmy się 17 lipca 2010. Kawał czasu, który teraz zorganizowałabym nieco inaczej. Ale teraz przemawia za mną doświadczenie, a wtedy wydawało mi się, wydawało nam się, że wszystko możemy ogarnąć sami. Sami szukaliśmy każdego wykonawcy, począwszy od zmian w instalacjach, przez malowanie, położenie (a raczej wylanie) podłogi, wykonanie mebli kuchennych, wykonanie zabudowy w łazience, gładzie, malowanie...... ech.... każdy wykonawca inny, każdy miał swoje terminy, zobowiązania. I wszystko tak się potwornie ciągnęło.

Do tego czas poświęcony na wybieranie tego całego osprzętu: każdej baterii, każdego sprzętu agd, każdej kratki wentylacyjnej i każdego jednego drobiazgu. Wszystko musieliśmy sami. Bo trzeba było dotknąć, bo trzeba było sprawdzić..... sprawdzić opinie, porównać ceny. Samemu.

A ponieważ ze starego mieszkania wyprowadziliśmy się w lutym 2009 to 1,5 roku mieszkaliśmy u rodziców: część czasu u Rodziców Sebastiana, część u mojej Mamy. Ich pomoc w tym zakresie okazała się bezcenna. Gdyby nie to, to tułalibyśmy się pewnie po jakichś wynajmowanych mieszkaniach. Jak sobie przypomnę ten czas, to ciągłe przesuwanie terminów, te rozmaite problemy z jednym, a z drugim wykonawcą, te trudności w zgraniu wszystkich prac - to włos się jeży. Zatem kończę z przypominaniem, kończę przeglądać dokumenty i chowam je do teczki z napisem: do zapomnienia.

Do zapomnienia, bo nie chciałabym przez to przechodzić kolejny raz. Teraz zdecydowałabym się na jakąś firmę, która oferuje wykańczanie pod klucz. Aby zajęli się wszystkim: projektem, zorganizowaniem wykonawców, wykonaniem prac, zakupem potrzebnych materiałów. Wszystkim. Pewnie, że taki czas kiedy szuka się rozmaitych, nowych rzeczy do mieszkania może być też czasem wspaniałym. Jest wiele dobrych emocji, radości, że to już, że już za chwilę. Ale jak to "za chwilę" przedłuża się o rok niemal, to człowiek jest najzwyczajniej już tym zmęczony. Chociaż cieszę się, że wszystko udało nam się tak dopracować, jak nam się marzyło, to już chyba nie miałabym siły jeszcze raz przez to przechodzić. Nie miałabym chyba sił na takie długie oczekiwanie i na samodzielne boksowanie się ze wszystkimi problemami. A ponieważ przed nami za czas jakiś budowa domku, to doświadczenie to zapisuję na swojej osobistej karcie pamięci i nie zawaham się go użyć.



Dokumenty zatem przejrzane. Posegregowane. Schowane do teczki. Teczka schowana do szafy. Na najwyższą półkę. I bardzo głęboko.

A dla przywołania wspomnień kilka fotek z tamtego okresu, nie obrobionych, rozmaitych, zwyczajnych... robione czym popadnie, co było pod ręką, zatem wybaczcie jakość. Taki kolaż wspomnień :)

Zapraszam na sentymentalną mini podróż do 2010 roku :) 

 Ostatnie, ostatnie, ostanie, najostatniejsze poprawki :)
Ostatnie poprawki gładzi robił już papierem wodnym Sebastian. Mimo, że pierwszy raz w życiu - to wyszło znakomicie. Uzyskał to, czego żaden fachowiec nie zrobił - idealnie gładką ścianę.



 17 lipiec 2010  - jesteśmy :)))

To był najgorętszy dzień tego lata. O 8.30 gdy zaczęliśmy przeprowadzkę było już prawie 30 stopni! Po wniesieniu wszystkich mebli (wiele ich nie było), kartonów (było ich mnóstwo) padliśmy na podłogę w przedpokoju i spaliśmy 3 godziny. Potem zamówiliśmy pizzę, zjedliśmy i znów padliśmy. Potem wstaliśmy, wyciągnęliśmy z folii materac i padliśmy już do rana.



A to nasza pierwsza kawa i pierwsza przygoda z płytą indukcyjną - aby zagotować wodę, musiałam odnaleźć instrukcję. W tych wszystkich pudłach! 


Okazało się, że byłam na tyle mądra i przewidująca, że schowałam ją do kuchennej szafki nad płytą. 
Ale to okazało się po dwugodzinnych poszukiwaniach we wszystkich kartonach, do których był dostęp.



Nasze pierwsze rolety po przeprowadzce:



I nasze pierwsze szafy:




 Nie mieliśmy ani lustra w łazience, ani szyby prysznicowej, ani drzwi nigdzie...

Hurra! Zamontowali lustro i szybę! Drzwi dalej nie ma, ale wieszamy w wejściu do łazienki zasłonkę prysznicową i jest okej :))







Jeden z pierwszych wieczorów (ale pusto!):



To był piękny czas.... nic nie mieliśmy: ani telewizora, ani internetu, a przez kilka dni nawet telefonu, bo zapomnieliśmy ładowarek :)

To zresztą zaowocowało tym, że gdy już je przywieźliśmy, nie ustawiliśmy dobrze zegarka po włączeniu i mój biedny mąż pojechał pierwszego dnia po urlopie o 3.00 w nocy do pracy :)))) budzik zadzwonił, on wstał, wziął prysznic, nie było radia, tv - nic. Zjadł śniadanie i pojechał. A do pracy miał na 7.30. Nawet się trochę dziwił, gdy jechał przez puste miasto, ale tłumaczył to wakacjami. Dziwił się, że taki niewyspany, ale tłumaczył to ogólnym zmęczeniem. A potem śmiechom nie było końca. :))))) wspomnienia piękne są :)

Pierwsze odważne wyjście Tygrysi na balkon i nieśmiałe oswajanie się Morfusia - wcześniej nie miały balkonu, więc to wielkie wyzwanie :)




A tutaj chodziłam dookoła budynku i oglądałam nasze białe, świeżo zamontowane rolety - prawdziwe rolety! Ale radość! Można było odkleić papier i pozdejmować prześcieradła z okien balkonowych :)






Jeden z pierwszych zachodów słońca:




Pierwsze śniegi:


Pierwsze Boże Narodzenie, pierwsza choinka i pierwsza Wielkanoc :)






Teraz jak wklejam te zdjęcia, to mi się łezka w oku kręci i już nie żałuję ani chwili, ani momentu z tego przydługiego wykańczania....., ale następnym razem i tak poszukamy kogoś, kto od A do Zet wszystko zrobi, a my tylko myk i mieszkamy :) I od razu z drzwiami, roletami, lustrami i wszelkimi zdobyczami cywilizacji :)))

Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa pod ostatnim postem :))))))) Jak ja mogłam o jakimś hamulcu myśleć:))))

Buziaki dla Was i ciepłe pozdrowienia :*******
Magda

42 komentarze:

  1. Super opowiesc :) może i nam uda się w tym roku spełnić to największe marzenie o mieszkaniu na swoim :) Po przeczytaniu Twojego posta jedno wiem teraz na pewno, poistaram się aby zrobić jak najwięcej fotek przy remontowaniu i ogarnianiu nowego mieszkania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rób jak najwięcej, takie chwile, momenty uchwycone w kadr są bezcenne - łatwiej do nich wrócić, powspominać :) trzymam kciuki za marzenie :))) uściski!

      Usuń
  2. Też nie tak dawno przeżywaliśmy to samo co opisujesz u siebie. Też w planach zresztą miałam szczegółową archiwizację poczynań pracy, jednak codzienny kierat, godziny spędzone w pracy i podganianie pracy wieczorami drastycznie to zweryfikowały i dokumentacja fotograficzna z czasów tworzenia się samego wymarzonego m jest dość szczątkowa. Liczę zatem na co najmniej jeszcze jedną jeszcze jedną przeprowadzkę a wtedy udokumentuję wszystko, bo Twój obraz aż wzrusza :)
    Pozdrawiam i zapraszam z rewizytą na swoje blogowe i wnętrzarskie włości :) http://mysweetdreaminghome.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zaproszenie - na pewno odwiedzę :) ja robiłam mnóstwo zdjęć zwłaszcza tych pierwszych momentów :) kręciłam filmiki z pierwszych dni - teraz widzę, jak są bezcenne. Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Magduniu jak dobrze, że te poprzednie plany nie wypaliły ;) Trochę się zmartwiłam ta wiadomością w "Ostatnim" ale na szczęście widzę, że już Ci przeszło hihihhi i Twoje pióro zostaje z nami :) Jak dobrze :) Ja ostatnio zupełnie nieogarnięta jestem i czasu na wszytko też szalenie mam mało,no ale sytuacja....itd...... ale staram się bywać tam gdzie lubię , choć nie z taką częstotliwością jakbym chciała, ale czytam ......czasem z opóźnieniem, ale czytam :) A wspomnienia na fotkach są świetne ......też będę takie robić teraz ......już niedługo :) Całusy ciepluchne i dużo.....dużo czasu życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Olu, ja się zbieram od wczoraj by do Ciebie napisać - wczoraj dopiero dostałam kartkę od Ciebie, a w niej taaaaaakie nowiny :))))))))))))))))))))))))))))))))))))) Kochana buziaki i do spotkania na łączach e-mailowych :))))

      Usuń
  4. takie wspomnienia zawsze wzruszają... mam wiele podobnych. :) miałam wówczas ciążowy brzuszek, teścia szalejącego z wiertarką udarową i kurzu po pachy, ale nie zamieniłabym tego szaleństwa na żadną ekipę remontową. :P
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to też piękne wspomnienia :)))) my również ostatnie poprawki wykonywaliśmy już sami. Sebastian poprawiał ściany i zrobił to lepiej niż każda z ekip, którą mieliśmy :) Buziaki i uściski :)

      Usuń
  5. niesamowite zdjęcia opowiadają historię powstawania Waszego cudnego gniazdka :D pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) dziękujemy i posyłam również pozdrowienia :)

      Usuń
  6. ojejku mam tak samo :) Zaczynam porzdki w "papierach" i odnajduję te skarby.... notatki, szkice, rachunki, zdjecia, listy "to do list" itp.... i zamiast sprzątać to oglądam i oglądam :). Ze wzruszenim oglądałam Twoje zdjęcia, bo mam bardzo podobne :). Po wniesieniu pudeł zamówiliśmy pizzę i wszyscy ( siostra + szwagier + drugi szwagier + my ) zasiedliśmy na podłodze i jedliśmy ją z takim smakiem i apetytem :).... Wspaniałe są takie wspomnienia. Dobrze, że już piszesz, bo pierwszy post w 2015 mroził krew w żyłach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałe wspomnienia, wspaniałe chwile - fajnie do nich wrócić czasami. A pizza była najpyszniejsza na świecie - pierwszy posiłek w nowym domu :) I tyle tych papierów, dokumentów, list z tego okresu było, że głowa mała. Dziękuję Ci ślicznie :) buziaki!!!!

      Usuń
  7. Ja i mój narzeczony przymierzamy się do zakupu mieszkania od dewelopera. Wiemy, że czeka Nas dużo pracy, ale mamy też świadomość, iż wszystko zrobimy po swojemu..

    OdpowiedzUsuń
  8. No całe szczęście, że hamulec popuszczony :-)
    My, od chwili gdy dostalismy klucze, mieliśmy dokładnie miesiąc, żeby sie przeprowadzić, oznaczało to konieczność wykończenia mieszkania w tak krótkim czasie :-) Udało się, przede wszystkim dzięki temu, że mieliśmy poleconego super fachowca, który zrobił większość rzeczy i dobrze spięty plan robót - jedna firma wchodziła, druga wychodziła...jakos tak wszystko poszło gładko :-) następnym razem tez zrobimy wszystko sami (tzn to co będziemy mogli i potrafimy, płytek i podłogi raczej kłaść nie będziemy, ani sadzać futryn hi hi hi) pozdrowionka!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Madziu, to bardzo mało czasu mieliście. U nas by się w miesiąc nie dało, bo rozmaite ekipy - budowlana, od podłogi, od kuchni, od łazienki, mieli różne terminy. Nie dało się zgrać. A potem ktoś zawalił i wszystko się posypało. I cały rok w plecy. Podziwiam Was, że Wam się udało tak wszystko dopiąć :)))) buziaki!!!!!

      Usuń
  9. Bardzo fajny kolaż. W pełni oddaje rozmiar wyzwania jakim jest przeistoczenie mieszkania ze stanu deweloperskiego w przytulne gniazdko;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to wyzwanie, to prawda :) pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Fajny kolarz nam tu zaprezentowałaś...będzie dla Was fajną pamiątką za lat kilka, kilkanaście, kiedy już całkiem się Wasze wnętrza zmienią.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam...błąd się wkradł...kolaż przez ż a nie rz...przepraszam:)))

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że za kilka lat już będziemy w naszym domku ;) błędem się nie przejmuj, ludzka rzecz :) pozdrawiam Agatko :)

      Usuń
  11. Jak teraz miło to wszystko powspominać ,z uśmiechem -choć wtedy nie zawsze było do śmiechu ;p
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz z uśmiechem, wtedy faktycznie nie do śmiechu było. :) uściski dla Ciebie!

      Usuń
  12. Pamiętam ten upalny dzień 17 lipca 2010 brałam tego dnia ślub. Udało mi się się przetrwać tylko dlatego, że wybrałam sobie sukienkę przed kolano :)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Karola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej! Ale się złożyło! Czyli to również bardzo ważna dla dla Was. Pamiętam, że już po 7.00 trudno było oddychać. To był dzień! Moc serdeczności :)))

      Usuń
  13. Bardzo sympatyczne osiedle:) Kociaki jak widzę również zaangażowane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kociaki zawsze zaangażowane i zawsze niezwykle pomocne :)) pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  14. Szacun za ścieranie ścian papierem ściernym wodnym :) efekt na żywo musi być piorunujący. Mam nadzieję, że użyliście potem też porządnych wałków do malowania, żeby nie stracić tego efektu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malowanie było natryskowe, dlatego też wykończenie ścian właśnie takim papierem. Praca męcząca, ale tak, jak napisałeś efekt piorunujący :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  15. Fantastycznie ogląda się takie "migawki" z życia - są świetną pamiątką :). Masz rację - tonę papierzysk i te mniej sympatyczne elementy dokumentujące, ekhm, postęp prac, należy schować gdzieś głęboko. Niech pozostaną same dobre wspomnienia.

    A macie tak, jak sobie wymarzyliście, więc o uśmiech nie trudno! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to na prawdę piękna pamiątka. I jak się wraca do tych chwil na zdjęciach, to aż trochę tęskno do tamtych dni :) Serdecznie pozdrawiam :))))

      Usuń
    2. I ja pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  16. Jak widać opłacało się czekać na takie efekty. Piękne wnętrza, choć i z zewnątrz całość prezentuje się równie elegancko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo - i nam się podoba nasze osiedle :)) pozdrawiamy!

      Usuń
  17. Można powiedzieć, że my nadal przechodzimy to samo... Wykonawcy wielokrotnie zawodzili, tułaliśmy się po domach rodziny... I choć nadal nie mamy wykończonego domu, chociaż czujemy, że mamy własny kąt. Ale pół roku czekania, aż łaskawie ktoś skończy dwa pomieszczenia - masakra i głowa zaczyna boleć na samą myśl.

    Nie ma to jak wspomnienia - dobrze, że to już jednak tylko wspomnienia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To współczuję, bo doskonale wiem ile to nerwów i stresu. Niektórym udaje się szybko wykończyć własne mieszkanie, a niektórzy, tak jak Wy czy my, trafiają na takich "specjalistów", że jednego kalendarza zdaje się być mało, jak u nas niestety ;/ Ale trzymam kciuki za Was, aby jak najszybciej i bezusterkowo! Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  18. Pierwszy raz do ciebie zajrzałam i czuję się, jakbym o sobie czytała :) Mieliśmy to samo z lustrem, parawanem (tyle, że na wannę), a drzwi nadal nie mamy, ale już niedługo. Tylko, że my się wprowadziliśmy po miesiącu od odebrania kluczy, więc to dopiero był "hardcore" ;) A i z kotami mieliśmy podobnie, wcześniej nie znały balkonu, teraz Lupa biega po polach i lasach, a Laufer tylko bezpiecznie po tarasie spaceruje. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wzruszyłam się Twoim wpisem, Twoimi słowami... pięknie i prawdziwie napisane. Okrasiłaś wpis zdjęciami to jeszcze bardziej zobrazowało jaka drogę przebrnęliście. Ostatnie zdjęcie najlepsze:)
    Pozdrawiam, Kasia
    Kasmatka

    OdpowiedzUsuń
  20. Remontowanie mieszkania fajna sprawa, satysfakcja z jego wykończenia jest dużo większa, kiedy samemu jest się zaangażowanym w ten proces.

    OdpowiedzUsuń
  21. Oglądałem tego posta przypomniało mi się jak ja miałęm przeprowadzkę :) ale jeśli ktoś szukałby dobrego oświetlenia do swojego mieszkania to zdecydowanie polecam firme lumenmax. Maja duży wybór

    OdpowiedzUsuń
  22. Pochodzę z Łodzi i akurat teraz jestem w trakcie remontu. Jest to strasznie męczące. Ale kiedy widzisz wyniki, to zapominasz o wszelkich nieprzyjemnościach z tym związanych.

    OdpowiedzUsuń

Za każdy pozostawiony ślad pięknie dziękujemy :) Blog żyje dzięki Waszym komentarzom :)