niedziela, 31 sierpnia 2014

Międzynarodowy Dzień Blogera - aby tradycji stało się zadość polecam ciekawe blogi :)

31 sierpień to święto blogerów :) A to mój pierwszy Międzynarodowy Dzień Blogera. Tradycją tego dnia jest polecenie 5 blogów, do których chętnie zaglądamy - i dobrze by było, aby nie były to blogi z dziedziny, w której sami blogujemy. Tu się trochę wyłamałam - patrz punkt 5 polecanych blogów :)

Nasz blog jest blogiem wnętrzarskim, który zaczyna przybierać dodatkowe kształty - to tutaj toczy się historia Em, to tutaj mam nadzieję rozmawiać o marzeniach, o pasjach, o życiu, nie rezygnując jednak z tego, co jest istotne w moim życiu i na czym trzon blogu się opiera - czyli z tematyki wnętrzarskiej. Czyniąc zatem zadość tradycji chciałabym polecić 4 blogi, które moim zdaniem są warte polecanie, a które z wnętrzami się nie łączą. Kolejność jest przypadkowa - do wszystkich równie chętnie zaglądam. A co z miejscem na piąty blog? O tym poniżej.


 1. Blog Tajemniczy Wrocław - www.tajemnicznywroclaw.pl

Autorem jest Grzegorz Pietrzak, który wspaniale pokazuje Wrocław, odkrywa jego duszę, przedstawia niesamowitą historię. Mieszkam we Wrocławiu od urodzenia, ale dzięki blogowi odkrywam to miasto wciąż na nowo. Wrocław ma mnóstwo tajemnic, jest pełne magii i ma też ciekawą historię. Z przyjemnością wędruję zatem po wrocławskich ścieżkach historii, którymi w znakomity sposób prowadzi autor bloga. I Was również serdecznie do tego namawiam - wpadnijcie na blog, poczytajcie, obejrzyjcie zdjęcia, które przedstawiają Wrocław dawniej i dziś, przyjrzyjcie się kolażom, które znajdziecie tutaj http://www.tajemniczywroclaw.pl/2013/01/wroclaw-wczoraj-i-dzis.html i zakochajcie się w naszym mieście :)


Blog Tajemniczy Wrocław



2. Blog Oddycham Wrocławiem - www.odd.wroclaw.pl

Blog prowadzony jest przez dwójkę wrocławskich fotografów, którzy działają pod szyldem Strop Studio Fotograficzne: Magdalenę Lasotę i Sławomira Okrzesika. Na blogu przedstawiają Oni portrety ludzi, przez który poznają Wrocław. To ludzie, którzy w jakiś sposób związani są z Wrocławiem: są to Ci, którzy mieszkają tu od urodzenia, Ci, którzy się tu przeprowadzili, a nawet Ci, którzy są tu przez chwilę, aby zdobyć wykształcenie lub tylko przez moment, gdy czekają na samolot lub pociąg. Za każdym stoi jakaś historia, którą autorzy bloga starają się uchwycić na swoich zdjęciach. Nie są to jednak tylko zdjęcia - obok nich znajdziecie również kawałek historii Człowieka ze Zdjęcia. A zdjęcia są piękne! Blog odkryłam dzięki konkursowi Blog Day Wrocław 2014 (zresztą na niego oddałam swój głos w głosowaniu na fb) i od pierwszego zdjęcia, od pierwszego portretu zaparło mi dech. Chylę nisko czoła w obliczu talentu, w obliczu pomysłu i przed autorami :) A Was serdecznie zapraszam  na ich blog.




3. Blog Poddróżniccy.com - www.podrozniccy.com/pl

Blog prowadzony przez Anię Górnicką i Jakuba Górnickiego - blog, który powstał z pasji do podróżowania i z którym można zwiedzić wyjątkowe miejsca w różnych zakątkach świata. Szczególna jest podróż "Szukając Witkacego" - Ciekawi jesteście cóż to takiego? Koniecznie zajrzyjcie na ich stronę. Piękne zdjęcia, ciekawe opowieści, a nawet filmy. Jeśli lubicie podróże - te dalekie i bliskie, ten blog jest obowiązkowym punktem do odwiedzenia na mapie polskiej blogosfery.


 Blog Poddróżniccy.com




 4. Blog Dzikie Sudety - www.dzikiesudety.blogspot.com

Blog, w którym również o Karkonoszach moich ukochanych, nie mógł nie znaleźć się na tej liście. Autorem jest Jan Wieczorek, który w bardzo ciekawy sposób o Sudetach opowiada, prezentując również zdjęcia i rozmaite historyczne rysunki i szkice. Z blogiem można poznać niemal całe Sudety, nie ruszając się z fotela - czego oczywiście Wam nie polecam. Warto ruszyć swoje cztery litery, spakować plecak i podróżować samemu, ale warto również poczytać historię odwiedzanych przez siebie miejsc i poznać je z perspektywy innego człowieka. Blog Dzikie Sudety jest właśnie takim miejscem, do którego Was serdecznie zapraszam :)

Blog Dzikie Sudety


5. A miejsce 5 pozwoliłam sobie zarezerwować na polecenie 5 blogów, których tematyka wiąże się z naszym blogowaniem -  tradycja, tradycją, ale muszę wtrącić do niej swoje 3 grosze, chociaż w tym wypadku jest tych groszy 5 :)

A zatem polecam (kolejność przypadkowa):

5.1. Cleo-Inspire - morze inspiracji, codziennie nowe pomysły, nowe podpowiedzi, ciekawe rozwiązania we wnętrzach lub całe inspirujące wnętrza. Pozytywna energia i pełna radości grafika - warto od niego zacząć każdy dzień. Blog prowadzi Marysia, do której warto zaglądać codziennie - serdecznie Was zapraszam:  www.cleo-inspire.blogspot.com

Blog Cleo-Inspire



5.2.  Gdzie biegnie Zebra? ano tutaj: www.ozebrze.blogspot.com - Do Oli zapraszam Was również bardzo serdecznie - po inspiracje, po ucztę dla oka, po wiadomości jak wyratować starą, biedną skrzynię i po masę innych ciekawych informacji, a także pięknych zdjęć i tych chatkowych i stacjonarno-domowych :) Zapraszam Was także po dobrą energię - której u Oli dostatek i którą chętnie się dzieli z czytelnikami :)

Blog Gdzie biegnie Zebra?



5.3. Thousand Reasons  - blog prowadzony przez Karolinę - mistrzynię magicznej fotografii: www.tysiac-powodow.fromnord.pl - uwielbiam jej zdjęcia, uwielbiam uchwycone momenty w kadr, chwile zamknięte w pikselach (czy w czym tam). Prócz pięknych zdjęć, równie piękna energia - Thousand Reasons odwiedzić musicie koniecznie, zatem Was serdecznie zapraszam :)

Blog Tysiąc powodów fromnord.pl





5.4. Home on the Hill - prowadzony przez Olę blog znajdziecie tutaj: www.homeonthehill.pl Z Olą rozmawiałam kilka dni temu o marzeniach, zatem na pewno już ją poznaliście :) Ale prowadzony przez nią blog to obowiązkowy punkt na mapie poszukiwań inspiracji, ciekawych tekstów. To przestrzeń, w której marzenia same się snują, w której można wziąć głęboki oddech, odpocząć od problemów dnia codziennego i nacieszyć oczy pięknymi detalami, którymi Ola upiększa swój dom.

Blog Home on the Hill





5.5. Dekormaniaczka - czyli Iwona, która prowadzi wnętrzarski blog, pełen inspiracji, pięknych zdjęć tutaj: www.dekormaniaczka.blogspot.com Blog jest kolekcją dobrych pomysłów, jak pisze o nim Iwona i zapewniam Was, że dobrych pomysłów na nim dostatek :) Znajdziecie tam również dobrą energię, którą tak cenię i która jest tak ważna. Koniecznie zajrzyjcie :)

Blog Dekormaniaczka



Zapewniam Was, że mogłabym tę listę jeszcze sporo wydłużyć - jest mnóstwo ciekawych blogów w blogosferze wnętrzarskiej, do których chętnie zaglądam, które chętnie czytam, które mnie inspirują lub/oraz pozwalają złapać oddech: te wszystkie blogi znajdziecie obok w zakładce: Ulubione blogi wnętrzarskie.


My za parę godzin śmigamy na galę kończącą konkurs Blog Day Wrocław 2014, gdzie nie tylko będą ogłoszone wyniki, ale gdzie spotkamy zapewne masę ciekawych osób, blogerów, których jestem bardzo ciekawa. Relację z gali postaram się zdać Wam w dniu jutrzejszym.

A dla was Kochani Blogerzy mam dzisiaj życzenie, aby blogowanie sprawiało Wam zawsze radość, aby moc twórcza Was nie opuszczała, a inspiracje codziennie pukały do Waszych drzwi.
Wszystkiego Dobrego dla Was!

Goździk na balkonie MileMaison.pl

A dla wszystkich pięknej niedzieli :)
Pozdrawiam,
Magda

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozmowy z marzeń (u)tkane. Ola.

Człowiek marzył, marzył i wymarzył sobie rozmowy o marzeniach. A że marzenia się spełniają, to człowiek stworzył nowy cykl "Rozmowy z marzeń (u)tkane". Człowiek ten zaprosił do rozmowy Olę. I człowiek ten zaprasza bardzo serdecznie również Was - i do posłuchania i do dyskusji. O marzeniach,  planach... o życiu :)




Marzycielka. Kobieta pełna blasku i miłości. Miłości do świata, do męża, do córci i oczekiwanego synka. Autorka pięknego bloga Home on the Hill – pięknego treścią i obrazem. Kobieta o pięknej duszy, szczęśliwie zakochana i kochana, tworzy wspaniałe miejsce, do którego musicie zajrzeć koniecznie. Ale zanim udacie się w odwiedziny, a gwarantuję, że zostaniecie tam na długo, długo, posłuchajcie mojej pierwszej rozmowy w nowym cyklu „Rozmowy z marzeń (u)tkane”. Rozmowy z Olą właśnie.








Magda - Olu, na Twoim blogu, w zakładce „O nas”, piszesz o sobie tak: Marzycielka o niespokojnej duszy, trochę narwana, bardzo szczęśliwa, kochająca życie, podróże, a przede wszystkim swoją cudowną oazę, którą tworzy mąż i najcudowniejsza na świecie córeczka. Pełna refleksji i skrajności, często humorzasta. Wciąż odkrywającą nowe pasje, uwielbiająca piękno  i wszelkie możliwe dodatki;



Porozmawiamy jak marzycielka z marzycielką?



Ola – Pewnie Magda, z największą przyjemnością. Bo ja o marzeniach to mogę rozmawiać godzinami i uwielbiam otaczać się ludźmi, którzy tak jak ja, trochę z głową w chmurach chodzą. Wiesz, spotykać na swojej drodze takie osoby, z którymi możesz na trawie się położyć, patrzeć prosto w błękitne niebo, w te chmury jak z waty cukrowej i dać się ponieść  słowom, myślom i wyobrażeniom wszelakim o tych chmurach i o życiu, wiedząc, że obok bratnia dusza leży. Coś czuję Magda, że Ty niejednokrotnie tak na tej trawie leżałaś, czyż nie mam racji? ;)



Magda – Oj nie raz leżałam :) i uwielbiam tak leżeć, spoglądać w niebo, marzyć, rozmawiać i nawet milczeć trochę. Dla mnie to, że mogę z kimś po prostu pomilczeć i nie czuć skrępowania, jest pewnym wyznacznikiem, pewną informacją, że tą osobą naprawdę dobrze się czuję. Coś mi się wydaje, że nam by się też fajnie razem milczało :) I tutaj ogromna pochwała dla wirtualnej przestrzeni, w której można spotkać osoby, których być może nigdy by się nie spotkało – w końcu dzieli nas kilkaset kilometrów.



Nie pamiętam kiedy dokładnie weszłam pierwszy raz na Twój blog, można by to było pewnie sprawdzić, ale nie ma chyba takiej potrzeby – ważne, że się poznałyśmy i tyle :) Od pierwszych słów, które u Ciebie przeczytałam, od pierwszego akapitu poczułam coś, co można określić pokrewieństwem dusz…. co się później zresztą potwierdziło. Skąd to przeczucie? Skąd ten przebłysk, że z tą Olą z Gdańska mi po drodze? Maile zaczęłyśmy ze sobą wymieniać, kiedy uśmiechnęło się do mnie szczęście w Twoim Candy i kiedy wygrałam cudną świeczkę. Najpierw po prostu adres, a potem pogaduchy, historie….Z każdym mailem moje początkowe przeczucie się potwierdzało. Co jest w tej Oli takiego, że nam w duszy podobnie gra? Olu - jak Ci w tej duszy gra?



Ola – Różnie mi gra i przygrywa. Wszystko zależy od nastroju. Wiesz, ja ogólnie jak taka otwarta książka trochę jestem, nie umiem ukrywać uczuć, emocji. Jak mnie coś cieszy, to wszyscy wokół o tym wiedzą, swojego uśmiechu powstrzymać nie mogę, ale jak boli, to też ukryć tego nie potrafię, chociaż czasami bym bardzo chciała… Nieraz powiem coś zbyt szybko, zbyt mocno, ale inaczej nie potrafię… Ja lubię też Magda sama sobie świat wokół kolorować, różne pasje odkrywać, lubię właśnie jak mi w tej duszy tęcza przygrywa. Wzruszam się często, poznaję wiecznie rzeczy, które mnie zachwycają i gadam, gadam na okrągło, a mój biedny mąż ledwo może to wytrzymać. Lubię też w różne książki się zanurzać, jakieś inne światy przeżywać i to wszystko gdzieś tam buduje mnie samą. Bo ja po prostu lubię się cieszyć, choć oczywiście nie zawsze to jest proste i łatwe. Nieraz świat mnie przygniata i wyolbrzymiam, płaczę, ale wtedy mam to szczęście, że mam te moje ukochane męskie ramiona i one zawsze mnie do pionu doprowadzają. Tak sobie myślę Magda, że Ty chyba też tak trochę masz i w dodatku marzyć kochasz, i to nas łączy ze sobą najmocniej. Powiedz mi jakimi Ty emocjami swój świat kolorujesz?



Magda -  Oj, wieloma i to takimi na 100% mocy. Często „jadę na wzruszeniu” i wtedy emocji we mnie mnóstwo. Gdy jest to radość – to cieszy się we mnie każda komórka ciała, gdy smutek, to każdym nerwem go odczuwam. Nie umiem na pół gwizdka. Każda emocja jest dla mnie cenna: nawet gdy jest to złość, niepokój, gniew – te są niezwykle ważne dla mnie, bo traktuję je jako pewną informację, pewien sygnał, że być może coś trzeba w życiu zmienić, nad czymś bardziej się pochylić, coś przemyśleć, być może przewartościować. Kiedy one mi się przydarzą, zwracam na nie sporo uwagi, przyglądam się im, zastanawiam skąd, dlaczego, po co? Czasem dzięki temu coś się uda naprawić, problem jakiś rozwiązać – dzięki temu, że godzę się z nimi wszystkimi i żadnej z nich nie odpycham. Pewnie dlatego we mnie też jak w tej księdze otwartej można czytać często – pokerowa twarz jest mi całkowicie obca. Gdy mi smutno – nie umiem tego ukryć, gdy wesoło – tym bardziej. Ale ja to lubię w sobie. Lubię to uczucie, gdy radość mnie niesie, mam potrzebę wtedy dzielić się nią, bo ona produkuje we mnie tyle tej dobrej energii, że mogłabym małą elektrownię otwierać. Wczoraj dostałam e-maila od Klientki, która kupiła u nas dwie poduszki. W mailu były podziękowania, zdjęcia i mnóstwo pięknych słów i jeszcze więcej pozytywnej energii. Radość, którą poczułam dzięki temu, wybuchła z ogromną mocą. Otrzymałam w tej jednej wiadomości nie tylko dobrą energię, ale też potwierdzenie słuszności wszystkiego tego, co robię. I jest to uczucie bezcenne.



Ostatnio, gdy pisałam post „Marzenia w kolejce” zadawałam sobie pytanie, po co są w ogóle marzenia i czym się różnią marzenia od planów. Prochu nie odkryłam, dochodząc do wniosku, że marzenia mają nas uskrzydlać, pchać do przodu ku dobremu, pomagać podnieść się, gdy się potkniemy i dodawać energii – bo skoro jest marzenie, to jest chyba i działanie? Bo pomimo, że są przecież i marzenia, które nie mają jak przełożyć się na działanie, to są też takie, które kierują nas do jakiegoś celu… I teraz, gdy się nad tym znów zastanawiam, to zaczyna mnie nurtować: skąd one się w ogóle biorą? Gdzie powstają? I czy jest możliwa sytuacja, że marzeń nie ma żadnych? Skąd się biorą marzenia?



Ola –  Nie wyobrażam sobie świata bez marzeń! Jakież to życie nudne by było. Ja mam tak, że mi od zawsze mocno wyobraźnia szaleje, lubię wymyślać sobie tysiące rzeczy, stwarzać jakieś wizje, sytuacje i w tym wszystkim właśnie kolejne marzenia kreślić. One się często biorą od tak znienacka, a potem rodzi się kolejne i kolejne… Jedno pociąga za sobą drugie. U mnie najczęściej przed snem powstają, albo kiedy mnie coś zachwyci niewyobrażalnie i też tak chcę. Na przykład marzenia o podróżach, najczęściej gdzieś we mnie dojrzewa kiedy czytam jakąś książkę o danym miejscu, albo film oglądam i wtedy momentalnie zaczynam sobie snuć w głowie, że ja to koniecznie, ale koniecznie muszę dane miejsce zobaczyć. Już na kartce plan kreślę, mężowi opowiadam, a On najczęściej od razu też zaczyna to marzenie podzielać i razem, to przeżywamy.



Tysiące rozmów, wyobrażeń i to jest chyba ta najprzyjemniejsza część. Marzenie nie zawsze musi się spełniać, czasami pięknie jest tak tylko o nim rozmawiać, dumać, planować, wyobrażać je sobie, cele do niego wyznaczać. My na przykład z mężem marzymy o tym, żeby na starość na Majorce w pewnej magicznej wiosce zamieszkać. Nie wiem czy to w ogóle realne, ale jakie to ma znaczenie?.. Najfajniejsze jest to, że my tam już nieraz w naszych rozmowach bywamy, dom budujemy, rzeczywistość sobie stwarzamy i to jest takie nasze, gwiazdka z nieba w pudełka schowana… Choć są też oczywiście marzenia takie, których brak spełnienia boli bardzo… Kiedy samo wyobrażanie go sobie nie wystarcza, wiem o tym dobrze. Sama to przeżyłam, starając się o pierwsze dziecko. Wtedy żadna lista z celami, ani rozmowa nic nie pomagała, nic nie znaczyła… Ja chciałam tylko w ramionach maleństwo tulić…. I codziennie dziękuję, że to moje największe marzenie się spełniło, że doznałam własnego, osobistego cudu macierzyństwa i to podwójnego w dodatku… 

Opowiesz teraz Ty mi Magda o jakimś swoim marzeniu, zarysujesz je tak dla mnie delikatnie?...



Magda – U mnie również marzenia wielkie i małe… te, do których dążę i te, o których po prostu sobie marzę. Z tych wielkich to dom w Karkonoszach z widokiem na Śnieżkę – nasz dom wymarzony, który, podobnie jak Wy, też w wyobraźni już budujemy, dzielimy w nim przestrzeń, projektujemy pomieszczenia – rozmawiamy o nim, snujemy plan, ale i też spisujemy cele, działania, które musimy podjąć, aby to marzenie się ziściło… Kolejne wielkie marzenie, to pisanie… czy uda mi się kiedyś je zrealizować? I tutaj moim motorem jest Sebastian, który mnie motywuje i zachęca, który szuka dla mnie warsztatów pisarskich… który parzy herbatę, wygania z laptopem do sypialni i mówi: pisz! Pisz bo wtedy jesteś szczęśliwa. Oj udały nam się te męskie ramiona Olu :)


Ale moje marzenia, to również takie zwykłe pragnienia: by codziennie uśmiech na twarzy mego męża wyczarować, by nasze Futra były zdrowe i jak najdłużej z nami, by książkę ulubionego autora przeczytać, by znaleźć się na szlaku w moich ukochanych górach i razem z Sebastianem wędrować, wędrować, wędrować…., a potem wrócić do domu, zaparzyć herbatę, usiąść na balkonie, zamknąć oczy i pod powiekami widzieć to, czym syciliśmy oczy w ciągu dnia.

Dla mnie marzenia to taki motor napędowy, to skrzydła, które rosną i które potrafią unieść bardzo wysoko….  A czym są dla Ciebie marzenia?


Ola – Marzenia to jak podróż i obietnica. To jak różowe poranki i oglądanie w ciągu dnia tęczy. To coś co sprawia, że wyznaczamy sobie cele, że rozbudzamy pragnienia, coś co powoduje, że już samą myślą się cieszymy.



Magda - Więc chodź, pomaluj mój świat na….. ?



Ola – Na różowo. Jak niebo o wschodzie słońca, jak usteczka mojej córeczki, jak każde marzenie, bo przecież musi być optymistyczne i piękne, a jeśli tak, to tylko patrzeć na nie przez różowe okulary. Najlepiej zaś ten świat kolorować sobie we wszystkich dostępnych barwach i odcieniach, bo przecież każdy kolor jest po coś. Każda myśl, każde przeżycie, sytuacja. Ja staram się wciąż wyciągać wnioski, uczyć na błędach… Oczywiście nie zawsze mi to wychodzi, bo to niełatwa jest sztuka, ale chyba najważniejsze jest po prostu się starać. Jak to jest u Ciebie Madzia, często wyciągasz wnioski? Zatrzymujesz się na chwilę, czy starasz się nie przejmować i po prostu iść dalej?





Magda – kiedyś  po prostu szłam, szłam do przodu, a jak mnie coś uwierało, to byłam nieszczęśliwa i nie zawsze starałam się to zmienić. Teraz już się zatrzymuję. Tego też od męża się nauczyłam. Stanąć na chwilę, a nawet zrobić krok do tyłu, bo z daleka można więcej ogarnąć. To Sebastian mnie nauczył, że jak nie jesteś z czymś szczęśliwa, to po prostu to zmień. Tak po prostu. I teraz przypatruję się sobie, przypatruję się nam, wspólnie to zresztą robimy niemal każdego dnia, podczas naszych rozmów wieczornych.



Olu, a co jest w każdym dniu ważne dla Ciebie – bo nie tylko marzeniami człowiek żyje przecież. Codziennie wstajemy, dzień składa się i z obowiązków i z przyjemności i z radości i ze smutków czasami. Nie zawsze jest idealnie. Normalny dzień – po co wstaje się każdego dnia z łóżka? Co jest ważne?



Ola – Najważniejsza jest rodzina. Mój mąż, moja Maja i Antek w brzuchu. Wszyscy najbliżsi mi ludzie, moi rodzice, siostra, przyjaciele. To oni kreślą moją rzeczywistość, uśmiechem ją napełniają  i jak mocno by się świat nie walił, to wiem, że dla nich przetrwam zawsze albo właściwie dzięki nim. Ważne jest też cieszenie się codziennością, dostrzegania rzeczy drobnych, zatrzymanie się gdzieś na chwilę i docenianie tego co się ma.



Magda - Recepta na szczęście? Czy można taką w ogóle wypisać? Jakie zalecenia? Jakie środki i jakie dawkowanie?



Ola – Uśmiech, miłość, ciekawość świata – mając to, można zdobyć wszystko inne:)



Magda - Jest taki film, nakręcony w 2011 roku przez wrocławskich studentów pod tytułem "Krótki filmu o marzeniach" (twórcy: Joanna Lewandowska i Paweł Rożek). Pada tam jedno pytanie, które chcę na koniec zadać Tobie: "Gdyby jedno życzenie mogło Ci się spełnić jeszcze dziś, przed zachodem słońca, to co by to było?" 


Ola –  Żebym tak mogła to moje szczęście zakorkować w butelce i nigdy z rąk nie wypuścić. Żeby nasza codzienność była taka jak teraz, wypełniona uśmiechem i marzeniami, bez większych zmartwień. O nic więcej nie proszę, bo wiem, że mając to, reszta przyjdzie sama.



Magda – i to jest piękna puenta naszej rozmowy :) Dziękuję Ci za nią i mam nadzieję, że dane nam będzie kiedyś pociągnąć ją dalej, na Twojej plaży lub w moich górach, na boso, na piasku lub na łące, pod niebem błękitnym, na którym te chmury, jak z waty cukrowej… Dziękuję Olu :)







A Was Kochani zapraszam na blog do Oli tutaj (klik) – znajdziecie tam nie tylko inspiracje, porady, piękne zdjęcia. Czeka tam na Was przestrzeń, w której marzenia same się snują, w której można wziąć głęboki oddech, odpocząć od problemów dnia codziennego, w której można nacieszyć oczy pięknymi detalami, którymi Ola upiększa swój dom i czerpać całymi garściami radość, optymizm, dobrą energię i pozytywne emocje, które emanują z każdego kącika w Home on the Hill, z każdej zakładki, z każdego zdjęcia i z każdego słowa. 









 



 
 


Kochani, dziękuję, że byliście tu ze mną i z Olą, z którą razem
mamy dla Was życzenia pięknego dnia :)

Pozdrawiam,
Magda

źródło zdjęć: Home on the Hill

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

GIVEAWAY na koniec lata u MileMaison :)

Kochani, witajcie w ostatnim tygodniu wakacji :) Koniec wakacji, to nie koniec lata, ale konkurs, który dla Was przygotowaliśmy będzie trwał do ostatniego dnia lata. Pierwszy dzień astronomicznej jesieni to 23 września - czyli lato kończy się 22 września...czyli nasze GIVEAWAY będzie trwało do 22 września :)

Ja bardzo lubię jesień, tę feerię ciepłych barw, burzę czerwieni, złocieni i brązów, ten zapach ostrzejszy, poranne mgły.... uwielbiam jesienne wędrówki po Karkonoszach - lasy są tak kolorowe, że każda nasza wędrówka trwa zawsze dłużej, tak często stajemy, aby podziwiać naturę. Zatem ja na nadchodzącą jesień się cieszę, tym bardziej, że pierwszego jej dnia mam urodziny :) 


Ale dla Was na osłodę końcówki lata mamy butelki w słodkich i jakże letnich kolorach: zieleń i róż. 




Aby wziąć udział w konkursie należy:

1. Udostępnić podlinkowany baner na swoim blogu (pierwsze zdjęcie).
2. Podzielić się informacją o konkursie na facebooku i polubić nasz fanpage.
3. Zostawić komentarz z informacją, którą butelkę wybieracie: zieloną czy różową.
4. Zapraszamy wszystkich: jeśli nie macie bloga, ani profilu na fb również bawcie się razem z nami -  nie zostawiajcie jednak w komentarzach adresów e-mailowych, aby chronić swoje dane.
5. Zapraszamy również do obserwacji naszego bloga.

Zasady Konkursu:
1. Nagrodą jest jedna z dwóch butelek Retro Treats: kolor wybiera zwycięzca.
2. Bawimy się do 22 września 2014 do godziny 23.59.
3. Bawimy się tu i na facebooku.
4. Ogłoszenie zwycięzcy 25 września.



A oto butelki Retro Treats SodaBottle
Zielona czy Różowa?





Życzymy Wam miłej zabawy :)
I pięknego Ostatniego Tygodnia Wakacji.

Pozdrawiam,
Magda

sobota, 23 sierpnia 2014

Wrzosy.

Kiedy Mama dwa dni temu stanęła w moich drzwiach z torbą wrzosów, moje oczy zrobiły się wielkości  co najmniej dwóch pięciozłotówek. Halo, halo - jeszcze mamy sierpień! A Mama na to, że sierpień sierpniem, ale wrzosy ładne i do tego w letnim kolorze, więc musiała mi je przynieść :)

To prawda - piękne wrzosy przyniosła, w cudownym różowym kolorze, który świetnie komponuje się z naszymi różowymi surfiniami. I tak oto, gdy został jeszcze caaaały miesiąc do początku jesieni, na nasz balkon zawitała jesień. Bo wrzosy nieodłącznie kojarzą mi się z jesienią.




Wydaje mi się, że dopiero co sprzątałam z balkonu wrzosy, które przezimowały na nim od jesieni ubiegłego roku, aby zrobić miejsce dla wiosny i lata, a tu już znów wrzosy witam. Czy Wy też macie wrażenie, że to lato minęło nadzwyczaj szybko? Czy może to ja mam tylko takie poczucie, że ten czas tak pędzi, że jest ranek, a potem zaraz jest wieczór. Dni mijają jeden po drugim jak na karuzeli.... dni zbudowane z godzin... godziny z minut.... czyli z tych drobnych chwil, które umykając, już nigdy nie wrócą. Trochę żal.

Jesień czuć coraz bardziej każdego dnia - gdy wieczorami tradycyjnie siadamy na naszym balkonie, muszę już brać kocyk, aby się nim opatulić i obowiązkowo kubek ciepłej herbaty. Czy ja zmarzluchem jestem, czy Wy też czujecie ten wieczorny chłód? I zapach jest też inny, taki ostrzejszy - ranki i wieczory są znów rześkie, a przyznam, że tego mi brakowało. No i kiedy z czeluści szafy wyciąga się kocyk z reniferkiem, to znak, że jesień tuż, tuż :)

Ale nie żałuję, że lato się kończy. Baterie słoneczne zostały naładowane, oczy nasycone letnimi kolorami, a dusza nakarmiona widokami pięknych łąk, chabrów, maków..... Zatem cieszę się na wrzesień. Pory roku odbieram głównie zmysłem wzroku, a dokładniej tym, jak wyglądają lasy w górach, jak wyglądają grzbiety samych gór i co widzę na szlakach. A wrzesień w Karkonoszach jest wyjątkowo piękna. I już się cieszę na wrześniowe nasze wędrówki. I z tych wrzosów też się bardzo cieszę: bo lubię, bo w pięknym kolorze, bo niespodzianka od Mamy :)






O tym, że zbliża się jesień świadczy też zachowanie naszych Futer - coraz częściej szukają miejsc, gdzie leży jakiś kocyk, gdzie jakiś sweter na chwilę porzucony został. Coraz częściej też przytulają się do siebie - nieomylny znak, że ciepłe dni dobiegają końca. Oto migawki z naszego wczorajszego wieczoru: my oglądaliśmy film Koneser, siedząc wygodnie na sofie, Futra panoszyły się na fotelu a im później było, tym bliżej siebie spały.

Od razu widać, kto jest górą w tym domu :)


Z prawej strony widać kawałek Morfusiowego futra :)


Post ten piszę na balkonie, ale zbliża się 21.00 i jest już kompletnie ciemno. Literki na klawiaturze widzę tylko dzięki światłu z monitora. Jest też coraz zimniej, herbata w kubku wystygła.... idę zaparzyć nową, założę też jakiś sweterek, bo trochę zmarzłam. Zabieram zatem laptopa i mówię Wam Dobrej Nocy :) 

Pozdrawiam :)
Magda

wtorek, 12 sierpnia 2014

Kuchnia Nowoczesna kontra Kuchnia Rustykalna. Jak zaprojektowaliśmy dwie nasze kuchnie.

Dwie kuchnie w dwóch mieszkaniach. Obie projektowaliśmy sami co do jednego milimetra. Jedna minimalistyczna: białe meble na wysoki połysk, żadnych uchwytów, wszystko zlicowane, idealnie gładkie, a druga rustykalna: dębowe fronty, specjalne murki i nierówna struktura.

Kuchnia nowoczesna i kuchnia wiejska. Pierwsza na białej, gładkiej podłodze, druga na naturalnych, kamiennych kaflach. Obie nasze. Obie bliskie naszemu sercu. Obie zaprojektowane przez nas od a do zet. Dzisiaj dzielimy się doświadczeniem i mamy dla Was garść porad jak projektować kuchnię dopasowaną do indywidualnych potrzeb.


RYS HISTORYCZNY NASZEJ WĘDRÓWKI

Pierwsze nasze mieszkanie było mieszkaniem w bloku na wrocławskich Krzykach. Mieszkając niemal w centrum czyli w permanentnym hałasie, zapragnęliśmy ciszy, spokoju i zieleni. Kupiliśmy zatem mieszkanie w stanie deweloperskim w Obornikach Śląskich - piękne miasteczko ze starą, historyczną zabudową, blisko lasów, wzgórz trzebnickich, magicznych sadów... miejsce cudne. Gdy je wykończyliśmy i mieliśmy się wprowadzać, okazało się, że przed naszym budynkiem powstaje budynek kolejny. Zaczęli go budować w bardzo bliskiej odległości i dość szybko zrozumieliśmy, że z pięknym widokiem na pola i las musimy się pożegnać. Na to zgody nie było.

Miało być zupełnie inaczej: według informacji od dewelopera, na ziemi tej mogły w przyszłości powstać jedynie domki jednorodzinne. No cóż, odebraliśmy lekcję, która nauczyła nas, aby samemu sprawdzać mapy zagospodarowania przestrzennego i liczyć tylko na te dane, które samemu się zdobędzie. Nie zastanawiając się zatem zbyt długo, mieszkanie w Obornikach Śląskich sprzedaliśmy. Kupiliśmy ziemię przy Ślęży. Pojechaliśmy do Gdańska, do firmy, która budowała piękne domki z murem pruskim, aby zamówić projekt. Zamówiliśmy. Dom ten projektowaliśmy około pół roku. I gdy dostaliśmy pozwolenie na budowę, przyszedł kryzys - ten w roku 2008, kiedy to CHF skoczył tak wysoko, że strach ogarnął wszystkich kredytobiorców. A my właśnie dostaliśmy zgodę na taki kredyt i mieliśmy wpłacać pierwszą transzę na budowę.

Myśleliśmy tydzień. Tydzień spacerów, burzy mózgu takiej, że zwoje się niemal przegrzewały. Po tygodniu podjęliśmy decyzję o wycofaniu się z inwestycji. Obleciał nas po prostu strach. Z kredytu zrezygnowaliśmy, z budowy zrezygnowaliśmy, umowę na budowę rozwiązaliśmy, a ziemię sprzedaliśmy. Mieliśmy nosa, bo firma, z którą mieliśmy się budować, kilka miesięcy później ogłosiła bankrudztwo i do dnia dzisiejszego wielu inwestorów spotyka się z prezesami i innymi figurantami w sądach. Gdybyśmy wpłacili te pieniądze, byśmy je na 100% stracili. Ale projekt mamy. Projekt który dopieszczaliśmy tak długo, że żal się było z nim rozstawać. Pamiętam, jak pewnego razu śmialiśmy się do rozpuku z projektantem, który nie mógł uwierzyć, że projektujemy specjalną wnękę w łazience na kuwetę dla kotów - miała być o wymiarach takich, by zmieścić do niej kuwetę z małym zapasem na wentylację. My śmialiśmy się z miny projektanta, projektant śmiał się z nas :) cudne wspomnienia.... niewielki domek, wiór osikowy na dachu, wole oczka, lukarny... taki mały dworek.... Leży w jednej z szuflad i czeka na lepsze czasy.

Po podjęciu wspomnianej decyzji, nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić. Wiedzieliśmy tyle, że nie chcemy mieszkać w centrum, ale nie chcemy w tym momencie inwestować dużych pieniędzy w wielką ucieczkę. Była jesień, a my pałętaliśmy się bez celu po różnych miejscach, rejonach i dzielnicach Wrocławia. Któregoś zimowego wieczoru przyjechaliśmy na kończone właśnie Osiedle Bursztynowe i przepadliśmy. Zakochaliśmy się w sekundę, o czym już trochę ostatnio czytaliście i mieszkamy tu już 4 lata. I jest cudnie. Jednak tobołki pakować będziemy jeszcze raz, mam nadzieję, że już ostatni. Cel: Karkonosze - ziemia z widokiem na Śnieżkę. Ale o tym też wiecie :)


WNĘTRZE RUSTYKALNE kontra NOWOCZESNE

Mieszkanie, które wykańczaliśmy w Obornikach Śląskich miało być wnętrzem rustykalnym. Kwintesencją tego stylu miała być kuchnia. Mieszkanie na naszym Bursztynowym miało być w 100% wnętrzem minimalistycznym, nowoczesnym, całkowicie białym. Odstęp czasu pomiędzy dwoma projektami był stosunkowo niewielki, a tak bardzo zmieniliśmy swój styl. Teraz już wiem, być może dzięki blogowi, że warto szukać, sprawdzać, testować, w jakim wnętrzu się najlepiej czujemy, z jakim nam jest po drodze. Ja niedawno odkryłam, że w duszy mi gra eklektycznie i takie wnętrze chcę mieć w naszym domku. Eklektycznie ze wskazaniem na styl rustykalny, wiejski z nutą industrialną (taborety i krzesła!). Bardziej to ewolucja niż rewolucja, pomimo, że patrząc na nasze dwie kuchnie, wygląda bardziej na rewolucję.


Chciałam Wam dzisiaj pokazać te dwa nasze projekty. Zdjęcia są robocze, robione dawno temu.  jak widzicie, styl stylem, ale żyrandolom z żarówek jesteśmy wierni :)))) do tej pory nie mamy lamp sufitowych w kuchni :)
 
Kuchnia rustykalna i kuchnia nowoczesna
Nasze dwie kuchnie. Po lewej z poprzedniego mieszkania, po prawej obecna.


WIEJSKA KUCHNIA W MIESZKANIU W OBORNIKACH ŚLĄSKICH

Nie zdążyliśmy się wprowadzić. Zdjęcia są z okresu, gdy nie było jeszcze wiszącej szafki nad zlewem: takiej z miejscami na talerze i z kołkami na kubeczki :) Fronty były dębowe, blat dębowy, a każdy centymetr tej kuchennej zabudowy, został zaprojektowany przez nas. Popatrzcie na naszą pierwszą wspólną kuchnię z 2007 roku:

Rustykalna kuchnia, murki w kuchni, drewniane fronty mebli kuchennych, wiejska kuchnia


Rustykalna kuchnia, murki w kuchni, drewniane fronty mebli kuchennych, wiejska kuchnia, rustyklany okap kuchenny

Rustykalna kuchnia, murki w kuchni, drewniane fronty mebli kuchennych, wiejska kuchnia

Rustykalna kuchnia, murki w kuchni, drewniane fronty mebli kuchennych, wiejska kuchnia

Rustykalna kuchnia, murki w kuchni, drewniane fronty mebli kuchennych, wiejska kuchnia

Rustykalna kuchnia, murki w kuchni, drewniane fronty mebli kuchennych, wiejska kuchnia


Nie zdążyłam ani poukładać w tych szafkach swoich garnków, talerzy i kubków, ani się nią nacieszyć niestety. Trzeba nam było wiać, bo taki widok chcieli nam zabrać:

Widok z balkonu

Teraz nie ma ani pół tego widoku. Ludzie mieszkający w tym budynku patrzą na zabudowę tak zwartą, że pół drzewa nie widać. Smutne to. Na szczęście zdążyliśmy zabrać swoje manatki :)




NOWOCZESNA KUCHNIA na BURSZTYNOWYM

Całkowite przeciwieństwo kuchni w Obornikach Śląskich. Minimalistyczna, wszystko zlicowane, pochowane, żadnych uchwytów, wykonana z MDF-u, lakierowana na biało, na wysoki połysk.
Składa się z trzech części: wiszące szafki, szafki stojące z blatem i wysoka zabudowa, w skład której weszła również szafa w przedpokoju. Chcieliśmy zachować ciągłość, aby nie było widać podziału - zatem szafa była wykonywana razem z kuchnią. Jakie były etapy naszego projektowania?

Etap zbierania danych :) brzmi zabawnie, wyglądało zabawnie tak bardzo, że sami się z tego śmialiśmy, ale był to kawał dobrej roboty, która procentuje do dzisiaj.

Mieszkanie było kupione, mieliśmy zatem wszystkie dokładne wymiary. Po sprzedaży mieszkania w bloku mieszkaliśmy przez chwilę u Rodziców Sebastiana i zanim zaczęliśmy projektować naszą kuchnię, przesiadywaliśmy w ich sporej kuchni, spisując jakie będziemy mieć garnki i ile ich będzie, ile potrzebujemy pojemników/słoików na makarony, ryże, mąki, bułki tarte itp. Ile będziemy mieć misek, talerzy, sztućców, akcesoriów kuchennych, ściereczek, pomocników, maszyn rozmaitych. Spisaliśmy każdy jeden przyrząd, każdy jeden przedmiot, każdy drobiazg. Lista była długa, ale przemyślana i powiem Wam, że wszystko, tak, jak spisaliśmy, tak jest.

Gdy już mieliśmy dane na temat przedmiotów, zaczęliśmy spisywać ich wielkości: wysokość i szerokość parowaru, miksera, szklanych karafek, kieliszków, słoików :) A nawet wysokości i szerokości 3 zgrzewek wody mineralnej, bo tyle chcieliśmy mieć w ewentualnym zapasie.

Gdy wszystko było spisane, policzone, zmierzyliśmy nas samych :)))), by sprawdzić, jakiej wysokości blat nam odpowiada i jak wysoko nam wygodnie sięgać do półek. Jakże znajomi się śmiali :)) my razem z nimi zresztą, bo to wszystko wyglądało naprawdę komicznie.


Etap rysunku

W najprostszym programie: w wordzie, rysowaliśmy swoją kuchnię, szafki, szuflady. A na kartkach sposób otwierania: tutaj dopasowaliśmy wcięcie w górnych szufladach do wielkości palców Sebastiana :) Zależało nam, by to wcięcie było jak najmniejsze, ale musiało być wygodne. Rysowaliśmy szuflady na wysokość wody mineralnej, szuflady na wysokość parowaru i sokowirówki, aby uniknąć wystawek na blatach. I gdy mieliśmy już wszystko zaprojektowane, poprosiliśmy znajomą o rysunek fachowy. Z profesjonalnym rysunkiem ruszyliśmy do wrocławskich sklepów, zaczynając od najpopularniejszych salonów.



Etap poszukiwań wykonawcy

Jakież było nasze zdziwienie, gdy usłyszeliśmy, że tego się nie da, tamtego się nie da, że jedni nie mają osiemdziesiątek (szerokość szuflad i wiszących szafek), a tylko setki, a drudzy jedynie sześćdziesiątki, a takiego otwierania się nie da, a blend o takiej szerokości nie ma i nie da się włożyć zmywarki 60 do szafki 80. Nie da się i już. I kropka. Taki niedasizm, który totalnie podcina skrzydła. A był to rok 2009, więc producenci byli już mocniej ukierunkowani na klienta. Najwyraźniej jeszcze nie za mocno. W końcu trafiliśmy na niewielką firmę, której właściciel był rzemieślnikiem i w której dało się wszystko. WSZYSTKO! Skoro zaprojektowaliśmy, że blenda ma mieć 12,5 cm (dwie blendy po bokach wiszących szafek, aby zachować jednakową wielkość wszystkich i aby dopasować wiszącą zabudowę do faktycznej szerokości wnęki) - to ma 12,5. Skoro inna blenda, przy wysokiej zabudowie, miała mieć 9 mm, to ma dokładnie 9 mm. Otwieranie szuflad pod blatem miało określone parametry i tyle ma.

Nie warto się zatem poddawać i nie warto słuchać tego, że czegoś "się nie da". Wszystko się da. Jeżeli tylko jakiś element projektu jest rozsądny, technicznie możliwy, to się da. Tylko wykonawcy musi się chcieć. Zatem nie poddawajcie się, gdy słyszycie takie słowa, jak my na początku. I szukajcie, aż znajdziecie. Szukajcie kogoś, komu będzie zależało na Waszym projekcie, kto się z nim utożsami i któremu obcy jet niedasizm.


Etap wykonania i zagospodarowywania

Przyjemniejszy był etap zagospodarowywania, kiedy szafki i szafy były już zamontowane, a ja biegałam ze specjalną ściereczka i dopieszczałam, by drobinki kurzu nie było, a  i by frontów przy tym polerowaniu nie porysować. Chwile te wspominam z sentymentem. Zaprocentowała tu wcześniejsza praca, bo wszystko było idealnie wymierzone, każda półka wysokości odpowiedniej, aby zmieścić przedmioty, które miały na niej stanąć. Każda szuflada w szufladzie również dopasowana tak, aby zmieściło się tyle i tyle ściereczek, tyle i tyle folii aluminiowych, spożywczych, woreczków do pieczenia, rozmaitości kuchennych.

Z dumą piszę o tej naszej kuchni, bo dumna z niej jestem. Jednak piszę o tym również dlatego, by podzielić się z Wami doświadczeniem, które być może Wam się przyda, jeśli etap projektowania kuchni macie przed sobą. Kuchnię można zaplanować nie tylko według słynnego trójkąta. Można zaprojektować wnętrze każdej jednej szafki pod siebie. Wystarczy tylko odpowiednio wcześniej na chwilę się zatrzymać, wziąć miarkę, kartkę i długopis i spisać: jakie mamy zwyczaje w kuchni, jak się w niej poruszamy, jakie mamy sprzęty (wysokości, szerokości), tak aby ładnie się zmieściły w odpowiednich szafkach.

Oczywiście trzeba być elastycznym, bo życie się zmienia i wszystkiego przewidzieć się nie da. Ja kiedyś myślałam, że wystarczy mi 12 szklanych kubków z grubego szkła i więcej nie potrzebuję. A teraz muszę eksmitować zawartość szafki wiszącej przy oknie (apteczka i różności), aby zmieścić kolorową porcelaną, której nie mogę się oprzeć - a wcześniej tego nie przewidziałam.


Czas na zdjęcia. Dwa pierwsze znacie, kolejne są czysto techniczne z etapu zagospodarowywania :)

Nowoczesna, minimalistyczna kuchnia na wysoki połysk, białe meble kuchenne, Osiedle Bursztynowe Wrocław
Nowoczesna, minimalistyczna kuchnia na wysoki połysk, białe meble kuchenne, białe wnętrze, biała podłoga


Nowoczesna, minimalistyczna kuchnia na wysoki połysk, białe meble kuchenne, Osiedle Bursztynowe Wrocław
Wysoka zabudowa: Równe podziały i symetria. Zwróćcie uwagę na boczne blendy i minimalne przerwy między nimi, a ścianą: jest to konieczne, gdy budynek jest nowy i mury jeszcze pracują.

Nowoczesna, minimalistyczna kuchnia na wysoki połysk, białe meble kuchenne, Osiedle Bursztynowe Wrocław
Szuflady i szafki wiszące o szerokości 80 cm. Dolne szuflady otwierane mechanizmem servo-drive.

Nowoczesna, minimalistyczna kuchnia na wysoki połysk, białe meble kuchenne, Osiedle Bursztynowe Wrocław

Zlewozmywak ze staronu, staron, hanex, blat biały kuchenny
Zlewozmywak robiony na wymiar ze Staronu połączony z blatem z Hanexu.

Szuflada na sztućce, biała kuchnia, meblle na wysoki połusk, nowoczesna kuchnia
Wewnętrzna szuflada na sztućce. W szufladzie obok również jest taka sama - trzymamy w niej chochelki, łopatki, otwieracze i podobne rozmaitości kuchenne. Pomiędzy szafkami wiszącymi a blatem jest biała płyta ze Staronu.

Nowoczesna, minimalistyczna kuchnia na wysoki połysk, białe meble kuchenne,
Zdjęcie niewyraźne, ale to, co trzeba widać. W dolnej szufladzie trzymamy butelki z wodą mineralną. W szufladzie wewnętrznej: deski do krojenia i stolnicę. W wewnętrznych szufladach szafki, która jest nad szufladą, trzymamy: przyprawy (dolna) oraz herbaty, kawę (górna).

Nowoczesna, minimalistyczna kuchnia na wysoki połysk, białe meble kuchenne,
W dolnej szufladzie trzymamy: parowar, sokowirówkę, blender itp. W wewnętrznych szufladach: ściereczki i rękawice w jednej, a w drugiej: folie spożywcze, papier śniadaniowy, wykałaczki, woreczki, gumeczki itp.

Nowoczesna, minimalistyczna kuchnia na wysoki połysk, białe meble kuchenne, Osiedle Bursztynowe Wrocław
Pod zlewem znajduje się szuflada na płyny do naczyń, ściereczki, zapasowe gąbki, rolkę ręcznika papierowego, płyny czyszczące: piekarnik, baterie, szyby, lodówkę itp.). W dolnej szufladzie kosze na śmieci, które warto segregować.

Nowoczesna kuchnia biała, kosze na śmieci, zabdowana zmywarka, białe meble kuchenne
Widać zmywarkę o szerokości 60 cm w szafce o szerokości 80 cm - po bokach są po prostu wzmocnione blendy po 10 cm.

Białe meble kuchenne
W górnej szafce widać specjalne wydzielone miejsce na wysuwane gniazdka - bardzo wygodne :)

Białe meble kuchenne
Front zmywarki ma specjalny frez (tu mało widoczny), aby nawiązywał do linii podziału szuflad w zabudowie dolnej.

Nowoczesne meble białe
A to szafa w przedpokoju: na dole miejsce na buty, na górze szafka na kurtki i płaszcze.

nowoczesne Białe meble kuchenne
Osobno lodówka i zamrażarka. Zależało nam na utrzymaniu identycznego podziału w szafkach, dlatego sprzęty osobne.


Inspiracją do napisania tego postu była prośba naszej koleżanki o zaprojektowanie dla niej kuchni rustykalnej z wnętrzem nowoczesnym, dopasowanym do jej potrzeb i nawyków. Zaczęliśmy przeglądać nasze stare zdjęcia, rysunki, żeby sobie przypomnieć, co na etapie projektowania było dla nas istotne. Z sentymentem wróciliśmy też do naszej pierwszej kuchni - tej wiejskiej i nadziwić się nie możemy, jak szybko nam się zmieniły preferencje.

Nasza przyszła kuchnia będzie jednak bardziej wiejska i rustykalna, bo w stronę takich mebli i takiego stylu, kierują się teraz moje marzenia. A marzenia się spełniają - pamiętajcie o tym :)

Uciekam spać, dzień był dość pracowity, jutro zapowiada się podobny.
Wam życzę Dobrej nocy i kolorowych snów :)
Pozdrawiam,
Magda