czwartek, 29 maja 2014

Mam i ja :) Drewniana pieczęć Mile Maison - mała rzecz, wielka radość.

To, że okrągłą pieczęć mieć musimy, wiedziałam, jak tylko powstała idea założenia wnętrzarskiego sklepu internetowego. Projekt pieczęci powstał w mojej wyobraźni ze cztery miesiące temu. To, że ona musi być drewniana było oczywiste. I pomimo, że Pani w jednym z najnowocześniejszych wrocławskich punktów wykonywania pieczątek i rozmaitych gadżetów reklamowych, odesłała mnie do lamusa, pieczęć mam :) Wykonaną w małym punkcie, całkiem niedaleko tego "nowoczesnego".



NICZYM PERŁA Z LAMUSA

W tym nowoczesnym punkcie Pani, która przez telefon poinformowała mnie, że mają wszystko, wszystko zrobić mogą i wszystko mogę zobaczyć na miejscu, by móc dokonać odpowiedniego wyboru materiałów, papierów, kształtów, przekonywała mnie uparcie, że nikt, ale to nikt już drewnianych pieczęci nie zamawia i że one dawno do lamusa odeszły. Poinformowawszy Panią, że widocznie ze mnie taki właśnie lamus (chociaż wolałabym ewentualnie być, jako ta perła z lamusa), wyszłam nieco przygnębiona. 

Po drodze natknęłam się na mały punkt, w którym zobaczyłam drewniane gryfy. Pełnia szczęścia. Zamówiłam i mam.


NIEDASIZM

A wracając jeszcze na chwilę do tego nowoczesnego i szeroko reklamującego się w internecie punktu, zanim okazało się, że drewnianych pieczęci już nikt nie robi, okazało się również, że nie mogę obejrzeć: 

- ani papieru na wizytówki - zostały mi pokazane jedynie jakieś stare wizytówki na różnych papierach, które były potwornie zużyte od oglądania. Niestety nie było wśród nich takiej, która wykonana byłaby na papierze, o jakim myślałam. Od tak zwanej biedy, spodobały mi się dwie, ale bardzo szybko okazało się, że akurat ten papier jest już niedostępny. Taki pech. 

- ani etykietek - zamarzyłam sobie etykietki, na których mogłabym stawiać pieczęć i zwykłym sznurkiem przywiązywać do paczek. Pani mi powiedziała, że owszem mogę zamówić, ale 1000 sztuk co najmniej. Niestety nie może mi pokazać żadnych kształtów i wielkości do wyboru, ponieważ trzeba najpierw złożyć zamówienie. Nie, nie mają żadnej etykietki, którą mogłabym teraz zobaczyć. To, że 1000 sztuk - rozumiem, bo jest jakiś koszt nastawienia maszyny itp. Tego, że nie da się pokazać ani jednej przykładowej etykietki, którą wykonali - nie rozumiem.

- ani naklejek - naklejki z logo sklepu też sobie zamarzyłam. Takie "kaprysy" :) Owszem mogę zamówić, ale 1000. Nie, nie ma żadnych wzorów do pokazania (chodziło mi o kształty), wzornika kolorów też nie dostanę - dopiero po złożeniu zamówienia. Nie da się inaczej.


Taki nowoczesny punkt, o dużej powierzchni, w którym jest "wszystko" i w którym siedziały 3 Panie, a żadna z nich, nie umiała wykonać orientacyjnej (bardzo orientacyjnej) wyceny. Bo to od kolorów zależy. Których jednakże nie mogę zobaczyć, bo najpierw muszę złożyć zamówienie i zapłacić zaliczkę. I kółko zamknięte. Nie da się inaczej i już. I kropka.

Wyszłam naprawdę przygnębiona. Przygnębiona nastawieniem, przygnębiona tym, że nic nie załatwiłam, przygnębiona tym, że specjalnie jechałam tu 1,5 godziny i tym, że przecież dzwoniłam, pytając czy te rzeczy, które chcę zamówić, będę mogła przed zamówieniem obejrzeć na miejscu - wzorniki kształtów, wielkości, kolorów. Takie tam kaprysy i widzimisię

Mam uczulenie na wszelkiego rodzaju niedasizm i jak słyszę, że coś się nie da, bo nie, to dostaję gęsiej skórki. Często to słyszeliśmy na etapie wykańczania przez nas mieszkania, projektowania mebli kuchennych, zabudowy meblowej w łazience, kratek wentylacyjnych. Mieliśmy pomysł - nie da się. Myśleliśmy, główkowaliśmy - da się! I dawało się :)



PIECZĘĆ, ETYKIETKI I NAKLEJKI

I tu też się dało, bez żadnego problemu. I mam pieczęć, którą sama zaprojektowałam i z której dumna jestem jak, nie przymierzając paw. Taka mała, normalna rzecz: drewniany gryf, a całkowicie zmienia odbiór przeze mnie tej pieczęci. W drewnie jest pewna magia, której żadne, nawet najnowocześniejsze plastiki i automaty nie zastąpią.



A  gdy pożaliłam się Karolinie z Thousand Reasons w kwestii etykietek i naklejek, ta natychmiast zaradziła, podpowiadając mi, w jaki sposób etykietki i naklejki mogę robić sama. Po zakupie specjalnego sprzętu, wycinającego kształt etykietki, oraz dziurkacza wycinającego po prostu jedną dziurkę - robię etykietki sama. A do naklejek kupiłam papier naklejkowy i też będę robić sama :) Piszę będę - bo jeszcze żadnej nie zrobiłam, przez te wszystkie wcześniejsze wydarzenia. Ale się przymierzam :) Chcę by się na niej znalazła favikona sklepu naszego w tejże też kolorystyce.

A tymczasem zdjęcia pieczęci, które zrobiłam wczoraj, przy okazji pakowania paczki:


Drewniana pieczęć sklepu wnętrzarskiego Mile Maison
 
Drewniana pieczęć sklepu Mile Maison i etykietka sklepu Mile Maison

Drewniana pieczęć wnętrzarskiego sklepu Mile Maison i etykietka z pieczęcią

Etykietka sklepu Mile Maison

Pieczęć na etykietce


Okrągła pieczęć sklepu z dekoracjami do domu Mile Maison



Pozdrawiam bardzo serdecznie
i życzę Wam Dobrego Czwartku :)
Magda


środa, 28 maja 2014

Balkonowe meble. Stoliki, krzesła i poszukiwania mebla idealnego. Outdoor Spaces.

Wczorajszy wieczór przeleciał pod znakiem poszukiwań. Szukałam stolika na nasz balkon. Okazuje się, że jest w czym wybierać, ale takiego, o którym mogłabym powiedzieć, że Mój Ci On - nie znalazłam. Jednak mam kilka typów, nad którymi się zastanawiam.

Stolik musi być niewielki, żeby tej naszej przestrzeni nie przytłoczył, najlepiej lekkiej konstrukcji. Podobają mi się i drewniane i metalowe, i okrągłe i kwadratowe, i białe i czarne :) I co tu robić?  Jutro jedziemy z Sebastianem do ogrodniczego, wybrać jakieś niewielkie drzewko - we wczorajszym poście Lampiony i detale na balkon, widać, że na balkonie tymczasowo zamieszkało drzewko z salonu. Zamieszkało i robi za gaj oliwny :) Ale mam obawy, że upalne dni mogą je mocno nadwyrężyć, zatem chcemy znaleźć drzewko typowo zewnętrzne.

Przy okazji chciałabym kupić również właśnie stolik i być może krzesła. W piątek przylatuje na weekend Tato i miło byłoby planowanej konsumpcji oryginalnego salami, które własnoręcznie robi mój wujek i pesto, które z kolei własnoręcznie robi mój Tato (z bazylii ze swojego ogródka) i które jest pyyychaaa i nie do podrobienia, dokonać pod gołym niebem. Ewentualnie pod parasolem. A ten stolik, który mamy, jest po prostu za niski, żeby zjeść wygodnie. Chociaż Tato, gdy przyleciał na weekend, dwa tygodnie temu, zażyczył sobie na kolację zwykłą kiełbasę na gorąco z musztardą sarepską, a tę w zasadzie można zjeść, trzymając talerz w dłoni. Brakuje mu takich polskich smaków. A nam z kolei typowo włoskich, które można skosztować tylko tam, bo to, co oferują polskie sklepy, niestety średnio się ma do tego, co jada się we włoskich domach. Czyli Tato wsuwał polskie, tradycyjne danie kolacjowe, którego mu w Mediolanie brakuje, a my makaron z pesto, które możemy konsumować na okrągło :)

Zatem wieczorem siadłam i rozpoczęłam poszukiwania stolika idealnego. Najchętniej widziałabym u nas coś takiego, jak na poniższym zdjęciu, jednak zważywszy na metraż, takie meble mogłyby nieco przytłoczyć nasz balkonowy ogródek:

Drewniane meble ogrodowe, meble vintage, stół vintage, krzesła vintage, aranżacja ogrodu




Czyli szukałam czegoś lżejszego. Zaczęłam oczywiście od  inspiracji i od razu zachwyciły mnie meble o konstrukcji ażurowej, bo wyglądają bardzo klimatycznie, ale... czy są wygodne?
 
Ażurowe meble ogrodowe, inspiracja aranżacji ogrodu i balkonu, meble prowansalskie, stół i krzesła prowansalskie

Ażurowe meble ogrodowe, inspiracja aranżacji tarasu i balkonu,  stół i krzesła prowansalskie


Ażurowe meble ogrodowe, inspiracja aranżacji ogrodu i balkonu, meble prowansalskie, stół i krzesła prowansalskie

Ażurowe meble ogrodowe, inspiracja aranżacji ogrodu i balkonu, meble prowansalskie, stół i krzesła prowansalskie
 
Ażurowe meble ogrodowe, inspiracja aranżacji ogrodu i balkonu, meble prowansalskie, stół i krzesła prowansalskie



Mając podejrzenia, uzasadnione zresztą, co do tego, że komfort siedzenia, nie należy do najwyższych, porzuciłam (z niemałym trudem) zamysł zakupu ażurowych piękności i przeszłam do szukania mebli drewnianych lub stabilnych metalowych. Znalazłam za całkiem fajne pieniądze (399 zł) komplet Nordic, który mogłabym pomalować na biało, trochę poprzecierać, dołożyć miętowe skarpetki... jak myślicie? Stolik ma 100x75 - czy nie będzie za duży? Ławka też wygląda na 100 cm, ale czy wygodna i stabilna? Trzeba jutro podjechać i się przymierzyć.

Popatrzcie:

Drewniane meble ogrodowe, inspiracja aranżacji w ogrodzie


W Ikei znalazłam natomiast taki stolik:

Czarny stolik Lacko ikea
Stolik Lacko w wersji czarnej
  
i wersja biała:
Biały stolik lacko z ikei


Musimy na niego zerknąć, jak prezentuje się na żywo. I czy są jakieś krzesła do kompletu, chociaż w zasadzie.... to zakup krzeseł pilny nie jest: od kilku lat wysiadujemy bardzo wygodne krzesła reżyserskie, które można by było przemalować na biało lub miętowo i budżet podratowany :)

Na tym jednak poszukiwań nie skończyłam i powędrowałam na Westwing, gdzie trwa kampania Industrialny Vintage  i zobaczcie jakie cuda znalazłam. Gdybyśmy mieli chociaż 1 metr więcej na głębokość balkonu, nie wahałabym się ani chwili, a tak waham się, bo stolik ma średnicę 100 cm, więc jest duży, może za duży do nas. Jednak czy nie jest cudny??? Reklama nie reklama, ale  z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że wszelkie industrialne kampanie na Westwingu są po prostu niesamowite i chyba najbardziej właśnie je lubię. Zawsze można znaleźć coś, czego nie ma w innych sklepach i co na dodatek jest w całkiem fajnej cenie.


Metalowe krzesło, metalowy stół, industrialne meble, meble na balkon,  stół okrągły na balkon



Ale znalazłam tam też stolik odpowiedniejszych rozmiarów, który jest po prostu boski i świetnie się wpisuje w moją wizję naszego balkonu: ma średnicę 51 cm i wysokość 62 cm. Byłby chyba idealny, ale zastanawiam się czy nie jest nieco za ciężki w odbiorze?

Okrągły industrialny stolik z metalu, okrągły stolik na balkon,
Stolik Industrial



Taki stolik Belldeco znajdziecie tutaj: stolik Bistro Belldeco




Dzisiaj szukam dalej, chociaż najbardziej pochłaniają mnie inspiracje ogrodowych przestrzeni, już zaaranżowanych. Siedzę i podziwiam i oddaję się marzeniom... Zatem na koniec dosłownie szczypta tych inspiracji, które mnie dzisiaj zachwycają, a które jednak wymagają dużo, dużo większej przestrzeni, niż ta, którą my dysponujemy. Ale jak miło popatrzeć i pomarzyć :)


Meble ogrodowe, inpsiracja aranżacji tarasu, stół ogrodowy, krzesła ogrodowe

Piękna aranżacja tarasu, meble ogrodowe, kwiaty doniczkowe na taras

Klimatyczna aranżacja stołu w ogrodzie, drewniane meble ogrodowe, drewniana ławka ogrodowa, jak nakryć stół  w ogrodzie


Dobrego dnia Wam życzę dzisiaj :)
i pozdrawiam!
Magda


źródła zdjęć: Westwing, pinterest, Obi, Ikea

wtorek, 27 maja 2014

Lampiony i detale na balkon - balkonowe inspiracje. Ogrodowo u Mile Maison.

Oj nie było nas trochę. Ale są takie chwile, które wymagają ciszy i skupienia, zwłaszcza kiedy ocieramy się o sprawy ostateczne, nieodwołalne, którym nijak zaradzić nie możemy. Możemy je jedynie przeżyć w ciszy i zadumie. Takiego właśnie czasu przez ostatnie dni potrzebowaliśmy.

Ale już jesteśmy i wracamy z nową energią, głową pełną pomysłów i kalendarzem pełnym nowych zadań, które krok, po kroku będziemy realizować. Jest masę spraw, które są związane z rozwojem naszego wnętrzarskiego sklepu i masę spraw zwykłych, domowych, które trzeba powoli znów ogarnąć. 

Nie byłabym jednak sobą, gdybym tego ogarniania nie rozpoczęła od balkonu, który w okresie wiosenno-letnim jest naszym ogródkiem i właściwie dodatkowym pomieszczeniem, w którym spędzamy niemal każdą wolną domową chwilę. Rano pijemy kawę i wsuwamy śniadanie, potem... w czasie przerwy pijemy drugą kawę, potem... robimy przerwę na coś pysznego, potem... jemy obiad, potem... pijemy jakąś herbatę, potem... wsuwamy kolację, potem... zasiadamy z lampką wina i oglądamy zachód słońca, a w okresie, gdy budzą się nietoperze, oglądamy ich wieczorne, podniebne akrobacje: widok niesamowity. Potem... składamy parasol, podlewamy kwiatki i rano meldujemy się z kawą. W czasie, gdy my pracujemy, balkonowe krzesełka są okupowane przez futra :)

Zatem co tam bałagan w mieszkaniu, najważniejsza jest teraz strefa relaksu w naszym ogródku. Nie wiem jednak czy dzisiaj uda mi się zrobić ładne zdjęcia, bo gdy piszę te słowa, widzę, że zaczyna kropić. Dlatego zaprezentuję zdjęcia z wczorajszej sesji, którą zrobiłam w porze tak zwanego popołudniowego relaksu.

Chcę Wam pokazać kilka detali, którymi staramy się budować atmosferę sprzyjającą odpoczynkowi i wyciszeniu. Są to głównie lampiony, które oczywiście najpiękniej wyglądają wieczorami. W planach mam jeszcze girlandę świetlną z białych kul, lampy typowo zewnętrzne, nowy stolik, ławkę bądź coś innego, na czym można by było uciąć sobie popołudniową lub wieczorną drzemkę. Z uwagi na rozmaite wydarzenia rodzinne, organizację tej przestrzeni, wspomniane zakupy, które planowaliśmy już jakiś czas temu poczynić, musieliśmy odłożyć. Zatem stan na dzisiaj to stan mam nadzieję przejściowy, który za niedługo się nieco zmieni. Ale pokazuję jak jest, aby potem było z czym porównywać.

Turkusowy metalowy lampion, biały metalowy taboret, różowe hortensje na balkonie, kwiaty na balkon, aranżacja balkonu

Metalowe dodatki na balkon, biały metalowy taboret, różowe hortensje na balkonie, kwiaty na balkon, aranżacja balkonu


Z braku ławki wytargałam na ogródek pufę z ikei, na której co prawda rozłożyć się nie można, ale wygodnie poczytać prasę jak najbardziej. Dywanik, na którym głównie leżakują futra, również jest ikeowski. 

Stolik jest tymczasowy od 2 lat ten sam, ale może uda się to w tym tygodniu zmienić. Zwykły, biały  z ikei. Jako obrusik wykorzystałam ściereczkę kuchenną Clayre & Eef z kolekcji A Touch of Holland - uwielbiam wszelkiego rodzaju kratki, zwłaszcza, gdy zdobią stoły, ustawiane pod gołym niebem.

Biały metalowy taboret to taboret, który kupiłam tutaj i którego do tej pory nie miałam czasu pokazać: zatem prezentuję :) Na balkonie sprawdza się rewelacyjnie.

Biały lampion z napisem  Think Happy Be Happy dostaliśmy w prezencie od Karoliny z Thousand Reasons, która już 1 czerwca otwiera sklep From Nord, któremu bardzo kibicujemy i który z całą pewnością będzie sklepem wyjątkowym.

Jako, że prasa z samych Włoch pochodzi, przyleciała tydzien temu razem z Tatą z Mediolanu, kawa nie mogła być inna, jak tylko espresso. Lektura CasAntica z filiżanką włoskiej kawy - bezcenna :)

Turkusowy lampion z metalu, który pomimo tego, że jest nowy, jest lampionem z charakterem i z duszą: przecierki, miejsca, które wyglądają jak zardzewiałe, metal - to wszystko sprawiło, że gdy tylko zobaczyłam go po raz pierwszy, wiedziałam, że musimy go mieć. I to nie tylko w naszym sklepie. Jest on zresztą jednym z moich nabytków w ramach zaspokojenia turkusowej potrzeby, o której pisałam w artykule: Turkusowy zastrzyk relaksu i ukojenia


 Turkusowy lampion możecie kupić w naszym sklepie tutaj: Metalowy Lampion Munro.

Turkusowy lampion z metalu, biały metalowy taboret, biała pufa na balkonie, lniana poduszka

Włoska prasa wnętrzarska i espresso



Po wprowadzeniu zapraszam do naszego ogródka :)



Aranzacja balkonu, Inspiracje aranżacji balkonu, turkusowy lampion metalowy, biały metalowy taboret

Turkusowy metalowy lampion, biały metalowy taboret, różowe hortensje na balkonie, kwiaty na balkon, aranżacja balkonu

Wiklina na balkonie, Turkusowy metalowy lampion, biały metalowy taboret, różowe hortensje na balkonie, kwiaty na balkon, aranżacja balkonu



Powyższe zdjęcia robiłam z filtrem nostalgia, a poniżej już normalnie :)

Turkusowy metalowy lampion, biały metalowy taboret, różowe hortensje na balkonie, kwiaty na balkon, aranżacja balkonu
 
Turkusowy metalowy lampion, biały metalowy taboret, różowe hortensje na balkonie, kwiaty na balkon, aranżacja balkonu

 Aranżacja wiosennego balkonu, wiklinowa mata na balkonie, ściereczka Clayre & Eef, różowe hortensje na balkonie

Aranżacja balkonu, inspiracja aranzacji balkonu, turkusowy metalowy lampion, biały metalowy taboret


Aranżacja balkonu 5 m2




Aranzacja balkonu, letni balkon


Aranżacja małego balkonu, small balcony ideas, turkusowy lampion, metalowy lampion


Jeszcze krótka prezentacja akcji okupacyjnej, która codziennie powtarza się według niemal tego samego scenariusza :)



Aranżacja balkonu, turkusowy lampion, kwiaty balkonowe, inspiracja balkonowa

Zwróćcie uwagę jak Morfi na ostatnim zdjęciu się oblizuje - wyjaśnienie przyczyny poniżej :) To, że nasz Morfi uwielbia biszkopty wiemy od roku, kiedy to bezczelnie wyjadał biszkopty z woreczka, który leżał na nocnym stoliku. Po prostu podchodził, wkładał główkę, wyciągał po jednym i wsuwał na podłodze.  Nie mieliśmy serca mu tego zabronić, więc woreczek leżał, aż został cały z biszkoptów opróżniony. Przez Morfiego. I teraz widzę, że kolejne już sobie zarezerwował - nie mógł podejść, wyjąć jednego i schrupać - On musiał każdego oblizać, aby mieć pewność, że nikt już po nie, nie sięgnie. Taki kot egoista ;)

Wczoraj natomiast został złapany na gorącym uczynku przeze mnie :) Przy okazji zresztą wyjaśniła się zagadka okruchów, które od czasu do czasu na obrusie tu i ówdzie znajduję. A tę śliczną miseczkę Lene Bjerre wygrałam w candy u Małgosi z My Cats & Interior Ideas


Miseczka Lene Bjere






A na koniec kwiaty, które chyba najbardziej lubię w swoim ogródku. Jeszcze są malutkie, ale w zeszłym roku urosły naprawdę sporo i wytrzymały aż do listopada :)

Kwiaty na balkon


Dziękuję bardzo za odwiedziny.
Dobrego dnia dla Was :)

Pozdrawiam,
Magda

środa, 14 maja 2014

Dzień z życia Człowieka Szczęśliwego. Wnętrzarski Świat Dobrej Energii i jak dzięki zmywarce nie zapomniałam o prozie całkowicie codziennej.

Nie dało się w dniu wczorajszym wcisnąć ani szpilki, zatem nie wczoraj, jak zapowiadaliśmy w poście o wynikach candy, ale dzisiaj jesteśmy i dzisiaj będziemy opowiadać, dzielić się i dziękować. I przyznawać do fantazji ułańskiej w stosunku do zmywarki naszej - ale to na końcu.

DZIĘKUJEMY! WNĘTRZARSKI ŚWIAT DOBREJ ENERGII.

Nie pamiętam czasów, dnia, w którym doświadczyłabym tyle pozytywnych emocji, w którym odebrałabym tyle pozytywnej energii. Jesteście wspaniali! I to przez duże W, zatem poprawiam się: jesteście Wspaniali!

Kiedy w piątek wystartował nasz sklep z dekoracjami i dodatkami do domu, sklep Mile Maison, otrzymaliśmy od Was tyle wsparcia, tyle kciuków, tyle maili i komentarzy pod postem Nasza Pasja, nasz Sklep, że głowa mała. A raczej wielka. Wielka od emocji, energii, która unosiła tak wysoko, że komputerowa klawiatura była ledwo widoczna :) a wątpliwości i strachy prysnęły niczym bańka mydlana.

Dziękujemy Wam Kochani! Za to, że byliście z nami w tym dniu! Za to, że udostępniliście na swoich profilach facebookowych informację o otwarciu, za wszelkie wzmianki na waszych stronach o naszym sklepie.  Dziękujemy za wielki ładunek dobrej energii, który tego dnia od Was odebraliśmy.


Białe tulipany, bukiet białych kwiatów
Dziękujemy!



DZIEŃ Z ŻYCIA CZŁOWIEKA SZCZĘŚLIWEGO

A ja chciałabym Wam opowiedzieć jak ten dzień wyglądał, co się działo, co się działo we mnie i dookoła mnie i nas. I nie bez kozery w tytule stoi "człowieka szczęśliwego" - bo w tym dniu byłam wyjątkowo szczęśliwym człowiekiem :)

Czwartek wieczór, okolice godziny 23.30
Siedzę przy biurku, patrzę w monitor laptopa i myślę sobie, że czas iść spać. Pewnie, że mogę siedzieć i noc całą, ale czy warto? Czy nie lepiej normalnie tę noc przespać, aby mieć siłę i energię do przeżycia tego wyjątkowego dnia naprawdę wyjątkowo? Dochodzę do wniosku, że może i warto, ale posiedzieć trochę jeszcze muszę, bo jeszcze literówki do sprawdzenia na trzech stronach. To siedzę.

okolice godz. 1.00
Dochodzę do wniosku, że jednak czas udać się na spoczynek, bo myślami i tak jestem już w dniu następnym, w okolicach 13.13, więc gdy pójdę spać, prędzej ten czas nadejdzie.


Zmierzam w stronę łóżka, po drodze nadeptując ogon czarnego futra, które ni stąd, ni zowąd położyło się w poprzek wejścia - centralnie na progu. Ja, będąc przekonana, że jak zwykle śpi już na mojej poduszce, w ostatniej chwili, kątem oka wyłapuję 10 kilogramowy cień. Ale na całkowity unik jest już za późno. Kończy się wrzaskiem i ogólnymi pretensjami wszystkich obudzonych. Wszystkich czyli Morfiego i Tygrysi, która przybiegła na pomoc zaatakowanemu kotu. A raczej przyczłapała, bo będąc zapakowana w pooperacyjny kubraczek, jedynie człapie, demonstrując tym ogólne niezadowolenie z niewoli. Uspokoiwszy kocie towarzystwo, miseczką gotowanego indyka, zmierzam ponownie w stronę łóżka. 

Nagle przypominam sobie, że nie sprawdziłam kilku ważnych rzeczy, pędzę zatem do notesu, aby zapisać, bo jutro tyle punktów do zrealizowania, że może umknąć. Zapisałam.

Znów zmierzam w stronę łóżka. Jestem. Niestety moje miejsce jest zajęte w 70 % - do połowy 10 kilo najedzonego Morfiego, od połowy w poprzek, najedzona i wciąż oburzona Tygrysia. Patrzy na mnie zmrużonymi oczami, wirtualnie przekazując: "tylko spróbuj"... Nie próbuję, nawet mi przez myśl to nie przejdzie - wciskam się w wolny kawałek i próbuję zasnąć.


Dopada mnie masę pytań, mnóstwo wątpliwości czy wszystkiego dopilnowałam, czy wszystko zostało zrobione, czy sprawdziłam tu i tam i jeszcze tam. W myślach przeszukuję strony sklepu, które znam niemal na pamięć i zastanawiam się, czy aby wszystko, co chciałam na nich zawrzeć, zawarłam. W końcu chyba zasypiam, bo pamiętam wielką goniąca mnie literówkę, czający się za drzewem błąd ortograficzny, który nie wiem dlaczego, przybrał postać mojego profesora od historii w liceum (trzynastym notabene) i masę przecinków, które próbuję wyłapać do wielkiego worka jutowego. W życiu takie sytuacje się nie zdarzają, zatem domniemywam, że spałam.


Piątek rano:
Jak każdego dnia, zostaję obudzona siłą wzroku czarnego Futra, które trzyma łepek 10 centymetrów od mojej głowy i hipnotyzująco wpatruje się w moje oczy. Wiem, wiem - czas napełnić miskę. Terroryści we własnym domu. Do tego doszło. Żadnego zrozumienia, że dzień wyjątkowy, że jeszcze 5 minut. U nas w domu nie ma czegoś takiego jak: jeszcze 5 minut. Oko otwarte, znaczy człowiek wstał. A jak wstał, to po co ma leżeć, jak może, a nawet powinien, otworzyć saszetkę.

Po dopełnieniu obowiązków, robię kawę, siadam do komputera, przeglądam listę i punkt po punkcie realizuję. Pracuję sobie spokojnie nawet, razem z Morfim zresztą, który niezrażony wyjątkowością chwili i tym, że na przytulanki nie ma czasu, ładuje się na biurko, układa pomiędzy mną a laptopem.... mruczy.





Ale gdy przychodzi godzina 11.00 to już prawie nic nie da się zrobić, bo już patrzę co minutę na zegarek, czy to już i dlaczego jeszcze tak długo. Ale staram się sprawdzić raz jeszcze wszystko po kolei. I aby zobrazować Wam, co wtedy czułam, co robiłam, przytoczę fragment swojego pierwszego artykułu (do przeczytania tutaj), który napisałam do sklepu, artykułu o francuskim szkle La Rochere:

Uroczyste i stylowe przyjęcie?
Już za kilka minut przychodzą goście, chodzisz po całym mieszkaniu i zastanawiasz się, czy wszystko zostało dopilnowane, zapięte na ostatni guzik. Krytycznym wzrokiem przyglądasz się nakrytemu stołowi i wyobrażasz go sobie oczami tych, którzy za chwilę tu wejdą i zobaczą go pierwszy raz: obrus wyprasowany, kwiaty w wazonie świeże, stylowa ceramika Paris Maison dopracowana w najdrobniejszym szczególe, sztućce ułożone tak, jak należy, wspaniałe kielichy i szklanki Lyonnais dopełniają całości. Słońce odbija się w szlifowanych łezkach, karafka błyszczy wypełniona ulubionym winem… Uśmiechasz się! Jest idealnie… Rozlega się dźwięk dzwonka… Idą! Z radością idziesz ich przywitać.

Zacytowałam Wam ten fragment, bo gdy po otwarciu już sklepu, czytałam go po raz kolejny, chcąc wyłapać ewentualne literówki, dotarło do mnie, że ja dokładnie tak się czułam, dokładnie tak, jak ta pani domu, wyczekująca upragnionych gości, którzy są gośćmi szczególnymi i niezwykle ważnymi.


Okolice godziny 12.30
Zgodnie z planem robimy ostatni test strony i działania sklepu. I nagle okazuje się iks, który powinien być w kolumnie "usuń" na stronie koszyka - zniknął. Co jest??? Z lekką paniką w głosie, dzwonimy do grafika, okazuje się, że iks jest, ale biały: czyli w kolorze tła, czyli jak jest, jak go przecież tym samym nie ma? Jaki jest sens istnienia iksa, który ma swoją funkcję, a którego nikt nie będzie widział? Grafik uspokaja, poprawia kolor - iks staje się widoczny. Taki drobiazg, ale powoduje przyspieszone bicie serca i przyspieszoną kontrolę reszty elementów, które mają ściśle określone funkcje na stronie sklepu. I wielkie Uff - reszta gra.

Okolice godziny 13.10
Emocje sięgają zenitu, ale staram się zachować spokój, w końcu za trzy minuty mam jednocześnie włączyć sklep i opublikować na naszym faceebokowym fanpagu ostatnie odliczanie. Zatem pilnuję czasu.

Godzina 13.13
Włączam sklep i czuję, że jakaś fala emocji nadchodzi, wchodzę na facebook, by oficjalnie zakończyć odliczanie i ogłosić otwarcie. Pisząc ostatni wyraz i chcąc postawić kropkę, nie widzę już klawiatury - nie widzę, bo łzy mi się leją! Więc zniżam głowę, żeby lepiej widzieć, naciskam klawisz z kropką, wciskam "opublikuj" i zaczynam tak płakać, jak dawno mi się to nie zdarzyło. Myślałam: włączę, napiszę, opublikuję, pójdę zrobić kawę i dalej do roboty. A tu siedzę i buczę, a Sebastian musi tulić. Nawet nie uspokaja, bo wie, że to emocje, których w ciągu ostatnich dni nagromadziło się tak dużo, że musiały dać o sobie znać.

Więc Sebastian mnie tuli, ja się uspokajam. Następnie zaczynam czytać komentarze i na blogu i fb i uwierzcie mi, że co komentarz łzy tryskają na nowo. Gdy czytam to, co napisała Ola: sklep, który narodził się z miłości, ryczę już na całego i nie ma co mnie uspokajać. Dziewczyny - dziękuję! I dziękuję wszystkim, którzy takową informację udostępnili, którzy skomentowali na facebooku nasze otwarcie, którzy skomentowali je pod naszym postem na blogu! Dziękuję również tym, którzy nie skomentowali, nie udostępnili, ale byli z nami tego dnia - dziękuję Wam :)




I tak całą resztę dnia :) I gdy wieczorem już myślę, że emocje się uspokoiły, że wzruszenia już będą li tylko wzruszeniami a nie potokiem łez, wchodzę na blog do Ewy z SeeHome na post News Dnia i oczy zamieniają się w dwie wielkie fontanny :)


PROZA ŻYCIA CZŁOWIEKA SZCZĘŚLIWEGO

Ale żeby nie było, że dzień wyjątkowy to musowo dzień idealny,  wydarzyła się i rzecz, która w sekundę przybliżyła mi prozę dnia codziennego, a o której opowiem ku przestrodze, chociaż nie wiem, czy ktokolwiek potraktowałby z taką fantazją ułańską swoją zmywarkę, jak ja potraktowałam ją w ostatni piątek :)

Otóż dni przed otwarciem sklepu upływały nam na tak intensywnych przygotowaniach, że codzienność i codziennie sprawy domowe poszły daleko w odstawkę. Jak to bywa z prawem serii, pokończyło się wszystko, co się w domu mogło skończyć, a co normalnemu człowiekowi do życia jest po prostu niezbędne. Nie mając głowy do uzupełniania zapasów, zostaliśmy bez proszku do prania, płynu do płukania, płynu do podłóg, tabletek do zmywarki i paru innych rzeczy, które w domu zawsze być powinny.
Piątek okolice godziny 15.00
Aby nieco uspokoić emocje, zabieram się za małe porządki, które zawsze pomagają mi skupić myśli. Postanawiam zacząć od odgruzowywania kuchni. Wyjmuję czyste naczynia ze zmywarki, wkładam te, którym najpilniej skorzystać z jej usług. Sięgam na pamięć do szuflady pod zlewem, zanurzając rękę w pudełku z tabletkami, po czym ze zdziwieniem odkrywam, że docieram do dna, nie napotykając się na żaden znany mi kształt kostki. Zaglądam tym razem wzrokowo - pusto. Ale skoro już tak skrupulatnie powkładałam wszystkie naczynia, aby zmieściło się ich jak najwięcej, to nie po to, by je teraz wyciągać. Chwilkę myślę, a miejcie na uwadze, że jasność myślenia jest u mnie teraz przysłonięta emocjami, i z fantazją ułańską łapię za różowy płyn do mycia naczyń i polewam nim naczynia w zmywarce. Myślę sobie: skoro do mycia ręcznego się nadaje, to dlaczego miałby się nie sprawdzić w zmywarce. Ale głupia nie jestem, wiem, że płyn do mycia ręcznego bardzo się pieni, to polewam tylko troszeczkę. Po chwili dodaję jeszcze "kilka" kropel, bo jakoś tak mało mi się go wydaje.
Włączam zmywarkę na dłuższy program, zamykam, postanawiając resztę naczyń, które się nie zmieściły, umyć ręcznie. Odkręcam kran, zaczynam mycie, po kilku minutach zakręcam kran i nasłuchuję dziwnych odgłosów dochodzących spod blatu tuż obok mnie. Dochodzę do wniosku, że właściwie nic niepokojącego to nie jest, ot zmywarka swoje prawa ma, może inaczej poukładałam naczynia i dlatego odgłosy są inne. Po kolejnych 10 minutach odgłosy są już tak bardzo inne, że dość mocno zaniepokojona uchylam gwałtownie drzwiczki zmywarki..... i ginę w pianie przy akompaniamencie głośnego pikania, ostrzegającego o otwartych drzwiach zmywarki. 

Staram się zbierać pianę jak najszybciej, bo mam nieodparte wrażenie, że pomimo wyłączonej zmywarki ona wciąż rośnie. Pamiętacie film: Poszukiwany, Poszukiwana, w którym Pan Wojciech Pokora stara się wyłapać, gotujący się makaron, wciąż i wciąż przybierający? Wygląda to mniej więcej tak samo, a nasza kuchnia przypomina w tej chwili tę filmową.

Na jakiś czas zapominam o emocjach, o wyjątkowości dnia codziennego i szybko operując gąbkami i ściereczkami, zbieram pianę do misek. A potem tylko pięć kolejnych programów z płukaniem i wszystko gra :) Zmywarka jak nowa :)


Dzień człowieka szczęśliwego może się składać i z dobrego i z nieco skomplikowanego mniej dobrego, a nie przestaje tym szczęśliwym dniem być.



Dobrej środy 
i do niebawem :)
Pozdrawiam,
Magda


źródło zdjęć: archiwum własne, pinterest

poniedziałek, 12 maja 2014

Wyniki Candy One_white&One_black :)

Zgodnie z obietnicą w sobotę przeprowadziliśmy losowanie, a dzisiaj ogłaszamy wyniki - wyniki Candy One_white&One_black. Szczęśliwe cyfry.






I muszę to powiedzieć: jesteście niesamowici! Aż 88 osób! Bardzo Wam dziękujemy za udział w zabawie, za to, że pisaliście w komentarzach o Waszych cyfrach i liczbach - każdy komentarz czytaliśmy z uwagą. To fascynujące, że tylu z Was owe szczęśliwe czy też  po prostu ulubione cyfry/liczby ma.



MAGIA CYFR

Mają one w sobie pewną magię. Z komentarzy wynika, że często dana cyfra lub jej wielokrotność pojawia się w Waszym życiu. Czy to przypadek? Nie ośmielam się wyrokować, że cyfry stanowią o naszym życiu - aż tak zwariowana na ich punkcie nie jestem - ale chyba jednak mają jakieś znaczenie, czasem być może nieuświadamiane :) no bo niby dlaczego tak często pojawiają się właśnie te same?

Oficjalnie możemy również ogłosić, że 13 została odczarowana - dla tylu z Was jest to szczęśliwa liczba, że odczarowanie jej się należy :) oto fragment jednego z komentarzy o 13 właśnie:
"Ale do 13 mam sentyment bo często mi towarzyszy mój starszy syn urodził się 13, w szpitalu po porodzie miałam łóżko nr 13, a łóżeczko w szpitalu po urodzeniu drugiego syna to też 13 więc jak nie kochać 13-tki Pozdrawiam Mirella" 5 maja 2014 20:29.


A na dowód tego, że dla mnie 13 i 3 mają szczególne znaczenie i że bardzo często w moim życiu się pojawiają, pokazuję to, co przed chwilą odkryłam, a co właściwie widziałam już wcześniej, ale w trakcie pisania, dopiero do mnie dotarło! Niczym spóźniony esemes :)



Candy, które zakończyło się w piątek o  godzinie 13.13 w dacie (09.05.2014), która po zsumowaniu cyfr daje cyfrę 3 czyli Trójkę, ma 133 komentarze czyli  13 i 3!


Jak wiecie o 13.13 tego samego dnia otworzyliśmy nasz wnętrzarski sklep Mile Maison -  z pełną świadomością wybierając i datę i godzinę, aby w tym ważnym dla nas momencie, pojawiła się i Trzynastka i Trójka. I oto, dzięki liczbie komentarzy, w tym ważnym dniu dostaliśmy jeszcze jedną Trzynastkę i Trójkę. Traktuję to jako dobrą wróżbę :)


WYNIKI CANDY

Ale, ale - dzisiaj najważniejszy jest zwycięzca, zatem szybciutko ogłaszamy wynik losowania. Losowanie przebiegało tak, jak ostatnio - spisałam wszystkie zgłoszenia, wydrukowaliśmy numerki, które zostały pocięte na kwadraciki, wrzucone do naszego woreczka od Ewy z SeeHome (mój ulubiony woreczek). Los zwycięzcy spoczął w rękach moich. Wylosowałam karteczkę z numerem:




Tym samym nasze candy wygrała Paula Pearls, 
która, jako nagrodę wskazała
kieliszki La Rochere

Serdecznie gratulujemy
i prosimy o kontakt magdalena@milemaion.pl


JESZCZE  NIESPODZIANKA!!!

 Dla wszystkich uczestników Candy mamy niespodziankę, którą jest rabat na zakup w naszym sklepie Kieliszków La Rochere i / lub na poduszkę Chair Black w wysokości:


  Rabat obowiązuje od 12.05.2014 do 19.05.2014
przy wybraniu opcji płatności przelewem.

Po zakupie proszę o przysłanie e-maila na adres: bok@milemaison.pl z informacją o chęci skorzystania z rabatu z podaniem nazwy profilu czy tez nicka, za pośrednictwem którego zgłosiliście się do candy. Kwota do zapłaty za  Kieliszki La Rochere i / lub poduszkę Chair Black zostanie zmniejszona o 10%.

Wejście do sklepu: tutaj 


Zajrzyjcie do nas koniecznie w jutro, 
dobrą energią będziemy się dzielić i podziękować Wam chcemy za wszystkie dobre słowa i niesamowite reakcje na otwarcie naszego sklepu.

Tymczasem pięknego tygodnia Wam życzymy :)
Magda :)

piątek, 9 maja 2014

Trzy, Dwa, Jeden... Tadam! Nasza Pasja, nasz Sklep. Sklep Mile Maison. Zapraszamy :)

Chciałoby się zakrzyknąć: Tadam! Ważna chwila, ważny moment, niezwykle ważne wydarzenie, do którego przygotowywaliśmy się od pewnego czasu. Z ogromną nieśmiałością, i nie jest to kokieteria, oraz z radością, równie wielką, jak owa nieśmiałość, zapraszam Was do naszego Sklepu. Do naszego miejsca, dzięki któremu udało nam się połączyć pasję z pracą, do miejsca, dzięki któremu już jestem potwornie szczęśliwa i pełna nadziei. Bo to właśnie nad sklepem od jakiegoś czasu pracowaliśmy i budowaniu tego naszego miejsca, poświęcaliśmy niemal każdą chwilę dnia.

 I oto nadejszła wiekopomna chwila, gdybym miała zacytować jednego z moich ulubionych aktorów, i:
 Jest nam ogromnie miło powitać Was w naszym internetowym sklepie Mile Maison.


Nie ma balonów, nie ma sztucznych ogni, ale w serduchu fajerwerków moc. O godzinie 13.13 dnia 09.05.2014 wystartował nasz Sklep z dekoracjami i dodatkami do wnętrz Mile Maison. Jeśli śledzicie nasz blog, wiecie, że cyfry i liczby są dla mnie ważne, stąd godzina z Trzynastką i stąd ta data: 9+5+2+1+4=21 i dalej: 2+1=3 czyli Trójka, czyli nie mogło być inaczej.

Sklep internetowy z dekoracjami wnętrz Mile Maison
Nasz sklep internetowy z dekoracjami i dodatkami do wystroju wnętrz Mile Maison



Dlaczego taki sklep i styl?


Francja zawsze była mi bliska, w liceum chodziłam przecież do klasy o profilu humanistycznym z tak zwanym poszerzonym językiem francuskim, z którego zdawałam nawet ustną maturę. Przez te cztery lata szkoły (kiedyś liceum trwało właśnie 4 lata) zakochałam się we Francji absolutnie. Zakochałam się w języku, którego mogłam słuchać godzinami, nawet wtedy, gdy jeszcze go kompletnie nie rozumiałam…. Zakochałam się w klimacie prowansalskich pól lawendowych, w miastach wielkich i miasteczkach małych, kamiennych… w wyjątkowej architekturze, w uliczkach wąskich i krętych….. w ciepłych bagietkach i chrupiących croissantach, w bistro pachnącym świeżo parzoną kawą…. Francja stała mi się mentalnie niemal tak bliska jak Włochy, w których to mieszka mój Tato i część najbliższej Rodziny i które kocham od dziecka.

Dlatego też klimat naszego sklepu, który postanowiliśmy czas jakiś temu stworzyć, aby pasję połączyć z pracą i aby od tej pasji nie odrywała nas konieczność zrobienia kolejnego raportu dla szefa lub kolejnej analizy czegoś tam w okresie jakimś tam..., był z góry wiadomy: stylowe dekoracje francuskie, piękne przedmioty osadzone w estetyce prowansalskiej, w klimacie vintage, a także w stylu shabby chic, który nas od dawna fascynuje. Marzymy o tym, by wprowadzić również piękne szkło włoskie, piękne stylowe dekoracje, które we Włoszech są niemal w każdym domu, a których na naszym rynku brak. Pierwszy krok uczyniony, powoli będziemy stawiać kolejne.




A jak to się działo?

Nie byłoby tego sklepu, gdyby nie Sebastian, który pomógł mi uwierzyć, że można żyć z pasją, że warto się odważyć, że warto próbować. To On swego czasu namówił mnie do porzucenia biurka, za którym nie byłam szczęśliwa i które nijak nie szło w parze z zainteresowaniami, o pasji nie wspominając. To on mnie słuchał, gdy przychodziły wątpliwości, czy damy radę, czy będziemy w stanie stworzyć sklep, który będzie odbiciem naszych marzeń… bo wątpliwości w czasie, kiedy otwiera się nowy rozdział w życiu, są czymś naturalnym i przyjmowałam je z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ale kiedy przychodziły, bywało ciężko. I dzięki wsparciu męża mego, mogę dzisiaj do Was mówić o tym, że otworzyliśmy sklep. Sklep Mile Maison.

Ale gdy sięgnę pamięcią do dni, w których jeszcze myślałam, że otworzyć sklep internetowy, to raz dwa i trzy - uśmiech mi się rozciąga od ucha do ucha. Bo okazało się, że po trzy następuje cztery, potem pięć, a potem długo by jeszcze liczyć :) Oczywiście nie jest to ponad siły, wszystko jest do wykonania, ale gdy to wszystko robi się samemu, naprawdę samemu: od A do Zet, to pracy jest sporo. Ale jakże wspaniała ta praca była! Wspaniała dlatego, że wszystko, co robiliśmy, nierozerwalnie wiązało się z naszą pasją. I chyba po raz pierwszy w życiu mogłam powiedzieć, że realizuję się w tym, co każdego dnia robię. W sensie zawodowym i każdym innym. I każdego ranka budziłam się z uśmiechem, z radością i niespożytą energią do działania. Z energią, która nie tylko nie topniała, ale rosła i rosła - bywały dni, że spokojnie mogłam otwierać małą elektrownię, produkującą prąd na potrzeby nie tylko własne, ale chyba i całego osiedla :) I tak jest do dzisiaj :) Chwilo trwaj!



A co znajdziecie w naszym sklepie?

Francuskie szkło, najstarszej francuskiej huty - La Rochere, które między innymi stało się jedną z nagród w naszym ostatnim candy. Pełne uroku poduszki z francuskimi motywami, które szyje polska firma La Petite Maison i które, uwierzcie mi, są wykonane z dbałością o każdy detal.  Niezwykłe przedmioty od SeeHome, w których zakochałam się, gdy tylko zobaczyłam je po raz pierwszy. Nostalgiczne lampiony, pełne magii latarenki, a także osłonki na doniczki w oryginalnych kształtach i również z francuskimi motywami. Cudne tekstylia kuchenne od Clayre & Eef. I rozmaite detale i dekoracje w klimacie rustykalnym, shabby chic i prowansalskim.



Francuskie kielichy La Rochere:
Kieliszki La Rochere w sklepie Mile Maison, Lyonnais kielichy
Francuskie szkło La Rochere - w sklepie Mile Maison.




Osłonek do kwiatów Ci u nas dostatek :)

Osłonki na kwiaty z kamionki, francuskie osłonki na kwiaty
Osłonki do kwiatów z francuskimi motywami w sklepie Mile Maison





Poduszki ze stylowymi motywami,
które wprowadzą do wnętrz wyjątkowy francuski szyk:


Poduszki z francuskimi motywami, dekoracyjne poduszki francuskie
Poduszki z francuskimi motywami w sklepie Mile Maison






Lampionów, które pięknie rozświetlą wiosenne i letnie wieczory
 u nas moc :)

Lampion Munro, Lampion Nolan, Lampion marynistyczny Lampiony w sklepie Mile Maison
Lampiony w sklepie Mile Maison







 Dodatki i dekoracje do wystroju wnętrz:

Wieszak Clayre & Eef, zegar shabby bird, dzbanek Paris Maison, rustykalna patera
Dodatki i dekoracje w sklepie Mile Maison





Niezwykłe tekstylia kuchenne od Clayre & Eef:

Clayre & Eef Ściereczki kuchenne cottage, chwytaki kuchenne country
Tekstylia Kuchenne w sklepie Mile Maison



Absolutnie jestem również dumna i nos bym mogła do samego nieba zadzierać, że w naszym sklepie znajdziecie również cudne przedmioty, które z pasją wykonuje Ewa z SeeHome. Od pierwszej chwili, gdy dostaliśmy w prezencie od Ewy cudny mały, drewniany biały domek z serduszkiem, o którym Wam pisałam tutaj, marzyłam, aby i u nas znalazły się równie piękne przedmioty, które są robione z pasją tak wielką, że nawet najmniejszy drobiazg nią emanuje i nadaje wnętrzom wyjątkowy charakter. I marzenie się spełniło: drewniane domki, urocze serduszka, drewniane koniki - znajdziecie tutaj.

Drewniany Domek i drewniane serduszka od SeeHome w sklepie Mile Maison


I taki to dzisiaj nasz dzień. Wiele radości, mnóstwo emocji, mnóstwo energii :)

I jeśli znajdziecie czas, będziecie mieli wolną chwilę, zaparzcie kawę lub herbatę i zajrzyjcie do nas tutaj - będzie nam ogromnie miło Was gościć. Jeśli będziecie mieć jakieś uwagi, chętnie ich wysłuchamy. Nie bójcie się również krytyki - każdą przyjmiemy z pokorą.


Zatem sklep został oficjalnie i uroczyście otwarty :)







A że dzisiaj piątek, zatem Pięknego Weekendu Wam życzymy :)
Jutro losujemy zwycięzcę naszego Candy, a wyniki ogłosimy w poniedziałek :)
Serdeczne uściski :)
Magda