sobota, 28 czerwca 2014

W poszukiwaniu swego miejsca na ziemi i bliskie spotkania z naturą.

Na naszym osiedlu cudnie się mieszka. Nasze osiedle jest piękne. Nasze osiedle to piękne, białe  domki z pomarańczowymi dachami... nasze osiedle to pięknie zagospodarowany teren: brzózki, thuje, rozmaite krzaczki i drzewa.... zielona trawa, ławeczki, latarenki.... Nasze osiedle to piękne zapachy: thuje wieczorem pachną tak, że aż odurzają swoimi aromatycznymi olejkami... nasze osiedle to śpiew ptaków, które świergolą niemal 24 na ha. Nasze osiedle jest przed tabliczką z przekreślonym napisem Wrocław. I nawet łąkę mamy niedaleko, działki za płotem...... W naszym osiedlu zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia.

Jednak dusza wciąż się rwie do łąk zielonych, na których królują chabry i maki, do pól, pomiędzy którymi wiją się rzadko uczęszczane dróżki... rwie się do lasu.... do miejsc, w których właściwie jest się gościem, bo należy do saren, zajęcy, biedronek i pszczół..... i nawet pająków. 

Szukamy zatem swojego miejsca. Szukamy blisko Wrocławia, szukamy w Kotlinie Kłodzkiej, szukamy w Kotlinie Jeleniogórskiej. Wędrujemy w poszukiwaniu miejsca, gdzie jest nasz dom.... Szukamy swojego Domu. Bo cegły, belki, dachówki to tylko oprawa, która ten Dom ujmuje w pewne ramy. Dom jest tam, gdzie dusza śpiewa, gdzie w sercu gra wesoło, gdzie spokój i gdzie biedronka puszcza do Ciebie oko..... szukamy tego miejsca, które, gdy do niego zawędrujemy, zawoła do nas i już nie puści.

Szukamy swojej małej Toskanii.... która swoją magią przyciąga nas od niepamiętnych czasów, za którą tęsknimy za każdym razem, gdy widzimy wzgórza, na których królują topole, przypominające nam wysokie cyprysy Toskanii.


I najczęściej nie są to poszukiwania ściśle zorganizowane, chociaż i takie się zdarzają. Przeważnie po prostu przy okazji wycieczki, uważniej słuchamy naszego serca, czy zabije mocniej, czy może aż przestanie bić na moment, by potem ruszyć ze dwojoną siłą i energią, wysyłając e-mail do mózgu, że tu i nigdzie indziej. Taka też była nasza ostatnia wycieczka. Posłuchajcie....


Za wieloma ulicami, za wieloma osiedlami, przed tabliczką ze skreślonym napisem Wrocław, żyło sobie małżeństwo.... Dzień powszedni, leniwy poranek.... Mąż do Żony:

- Wstajesz...? 
- Jeszcze 5 minut.... 
...
- Wstajesz.... ? 
- Daj mi minutę... nastawiłam sobie drzemkę...
- Ale Ty masz drzemki 15 minutowe!
- No i co z tego.... (mówię już odrobinę warcząc) - jest dopiero 6!!! Dzisiaj robię sobie weekend.
- Jedziemy na wycieczkę!
- Wstaję! :) Nie można tak od razu było? - mówię lekko oburzona, bo straciłam całe 5 minut z tak cudnie zapowiadającego się dnia.

Zatem ochoczo (po porannym buncie nie ma ani śladu) wstaję, robię kanapki (na wszelki wypadek, gdyby nas rzuciło na odludzie bezsklepowe), zabieram zapasowe buty (na wszelki wypadek, gdyby nas rzuciło w góry), pakuję spray na kleszcze (na wszelki wypadek, gdyby nas rzuciło do lasu), zabieram specjalny koc piknikowy (gdyby nas rzuciło na łąki), zabieram też zapasowy telefon (na wszelki wypadek, gdyby mój się wyładował, bo bateria już miga, a szkoda każdej minuty na ładowanie) i ruszamy. Jeszcze nie wiemy gdzie.

Ponieważ dzień jest powszedni, a ja się boję jeździć w takie dni autostradami i drogami szybkiego ruchu (na okolicznych drogach coraz więcej wariatów, którym wszędzie pilno, którzy natychmiast muszą być tam, gdzie właśnie jadą), zjeżdżamy na boczne drogi i klucząc, ruszamy w stronę naszej ukochanej Ślęży. Dalej, bocznymi drogami, byłoby trochę męcząco. Niech będzie Ślęża.

Dojeżdżamy, wybieramy miejsce do zaparkowania w pobliżu znajomego sklepiku, Sebastian idzie nas zaprowiantować, ja zmieniam buty. Góra zobowiązuje. Mąż wraca z pętem wędzonej kiełbasy, bułkami i Tymbarkami, pakujemy to wszystko do plecaka i ruszamy. Polną drogą w górę. W samochodzie zostaje koc, kanapki, zapasowy telefon i o zgrozo: spray na kleszcze! Orientuję się już za daleko i nie chce mi się wracać. Chwilę marudzę, że bez koca, bez sprayu, bez kanapek i pewnie jeszcze bez czegoś, co okaże się pilnie niezbędne, chociaż w tej chwili, nie przychodzi mi do głowy, co mogłoby to być. 

A po chwili całkowicie zapominam.... zatapiam się w zapachu, w śpiewie ptaków, w odgłosach pobliskiego lasu.... nie zważając na czyhające w trawach niebezpieczeństwo, wpadam w zboże i fotografuję chabry, maki, kłosy, trawy, coś fioletowego... Jest pięknie! 
 
Idziemy drogą polną, po jednej stronie weekendowe zabudowania (zazdrość przez chwilę odejmuje mi oddech), po drugiej pola. Przed nami las. Idziemy, podziwiamy, rozmawiamy, marzymy, snujemy plany, znów podziwiamy, oddychamy oraz prowadzimy "ożywioną dyskusję" pod tytułem: Jaki to gatunek drzewa :) 


Ślęża, Radunia, SUlistrowiczki


Polne kwiaty, chabry, maki , oset
 
Polne kwiaty, oset, Przełęcz Tąpadła, widok na góry sowie

 
Widok na Ślężę z Sulistrowiczek, Góra ŚLęża

Góra Ślęża, Sobótka, Polska Toskania



Idziemy, idziemy, idziemy.... okej, czas zawracać. Zawracamy. Pamiętamy, że mijaliśmy cudne pole i planujemy zrobić na nim przystanek na konsumpcję pysznej i świeżo (podobno) uwędzonej kiełbasy. Przeskakujemy rów i mając oczy dookoła głowy, czy jaki tubylec nie biegnie na nas z widłami, wsuwamy tutejsze dobrodziejstwa. Podobno zamienia się na Na pewno - jest pyszna. Planujemy wziąć ulotkę, aby od czasu do czasu zamówić (bo można) te lokalne pyszności.

Konsumując drugie śniadanie, podziwiając widoki i cudną panoramę w milczeniu, niemal równocześnie orientujemy się, że spoglądamy na wrocławski Sky Tower, który nawet stąd jest bardzo dobrze widoczny. Z głębokim oburzeniem niemal jednocześnie obracamy się na lewo, by zamiast niego podziwiać czubek Ślęży (jesteśmy dość wysoko).

Zjedliśmy, schodzimy na dół. Dochodzimy do samochodu i zdziwieni, że minęło tyle godzin, postanawiamy w drodze powrotnej kupić chleb rogowski, który jest najpyszniejszy w całym regionie. Ale nie jedziemy jeszcze w stronę domu. Skręcamy w stronę Przełęczy, za którą niespodziewanie zauważamy jakieś nowe domki - w miejscu, gdzie do tej pory pola były. Postanawiamy sprawdzić, co w trawie piszczy. Skręcamy w polną drogę, jedziemy trochę pod górkę, kilka razy zatrzymując się po drodze, by podziwiać widoki. I dojeżdżamy do takiego miejsca, z którego nie chciałabym wyjeżdżać. Które woła do mnie natychmiast, gdy wysiadam z samochodu..... Moja mała Toskania z widokiem na daleką Śnieżkę.


Góra Ślęża, Sobótka, Polska Toskania



Góra Ślęża, Sobótka, Polska Toskania




I już teraz wiem, że taka droga do domu mi się marzy:

 

I już wiem, że miejsce, o którym marzę, to takie, w którym przyroda na wyciągnięcie ręki, w którym można spotkać pszczołę i biedronkę i pająka wśród drzew... w którym owady spotykają się na małą pogawędkę na płatkach kwiatków, w którym polne kwiaty dookoła.....w którym znajdę swoją małą Toskanię.....







 Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :)

wtorek, 24 czerwca 2014

La Grande Bellezza.

Obejrzeliśmy wczoraj film "La Grande Bellezza" w reżyserii Paolo Sorrentino. Film piękny, na granicy jawy i snu, gdybym miała zacytować fragment jednej z recenzji. Wspaniała muzyka, wspaniałe zdjęcia, piękne doznania... Włochy, które kocham... Włochy w pięknym obrazie, okraszonym szczyptą humoru, szczyptą nostalgii i ważnymi pytaniami. Film, który skłania do myślenia i wobec którego nie można pozostać obojętnym.

Szczególnie zapamiętałam odpowiedź głównego bohatera na pytanie, które zadała mu "Święta", chcąc się dowiedzieć dlaczego nie napisał już nigdy książki, od czasu "Ludzkiej Maszyny". Otóż ten bohater odpowiedział: "szukałem Wielkiego Piękna".

Szukałem Wielkiego Piękna... jak często my szukamy czegoś Wielkiego, czegoś, co zatrzęsie naszym światem, co wywoła ciarki i co nas skłoni do Wielkich Czynów..... lub do czynów jakichkolwiek? Jak często przechodzimy obok tego zwyczajnego piękna, które jest wielkim właśnie, ale nam się wydaje, że za małym, że za mało ciarek, za mało wzruszeń, za mało refleksji....

A to właśnie chwile, zwykłe codzienne chwile są tym pięknem. Tym Wielkim Pięknem, który jest istotą naszego życia. To chwile kiedy przytulam się do męża... kiedy rozmawiam z ukochaną Babcią... kiedy Mama wpada w sobotę na obiad z usmażoną dla mnie wątróbką... kiedy jem z Tatą kiełbasę na gorąco... kiedy kot mruczy, głaskany pod bródką... kiedy 10 kilo czarnego futra kładzie się wieczorem obok mnie, przytula do głowy i zasypia... kiedy pooperacyjne, pręgowane Futro wsuwa z apetytem saszetkę... kiedy zachodzące słońce mieni się kolorami, odbijając światło w kryształkach żyrandolu.... kiedy idziemy, trzymając się za rękę, alejką w naszym, pobliskim ogrodzie... kiedy mąż zakłada źle wyprasowaną koszulę i całuje mnie w głowę, mówiąc, że jest wyprasowana idealnie (nie umiem prasować)... kiedy siedząc na balkonie po prostu milczymy, oglądając festiwal, jaki organizują dla nas nietoperze... 

Mam ciarki, kiedy dostaję tradycyjną pocztówkę od Taty z pozdrowieniami z Florencji, gdzie był tylko jeden dzień.. Mam ciarki, gdy dostaję od Mamy esemesa z treścią: Kocham Cię córuś... Mam ciarki, gdy mąż głaszcze moją potarganą, poranną głowę i kiedy dostaję zdjęcia od Taty z jego wieczornego tarasu weekendowego domku...



Stresa by night

Stresa by night

Stresa by night

Stresa by night


Wielkie Piękno :)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i szczególnie pięknie :)
Magda

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Migawki z długiego weekendu i dzień bez telefonu.

Długi weekend zobowiązuje :) do odpoczynku, do relaksu, do radosnego nicnierobienia :) My długi weekend zaczęliśmy dzień wcześniej, zatem był wyjątkowo długi i wyjątkowo udany.


Prowansalski lampion, francuskie poduszki dekoracyjne, stylowa ceramika stołowa, ciasto z malinami, dekoracyjny świecznik na tealight, stylowy wazon


I nawet trafił nam się dzień bez telefonu. Mi się trafił. Przypadkowo całkowicie, bo pewnie, gdybym takowy dzień sobie zaplanowała, nic by z niego nie wyszło. A tak w wyniku zupełnie nie-planowanego zagubienia telefonu w czeluściach szafy sypialnianej - dzień się trafił i nie żałuję. Chociaż momentami miałam poczucie oderwania od rzeczywistości i braku kontaktu ze światem - i tu nie ratował mnie nawet internet, ponieważ postanowiłam, że sobota będzie dniem również bez świata wirtualnego. Po godzinie bezbrzeżnego mojego zdziwienia, jak telefon może zaginąć na 70m2, przestałam go szukać. A gdy odnalazłam go późnym wieczorem na półce w szafie sypialnianej, gdy udałam się po tak zwane odzienie nocne, potocznie nazywane pidżamą - odkryłam, że ominęły mnie: wygrana miliona złotych, natychmiastowa wygrana mercedesa i informacja o pewnej wygranej w konkursie, w którym udziału nie brałam. I tu i tu i tam należało jedynie odpowiedzieć na jedno pytanie i już można było pędzić po nagrodę - jaki pech :) o tyle dobrze, że przyrząd, który w dzisiejszych czasach jest po prostu człowiekowi niezbędny do codziennej egzystencji, znalazłam, przed zaplanowanym na rano przeszukaniem kubłów na śmieci w liczbie trzech - obowiązek segregacji zobowiązuje również.

Ale po kolei: środa: dzień, w którym spotkaliśmy się z Ewą upłynął na ciekawych rozmowach, robieniu zdjęć, odpoczynku na łonie natury i wąchaniu lawendy. Czwartek i piątek: stuprocentowe lenistwo, spacery, domowa sofa i seansy filmowe. Sobota - odwiedziny Mamy i dzień bez telefonu, niedziela: lenistwo połączone z ogarnianiem mieszkania, aby powoli wracać do rzeczywistości i poniedziałkowy ranek, przywitać z nową energią i bez wyrzutów, że się nic w tym domu znów nie zrobiło.

Do rzeczywistości przywracały nas jedynie wizyty u weterynarza, z powodu kryzysu u naszej pooperacyjnej Tygrysi. Jak to jest, że Futra zawsze chorują w święta, niedziele i długie weekendy? W 2009 roku w ten właśnie długi weekend nasz Morfi postanowił połknąć dwumetrową tasiemkę o szerokości centymetra. Uratowany w ostatniej chwili przez weterynarza, który zgodził się przerwać weekendowego grilla i przyjechać, aby zoperować ten futrzany brzuch, podczas gdy w całym Wrocławiu, nikt nie chciał nam pomóc - nawet na słynnych Klinikach. Futro uratowane, my puszczeni niemal z torbami, bo taka weekendowa pomoc kilka zer liczyła, ale za to z dwumetrową tasiemką, którą dostaliśmy na pamiątkę.

A w ten weekend było słońce, był deszcz i wiatr, był uśmiech, radość, garść trosk i trochę strachu o Tygrynię, która po dwudniowym niejedzeniu, witaminowych zastrzykach i sterydzie, postanowiła nadrobić stracony czas i puścić nas z torbami, żądając po 4 saszetki dziennie, gotowanego indyka i masełka. Było wszystko, a to tylko 5 dni.

A z seansów filmowych, które sobie zafundowaliśmy, polecam trzy filmy, z kilku obejrzanych: Wałęsa człowiek z nadziei - ze względu na rewelacyjną grę Więckiewicza, Pod Mocnym Aniołem - mocny, wstrząsający obraz Wojtka Smarzowskiego i Yumę - równie mocny obraz, wspaniała gra aktorska, piękne zdjęcia i świetna muzyka. 

I ciasto z malinami polecam również :) w połączeniu ze świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy - uczta dla podniebienia.


Prowansalski lampion, francuskie poduszki dekoracyjne, stylowe talerze deserowe, patera ceramiczna, ciasto z malinami, stylowy wazon



A dzisiaj poniedziałek, nowy tydzień pełen wyzwań i mam nadzieję niezaplanowanych radości.
Takich radości, słońca, energii i uśmiechu życzymy również Wam :)

Pozdrawiam :)
Magda


Talerzyk deserowy Belweder - tutaj
Paterka Belweder - tutaj
Wazon Medalion - tutaj
Świecznik Florena Bird - tutaj
Lampion Romantic - tutaj
Kielich la Rochere - tutaj
Karafka La Rochere - tutaj
Poduszki Boulevard - tutaj


Foto by Ewa Matera (zdjęcia w kolażu) i Magdalena Dudzic (zdjęcie pierwsze)

piątek, 13 czerwca 2014

Trzynastego piękniejszy jest świat - Friday the 13 th i Cottage Love.

Trzynastego nawet w grudniu jest wiosna.
Trzynastego każda droga jest prosta.
Trzynastego nie liczy się strat.
Trzynastego od morza do Tatr.
Trzynastego kapelusze z głów poważnych zrywa wiatr.
Trzynastego wszystko zdarzyć się może.
Trzynastego świat w różowym kolorze.
Trzynastego nie smucą mnie łzy.
Trzynastego piękniejsze mam sny.
 (...)
Trzynastego wiosna twoje ma imię.
Trzynastego twoje myśli są przy mnie.
Trzynastego nie widzę twych wad
Trzynastego piękniejszy jest świat

autor tekstu Janusz Kondratowicz
śpiewała Kasia Sobczyk

Dobrze, że trzynasty nie szaleje za bardzo i nie jest na odwrót czyli na wiosnę nie zawitał do nas grudzień :)  Trzynastkę - i love it,  Piątki Trzynastego - uwielbiam :)


13






Trzynastka często pojawia się w moim życiu: mój Tato urodził się Trzynastego, jako dziecko mieszkałam pod numerem Trzynastym, chodziłam do szkoły numer Trzynaście, nawet numer w dzienniku przez chwilę miałam Trzynasty :) - byliśmy podzieleni na dwie grupy francuskie i mimo, że moje nazwisko na literę "B" się zaczynało, byłam w grupie drugiej i numer Trzynasty mi się trafił :) Sebastian przez wiele lat pracował w kancelarii nr 13. Brakowałoby jeszcze tego, byśmy się trzynastego poznali, ale póki co rok szkolny zaczynał się i zaczyna pierwszego i to pierwszego września, gdy rozpoczynaliśmy 3 klasę szkoły podstawowej, pierwszy raz się spotkaliśmy.

Trzynastek jeszcze wiele było w moim życiu. I liczbę tę lubię bardzo, zatem Piątek Trzynastego wyjścia nie ma i dniem wyjątkowym być musi :) Tym, którzy szczęście w dniu dzisiejszym chcą mieć zagwarantowane, mogę pożyczyć (ale tylko na chwilę) naszego czarnego Morfeusza - na jedno przebiegnięcie przed nogami :) Jak się obudzi, to z nim pogadam.

Czarny kot Morfeusz


I co by najlepiej robić takiego Trzynastego w piątek? Gdzie by go spędzić? Najchętniej w pięknych okolicznościach przyrody i w pięknych wnętrzach, w których sielsko, błogo i pięknie. Cały dzień mogłabym relaksować w takich właśnie miejscach. Posiedzicie ze mną przez chwilę? Sofa czy ławeczka? A może hamak?


Ławka do ogrodu, meble ogrodowe, drewniana ławka, kwiaty w ogrodzie, aranżacja mebli  w ogrodzie


biała weranda, biała ławeczka ogrodowa, meble ogrodowe, aranżacja werandy cottage style


Hamak na werandzie cottage

Białe wnętzra, białe meble, poduszki w kwiaty, wnętrze cottage, aranżacja shabby chic




 To wnętrze dedykuję naszej Zebrze kochanej:

Blue salon, sofa biało-niebieska, zasłony biało-niebieskie, wnętrza white and blue, biało-niebieska aranżacja salonu

Wisząca ławka do ogrodu i na werandę, narzuta w kwiaty


Salon w stylu cottage, salon shabby chic, biały salon, białe meble, poduszka w kwiaty, biała konsola


Wisząca ławka ogrodowa, ławeczka do ogrodu

Wiklinowy fotel ogrodowy, kolorowe kwiaty w ogrodzie



Dobrego dnia Kochani!
Pamiętajcie: "Trzynastego piękniejszy jest świat" :)


Pozdrawiam :)
Magda

źródło zdjęć: archiwum własne, pineterest

wtorek, 10 czerwca 2014

Dekoracje, dodatki i lampiony na balkon z nutą francuskiego stylu i z odrobiną romantyzmu.

Skoro kobieta zmienną jest, to jej balkonowy ogródek też zmiennym może być. I znów wprowadzam zmiany, zatem jeszcze Wam nie pokazuję całości. A dzisiaj zapowiedź zmian.

Z żółtych dodatków zostały jedynie kwiaty: żółte surfinie. Latarenki dotychczasowe zniknęły, oczywiście oprócz turkusowego Lampionu Munro, do którego dobrałam turkusowy świecznik, ale o tym za chwilę....

Dywanika żółtego nie kupiłam, bo doszłam do wniosku, że nie chciałoby mi się go chować za każdym razem, gdyby zanosiło się na deszcz, a żal by mi było patrzeć, jak się niszczy. I całe szczęście, bo okazuje się, że zbyt wiele żółci, niekoniecznie zdaje egzamin. Docelowo szukam zatem jakiegoś dywaniku w klimacie nieco bardziej romantycznym :)

Bo znów zmieniłam nieco aranżację naszego balkonowego ogródka. Odkąd pamiętam, zawsze marzyłam o małym domku w stylu cottage z nutą francuskiej wsi i o takiej typowej werandzie, na której sielsko, delikatnie, nieco romantycznie i francusko. I chociaż nutę takiego klimatu postanowiłam zaprosić do nas na balkon. Bo co z tego, że to nie weranda przy domku, a jedynie balkon - wszędzie można stworzyć wymarzoną aranżację :) i teraz podążam w tym kierunku:



Aranżacja tarasu i werand i balkonu, ogrodowe dekoracje,


Dekoracje i dodatki coattage sielski balkon

Aranżacja w stylu cottage, meble ogrodowe


Zatem lampiony, które do tej pory dekorowały nasz balkon, powędrowały do szafy, a ze sklepu Mile Maison przywędrowały do nas lampiony i dekoracje właśnie w takim romantycznym stylu, przy pomocy których zamierzam przeprowadzić metamorfozę naszego ogródka. 
Do turkusowego lampionu Munro dobrałam świecznik z tej samej kolekcji. Właściwie to bardziej jest to wysoki kandelabr, który z powodzeniem mógłby dekorować stylowe wnętrza. Jednak dzięki temu, że jest wykonany z metalu - świetnie się odnajdzie również na balkonie.

Dobrałam również kilka innych dodatków, które, mam nadzieję, wprowadzą romantyczny nastrój oraz kilka detali, które wprowadzą nutę francuskiej elegancji. 

Zobaczcie:


Dekoracje na balkon Lampion, zawieszka serce, dekoracyjna klatka, turkusowy świecznik, świecznik w kształcie ptaszka, turkusowy lampion



1. Serce z blachy otulone koronką: zawieszka 20 x 14 cm - tutaj
2. Lampion Munro  o wysokości 51 cm - tutaj
3. Lampion Birdie o wysokości 24 cm - tutaj
4. Świecznik Florena Bird - tutaj
5. Wazon Medalion - tutaj
6. Świecznik kandelabr Munro o wysokości 60 cm - tutaj



I dodatki z francuskimi motywami z kolekcji Bell Paris:

Dekoracyjne osłonki na kwiaty, osłonki z francuskimi motywami, prowansalskie osłonki na kwiaty



1. Osłonka na kwiaty - tutaj
2. Osłonka na kwiaty w kształcie torby - tutaj
3. Osłonka na kwiaty w kształcie imbryka - tutaj




Pojawią się u nas również dwa romantyczne lampiony. Z całej oferty metalowych i drewnianych lampionów wybrałam dla nas takie: Lampion Nostalgion  o wysokości 55 cm i Lampion Romantic  o wysokości 45 cm. Różnią się jedynie wysokością i jestem pewna, że zestawione razem stworzą niezły duet.


Metalowy lampion shabby chic
Lampion Nostalgion

Biały metalowy lampion na balkon z romantycznym ażurem
Lampion Romantic


 Całości dopełnią poduszki z francuskimi motywami:

Francuska poduszka, dekoracyjna poduszka do salonu, poduszka z francuskim motywem
Poduszka French



Francuska poduszka, dekoracyjna poduszka do salonu, poduszka z francuskim motywem
Poduszka Savonnerie white




Wybrałam jeszcze kilka dodatków z naszego sklepu, które niech na razie pozostaną tajemnicą - jakaś niespodzianka musi być :)

I kupiłam kilka dodatków tutaj, które będąc w nieco innym stylu, wprowadzą nutę eklektyzmu, który uwielbiam i bez którego nie wyobrażam już chyba sobie żadnej klimatycznej aranżacji :) Ale o tych dodatkach, również w swoim czasie :) Mają dotrzeć do 19 lipca.

Zanim Wam jednak pokażę, jak prezentuje się całość, muszę popełnić parę malarskich poprawek czyli: pomalować nasze krzesełka na biało i chyba pomalować naszą wiklinkę: chciałabym również na biało, jednak cały czas zastanawiam się czy ta biel nie będzie nas razić w oczy (gdy zostanie podświetlona słońcem) i w jaki sposób ewentualnie nieco ją stonować, by w te oczy nie raziła i by na balkonie nie trzeba było siedzieć tylko i wyłącznie w okularach przeciwsłonecznych jak jaka gwiazda z Cannes :)

Nie mogę się doczekać, aż już wszystko będzie gotowe, a tymczasem
Dobrego dnia Kochani :)

do nas chyba idzie burza, pędzę zabezpieczyć kwiatki.


Pozdrawiam :)
Magda

Źródło zdjęć: dodatki i dekoracje Mile Maison, pinterest





sobota, 7 czerwca 2014

Pokochaj skandynawski styl w swoim domu - Sklep From Nord dla miłośników skandynawskiego designu.

Wydarzeniem, które tydzień temu zelektryzowało wszystkich miłośników skandynawskiego designu - było otwarcie nowego sklepu z dodatkami i wyposażeniem wnętrz w stylu skandynawskim: sklepu From Nord.




1 czerwca Karolina z Thousand Reasons wraz z Mężem Piotrem otworzyli swój wymarzony sklep, na który i ja czekałam z niecierpliwością i któremu kibicowałam każdego dnia, zanim się pojawił i za którego powodzenie mocno trzymam kciuki i trzymać będę :) Chociaż patrząc na piękną szatę graficzną, na śliczną kolorystykę, na wyjątkowe dodatki i dekoracje, które we From Nord można kupić oraz znając siłę Karoliny, jej wyczucie piękna, perfekcyjności - kciuki pewnie potrzebne nie są. Ale trzymać zawsze warto i polecać również. Dlatego ja z całego serca polecam Wam właśnie ten sklep: jeśli kochacie styl skandynawski - pokochacie i From Nord.

House Doctor, Bloomingville, Nordal, Miss Etoile - to marki, które w nim znajdziecie. Ceramika, szkło, tekstylia, pledy, dywany, rozmaite dodatki dekoracyjne i cudowne akcesoria kuchenne. I mnóstwo innych różności. A jeśli organizujecie przyjęcie, koniecznie zajrzyjcie do zakładki Przyjęcia - znajdziecie tam cudne kubeczki, foremki papierowe, papierowe słomki, ceramiczne patery i pucharki do lodów, ozdoby do babeczek - a wszystko w takich wzorach i kolorach, że miłość od pierwszego wejrzenia gwarantowana :) Szykujecie się na piknik - w zakładce Piknik znajdziecie termosy, kosze, kubeczki, serwetki - czyli wszystko to, co podczas piknikowego odpoczynku się przydaje.



Jestem przekonana, że Karolinę i jej blog znacie już od dawna i że czytaliście już o emocjach, które towarzyszyły jej i jej Mężowi, gdy 1 czerwca otwierali From Nord, ale gdybyście przeoczyli, co może być jak najbardziej zrozumiałe w dzisiejszym pędzie, zapraszam Was serdecznie tutaj - gdzie o emocjach, o radości i o historii sklepu poczytacie.

A skąd ja znam Karolinę i dlaczego tak bardzo ją lubię? Poznałam ją kilka miesięcy temu, gdy zamówiłam najpierw poduszki z gwiazdką i z żółtym plusem, które widać między innymi tutaj, a potem słynną poduszkę z szóstką, którą zobaczycie między innymi tutaj, na rocznicowy prezent dla męża. Od maila do maila, od słowa do słowa,  zaczęła rodzić się nasza przyjaźń. Powoli odkrywałyśmy, że podobnie o życiu myślimy, podobnymi wartościami się kierujemy i nawet w podobne miejsca wakacyjne jeździmy :) i okazało się również, że Karolina z Piotrem, podobnie jak my, planują otworzyć sklep swoich marzeń. Będąc na różnych etapach przedsięwzięcia, wspierałyśmy się bardzo, za które to wsparcie z tego miejsca Karoli bardzo dziękuję :)

I dlatego wiem, że zapraszając Was do sklepu From Nord, nie zapraszam Was tylko do miejsca z pięknymi przedmiotami po prostu, ale zapraszam Was również do miejsca magicznego, pełnego dobrych emocji i piękna wewnętrznego. Warto wspierać takie miejsca, zatem jeśli planujecie zakupy dodatków i dekoracji w stylu skandynawskim - koniecznie do niego zajrzyjcie: www.fromnord.pl


Ja już pierwszy zakup poczyniłam i od czwartku jestem właścicielką cudnego (naprawdę cudnego!!!) turkusowego dzbanka:



Dzbanek znalazł swoje miejsce i w kuchni i na balkonie. A że pogoda sprzyja, to teraz cieszy nasze oko właśnie na balkonie. A jak to oko cieszy, pokażemy Wam w kolejnym poście :)



Wraz z dzbankiem dostałam w prezencie fantastyczną torbę z materiału czyli eko-torbę z niebieskim logo sklepu, które baaardzo mi się podoba, jak zresztą pozostałe elementy graficzne. A że ja podobnie, jak Karolina, nie używam plastikowych torebek na zakupy, torba będzie towarzyszyć mi codziennie :)





Kochani, życzę Wam pięknej soboty - zapowiada się słonecznie :)
Ja planuję przesadzanie kwiatków: pachnących, różowych surfini i niebieskich lobelii. 
A wkrótce zapraszam Was do naszego nieco zmienionego balkonu :)

Pozdrawiam,
Magda


źródło zdjęć: www.fromnord.pl

czwartek, 5 czerwca 2014

Żółte dodatki na nasz balkon. Metamorfoza balkonu - zapowiedź.

Miałam napisać po południu, bo dzisiaj masę spraw na mieście, ale nie mogę się powstrzymać. I potrzebuję Waszej porady. 

W sobotę metamorfozie uległ (rzecz jasna trochę mu w tym pomogliśmy) nasz balkon. I nie wygląda już jak w poście Lampiony i Detale na balkon. Pojawiły się nowe kolory, pojawił się nowy stolik, kwietnik i kilka detali :) Bardzo się cieszę zwłaszcza ze stolika, bo gdy tylko go zobaczyłam, zakrzyknęłam "Mój Ci ON" i po chwilowej rozpaczy, że już go nie ma i nie będzie, uzyskaliśmy zgodę na kupno jedynego, który został w całej Ikei, jako element ekspozycji. Jak człowiekowi się wydaje, że Coś, co mu się spodobało jest niedostępne, a potem udaje mu się To jednak zdobyć, to wartość Tego nieuchronnie rośnie :) I tak też stało się ze stolikiem. Zwykła rzecz, a radości mojej nie było końca. 

Do tego parę innych rzeczy, które dzisiaj po południu lub w sobotę, pokażemy na blogu. Dzisiaj jeno zapowiedź :)




A powstrzymać się z tą zapowiedzią nie mogę, bo porady Waszej potrzebuję. Ale od początku...

Dzisiejsze słoneczko rekompensuje wszystkie trudy wczorajszego dnia - żyć się chce! Więc z samego rana siadam z pierwszą kawką i szukam żółtych inspiracji, co by tu jeszcze żółtego dodać na nasz balkon. Fajne inspiracje znajduję oczywiście na pinterest, nawet jedno ze zdjęć wrzucam na fejsa. Po czym patrzę na zegarek, a tu już 08:03 - zatem trzeba zajrzeć na Westwing, co tam nowego! A tam kampania Relaks w Ogrodzie, w której znajduję cudną, żółtą latarenkę i kampania Przytulny Dom, w której znajduję dywanik!!! Idealny! Wrzucam do koszyka, ale siedzę i myślę, czy taki dywanik jest dobry na dłuższą metę na zewnątrz?

I waham się czy kupić, bo cudny jest, ale bawełniany, a przy naszej pogodzie.... I prośba do Was - potrzebuję rady: czy macie jakieś doświadczenia z bawełnianymi, kolorowymi dywanikami na balkonie? U nas leżał wcześniej taki niewielki, w paski, który jak zmókł, to szybko wysychał. Ale ten, który upatrzyłam jest większy i sama nie wiem. Brać? Czy tylko kłopot będzie? Nie zbiegnie się pod wpływem permanentnej wilgoci? Bo zwijać go i rozwijać codziennie nie ma sensu, on musi normalnie tam leżakować i cały czas bezproblemowo cieszyć oczy :)

oto on: Dywanik Avana 140 x 60 cm znaleziony tutaj


Napiszcie co o nim myślicie, bo mi się często zdarza, że coś sobie upatrzę, myślę, myślę, a jak już się zdecyduję, to już wyprzedane. Dlatego szybko do Was piszę, może łatwiej decyzję będzie podjąć i nikt go ewentualnie sprzed nosa nie sprzątnie :)


Pomożecie?
I oczywiście Cudnego dnia dla Was :)
Wreszcie słoneczko!

Pozdrawiam,
Magda


źródło zdjęć: Westwing, prywatne archiwum

wtorek, 3 czerwca 2014

Przegląd wnętrzarskiej prasy włoskiej Vivere la Casa. Zielono i piknikowo.

I pada. I leje. I słońca ani widu, ani słychu. Czy tak wygląda czerwiec? W Polsce najwyraźniej tak. Na szczęście możemy zatopić się w prasie, gdzie zielono, wiosennie, a nawet letnio. Gdzie ogrody i pikniki na plaży. I pomarzyć. 

Albo kupić bilet na Kretę, Malediwy lub inne Kanary. Dla tych, co biletu nie kupią z takich, czy innych względów, mam kilka zdjęć z gazety, która w piątek przyleciała do mnie z Mediolanu. Z opóźnieniem, ze względu na strajk kierowców autobusów lotniskowych. Ale opóźnienie nie za długie, raptem niecałe 40 minut i gazety (Vivere la Casa i Cose di Casa) razem z Tatą i innymi dobrami konsumpcyjnymi, wylądowały na wrocławskim lotnisku. 

I tutaj muszę przyznać się do mojej nieznajomości rzeczy, ale po raz pierwszy mam kontakt z dwumiesięcznikiem Burdy: Vivere la Casa. Gazeta wspaniała. Całe szczęście, że z lotniska prowadził Sebastian, Tato siedział na przednim siedzeniu, a ja mogłam, nie czekając ani chwili, szybko przerzucić ponad 100 stron zdjęć wyjątkowych i artykułów ciekawych. Co niezwykłe: do piątku rano padało i słońca nie było nawet na lekarstwo. W piątek Tato, oprócz prasy, salami (ach!), oryginalnej mortadeli, makaronu i oryginalnego ragu, przywiózł słońce. Wyleciał rano w poniedziałek i chyba to słońce ze sobą niestety zabrał. Jakby im było mało w tej słonecznej Italii ;)

Nie chcąc zostawić tylko dla siebie tego, co dane mi było zobaczyć, dla tych, którzy nie mają dostępu do tej prasy, prezentuję kilkanaście zdjęć. Najchętniej wrzuciłabym całe obie te gazety, ale stron naprawdę dużo.

Zaczynamy od Vivere la Casa, w której zielono, piknikowo, marinistycznie i sielsko:































Marzę o takim ogrodzie, jaki widać na powyższych zdjęciach. Ale w gazecie jest i o gotowaniu i to całkiem sporo stron. Pokazuję tylko kilka, na których mój ukochany makaron czyli pasta mia :) Makaron włoski, prawdziwie włoski, kocham i mam na niego sposób, który pokazał mi Tato i o którym kiedyś na blogu na pewno napiszę. Sposób tradycyjny, oryginalny, wyjątkowy, który spotkać można tylko we włoskich domach. Sposób, który ma swoją historię i opowieść. Ale o tym kiedyś :)






Oryginalny il Parmigiano jest niezbędny.

Mi oglądanie zdjęć Vivere la Casa sprawiło mnóstwo przyjemności i mam nadzieję, że udało mi się również Wam nieco umilić ten deszczowy, czerwcowy dzień :)
Uciekam i życzę Wam miłego popołudnia :)
Magda


źródło zdjęć: Vivere la Casa nr 3 Giugno/Luglio 2014