sobota, 10 stycznia 2015

Mission Impossible

No i to by było chyba na tyle mojego hamowania. Nie da rady. Nie umiem. Nie potrafię. Nie chcę. 

Nie umiem nie pisać. Już nie umiem. Czy to nałóg, czy to taka ogromna potrzeba czucia, że tam jesteście, potrzeba podzielenia się z Wami rozmaitościami... I to i to chyba. Nie odpisałam na żaden komentarz pod ostatnim postem. Nie mogłam. Przepraszam. Ale co czytałam od nowa każdy z nich, to po prostu coś mnie w gardle ściskało i nic nie mogłam napisać. Dziękuję Wam za każdy z nich, za każde dobre słowo i za kciuki i za życzenia i za niesamowicie dobrą energię. Dziękuję Wam, że jesteście.

No i maile. Tyle maili od Was. Żeby nie rezygnować. Że brakuje Wam mojej pisaniny. I z zapytaniami czy stało się coś złego. To niesamowite. Nie spodziewałam się. 

Od 10 dni chodzę jak struta. Mam co robić, a jakże. Ale struta jestem i tyle. I mój mądry mąż wziął mnie wczoraj za rękę i powiedział: pisz. Nie rezygnuj. Najwyżej z innymi sprawami pójdzie wolniej, ale nie rezygnuj z bloga, bo widzę, że nie możesz. Takiego mam swojego Sebastiana tego.... 

A ja faktycznie nie mogę.

Więc jestem. Wróciłam. I będę. Trochę mniej. Nie tak intensywnie, ale będę.  Dziękuję Wam jeszcze raz, że i Wy jesteście. 

Ech działo się działo przez te 10 dni. Mam wrażenie, że pół roku już minęło. Ala na dzisiaj to tylko tyle. Taki telegraficzny skrót mojej pierwszej, ważnej wiadomości w tym roku. 

I wiecie co? I od razu mi lepiej. Z każdą napisaną literką, z każdym słowem, które pojawia się na monitorze jest mi lepiej. I mam ochotę zaśpiewać jedną z moich ulubionych piosenek :)))))


Dobrej nocy :))))
i do nastepnego!
Magda

zdjęcie: pinterest

31 komentarzy:

  1. Magda:) super! Kamień spadł mi z serca :) I radość ogarnęła.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Martuś :))) mi też taki kamień spadł, nie po drodze mi jednak z tym hamowaniem :) Pozdrawiam i dobrego dnia :)))

      Usuń
  2. A ja bardzo się cieszę że jesteś !!! Bardzo mi brakowało Ciebie w naszej blogosferze....
    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na więcej...jak ochłoniesz to oczywiście zapraszam do siebie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agatko - i oczywiście, że wpadnę, jak zawsze :)))) Uściski!!!

      Usuń
  3. :)))cieszę się ja i pewnie cała blogosfera ze mną:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko dziękuję Ci pięknie :)))))))))))) buziak!

      Usuń
  4. Najważniejsze to robić to,co sprawia nam radość a skoro blogowanie ci ją daje,nie warto z tego rezygnować :)
    Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, jak piszesz :) najwyżej inne sprawy wolniej pójdą, ale co to za życie, gdy rezygnuje się z tego, co radość przynosi :) Buziaki i uściski!

      Usuń
  5. a widzisz Madzia i mnie czasu nie wystarcza, żeby do wszystkich naraz życzenia choćby wysłać:)) i do tego skleroza i jak mi się na pasku bocznym ujawniłaś ,to dopiero olśniło mnie , że ja chyba nie składałam życzeń tu ....a może składałam na facebooku ???...już sama się zamotałam co komu i kiedy ....ale Ty wiesz ,że ja Ciem wielbię, tylko musisz częściej na tym pasku mi migać :))))))) bo ja już starszam pani jest i widać z pamięcią już krucho ....wszystkiego dobrego w tym roku kochana :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Ty starsza Pani Kochana :)))))))))))))) Aguś, gdzieś składałaś, nie pamiętam już gdzie, ale składałaś :) ale rozumiem zakręcenie, bo można się pogubić w blogach, facebookach i innych mediach :) ja mam podobnie. Postaram się migać, ale tak częściej to chyba nie będzie, jednak migać będę. Buziaki :))))) i dziękuję za dobrego i również wszystkiego naj dla Ciebie na caaaaały rok :))))

      Usuń
  6. Nie rezygnuj, wystarczy, że ja ostatnio mocno odpuściłam, za dużo pracy, za mało wolnych chwil, i jeszcze zapalenie płuc synka.. Uwielbiam zaglądać do Ciebie, czuje sie wtedy jakbym umawiala sie z Tobą na wspólna kawę ..pisz pisz, aby dzięki Tobie mój Nowy Rok upływał w przyjemnościach.. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to kiepsko z tym zapaleniem - zdrówka dla synka! Fajnie pić z Tobą kawę, może kiedyś dane będzie w Waszych pięknych progach, smakując Wasze pyszności, a na razie wirtualnie - też pięknie :)))))))) Buziaki :*******

      Usuń
  7. O! kochana, nawet nie wiedziałam, że chciałaś przestać- no co TY!!! nie wolno!!! można pisać rzadziej, ale rezygnacja nie wchodzi w grę!!
    cmoki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz, to ja już wiem, że nie wolno Justyś :))) a takie miałam podłe zamiary, dobrze, że już mi przeszły :))) Buziaki i serdeczności :*******

      Usuń
  8. Super :) Cieszymy się bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak to dobrze Madziu, że masz taki cudowny nałóg :)))
    Cieszymy się, ze jesteś!!!
    Milutkiej niedzieli dla Was Kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu, jak ja się stęskniłam :))))) to chyba naprawdę nałóg, bo jak przyjęłam dawkę blogowania i kontaktu z Wami, od razu lepiej :)))) Dziękuję i buziaki posyłam :*****

      Usuń
  10. Cieszy mnie niesamowicie Twoja decyzja:) Chyba niejednego podczytywacza ucieszyłaś. Dla nas ważne, byś pojawiała się choć na chwilkę ze swoją dawką energii i ciekawym spojrzeniem na świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, bardzo Ci dziękuję za takie miłe słowa :)))) Twój mail był jednym z tych, które mnie "pogoniły" do powrotu, bo uświadomiły, jak bardzo mi tego brakuje - dziękuję!!!!!! pięknego dnia dla Ciebie :****

      Usuń
  11. Pisz pisz:) to jest piękny nałóg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))))))))) i chyba nie ma na niego żadnego antidotum :))))) buziaki :***

      Usuń
  12. to zdjęcie jest urocze :) powiem Ci na uszko też się tak czuję po czasie spędzonym na pisaniu postów, blogowe przerwy mamy zawsze ja miałam w maju dłuższą, ale nie sposób przerwać gdy staje się to naszą pasją, a określenie nałogiem ;) przeczytałam pierwszy raz dziś u Ciebie :) ściskam mocno i pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie również to zdjęcie zachwyciło :) i faktycznie jeśli coś staje się pasją, to nie warto tego przerywać. Życiem się warto cieszyć tu i teraz, zatem nie warto odkładać rzeczy, które taką radość niosą. Oby radości jak najwięcej :))) Ściskam również i pięknie pozdrawiam :))))

      Usuń
  13. Bardzo się cieszę, post czytałam ze łzami radości i wzruszenia. Masz bardzo mądrego męża i proszę słuchaj go jak najczęściej :)
    Pozdrawiam serdecznie i z niecierpliwością czekam na więcej tej dobrej energii :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Magda jak ja mogłam nie zauważyć tego wcześniejszego posta?? No jak?? Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że ostatnio nie miałam dobrego czasu i wszystko mi totalnie zbrzydło także mój blog ;-(...tak jak w twoim przypadku musiałam wrócić, bo chyba troszkę jestem uzależniona...dużo siły i dużo wiary i wszystkiego co najlepsze dla Ciebie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hurrra! Ale się cieszę !!!! Mam ochotę Cię wycałować i ... dać porządnego klapa za ten ostatni post ;P Ale masz mądrego i troskliwego męża, dbajjjjj.... bo skarb Ci się trafił :)
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na następne posty :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Masochistka!:-) na własne życzenie chciałaś sobie podciąć skrzydła! Wracaj do pisania i JUŻ, wszystkie tego chcemy a Ty najbardziej. Najważniejsze żeby kochać co się robi a przy tym miec grono wielbicieli to już coś!:-)

    OdpowiedzUsuń
  17. uff, całe szczęście, że wróciłaś!:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Urządzanie własnego wnętrza sprawia mi mnóstwo satysfakcji. Nie jest ważne dla mnie to, aby jak najszybciej skończyć, ale to, by być naprawdę zadowoloną z końcowego efektu. Takie blogi są prawdziwą inspiracją.

    OdpowiedzUsuń
  19. My to chyba mamy tak, że musimy się wygadać jakoś publicznie (większej ilości osób niż np. biedny małżonek czy zadręczane mamy, siostry czy przyjaciółki ;)), żeby nam jakieś napięcie zeszło, żebyśmy się poczuły lepiej... Ja piszę, nim nauczyłam się to robić :P - to dla mnie jak oddychanie, bardzo naturalne... taki mój sposób na - nie wiem - przedłużenie samej siebie? Jak horkruksy, choć nie w tak demonicznej formie :P - zaklinam w tekście kawałek swojej duszy, dzięki czemu mogę żyć dłużej (wiecznie?).

    Dobrze, że zostajesz :)
    I dobrze, że zwalniasz tempo. (Miałaś je przeeeeogroooomne! Zachodziłam w głowę, żeby dojść do tego, jak Ty to robisz ;) Trochę mnie zmotywowałaś tym do pracy nad samą sobą - dziękuję! ;)) Najważniejsze jest to, by to co kochasz sprawiało Ci frajdę. Jeśli czujesz, że coś nie gra - chwila oddechu. Czasem potrzebna jest przerwa.

    Cieszę się, że mąż namówił Cię do porzucenia "myśli ostatecznych". Może nie powinnam tego pisać, ale rozbawiają mnie wypowiedzi blogerów, którzy oznajmiają, że oto kończą raz na zawsze z pisaniem, że zamykają stronę, że "to już jest koniec i nie ma już nic". Może mam tak przez wzgląd na znajomego, który kilka razy publikował mniej więcej taki tekst, po czym na miejsce zamkniętego blogu uruchamiał nowy, w istocie bardzo podobny do poprzedniego. Skoro bowiem już zaczęliśmy pisać - najwyraźniej to było nam potrzebne... I pewnie potrzebne będzie dalej, choć jasne jest, że nie zawsze w dokładnie takiej formie jak na początku... Człowiek się zmienia, zmieniają się jego priorytety.
    Nie mówmy nigdy "nigdy" - to, co dzisiaj wydaje się być końcem, może być jedynie kropką ostatniego zdania w jakimś rozdziale naszego życia. A życie biegnie dalej, a opowieść się toczy... :)

    OdpowiedzUsuń

Za każdy pozostawiony ślad pięknie dziękujemy :) Blog żyje dzięki Waszym komentarzom :)