poniedziałek, 31 marca 2014

Zagadka wnętrzarskich prezentów oraz antyczny czajniczek, młodziutkie szafirki i futro w wieku średnim złapane w kadr.

Baterie po weekendzie doładowane i pomimo, że dzisiaj jeszcze nie do końca obudzone, to czas im do pracy. Jednak zanim do pracy, to chciałam Wam pokazać kilka kadrów naszych szafirków, mojej wiosennej zdobyczy, którą przyniosłam z relaksacyjnego wypadu po bratki, który zapowiadałam tutaj. Zdjęcia robiłam komórką, zwaną też smartfonem. Aparatu na razie porządnego nie mam i ten zakup na jakiś czas musi zostać odłożony. Pozostaje zatem ów smartfon. Nie do końca odkryłam jeszcze jego możliwości, z braku czasu po prostu, ale powoli go rozgryzam. 

W ten weekend robiłam zdjęcia podwójne: raz dane ujęcie normalnie, raz z filtrem. Dlatego też są różne. Zdjęcia wrzucam prosto z aparatu, bez żadnej obróbki, na surowo po prostu, aby odbiór był zgodny z faktycznym. 


Szafirki upolowane w czwartek, co dziwne koloru białego, a nie szafirowego (zatem się pytam dlaczego szafirki??). Czajniczek dostaliśmy od Rodziców Sebastiana na 3 rocznicę ślubu. Futro przyczepiło się 9 lat temu i w dalszym ciągu pozostaje nieustająco na naszym utrzymaniu, nie wykazując chęci do aktywnego zarobkowania, raczej do leżakowania, co widać na załączonych zdjęciach :)

Białe szafirki w metalowym dzbankuszku vintage

Dekoracje vintage

Dekoracje na tacy vintage,

Szafirki w starym metalowym dzbanuszku

Dekoracje stołu, dzbanuszek antyk jako osłonka na kwiaty

Kot Tygrysia

Szafirki w antycznym dzbanuszku, antyczny dzbanuszek jako osłonka na kwiaty, świece w szklanym naczyniu




Czas na zagadkę :) na rozruszanie komórek, które w poniedziałkowe przedpołudnie, nie zawsze są jeszcze do końca obudzone :)

Jest to zagadka 2 w 1, bo dwa prezenty na jedną okazję: jakie podarowaliśmy sobie prezenty, całkowicie wnętrzarskie, które były całkowicie nieuzgodnione, a które mają jednak, jeden wspólny element.

Oto podpowiedzi:
1. Na rocznicowy prezent od Sebastiana dostałam coś, co nie jest przedmiotem, ale z pewnego przedmiotu, czyni fantastyczną rzecz, niosącą ze sobą, mnóstwo możliwości dekoracyjnych i do czego będę potrzebować tego, co na poniższym zdjęciu:

Kolorowa kreda do tablicy


2. Ja natomiast dałam Sebastianowi coś, co jest połączeniem:
a) techniki wykonania jednego z elementów tego prezentu, za pomocą materiału, który był wykorzystany na prezent dla mnie od Sebastiana (różnica jedynie w przeznaczeniu tegoż materiału),
b) symboliki cyfry, które pojawiły się w ostatnim poście,

Rozwiązanie nie jest trudne, ponieważ spontanicznie wygadałam się w jednej z odpowiedzi na Wasze komentarze w ostatnim poście: A true love story never ends. Ale może zgadniecie, jaki prezent podarowałam ja Sebastianowi? I nie tylko sam przedmiot, ale również dokładniejszy jego opis? 

Spróbujecie? :)

Rozwiązanie zagadki wkrótce na blogu, w postaci materiału prezentującego. Potrzebuję trochę czasu, na dokończenie procesu realizacji prezentu od Sebastiana.


Jest poniedziałek. Jest słońce :)
I całego słonecznego tygodnia Wam życzę :)
Pozdrawiam,
Magda





piątek, 28 marca 2014

A true love story never ends. Krótki wycinek z dnia wyjątkowego. Magdalena i Sebastian, Sebastian i Magdalena.


Obiecuję obiema rękami i dwoma przyciskami myszki, że kolejne posty będą o wnętrzach, ale dzisiaj znów nie umiem sobie odmówić tego, by nie opowiedzieć Wam o czymś ważnym. Rzecz o miłości będzie i o dniu szczególnym. I trochę zdjęć też będzie :)


Cały tydzień zastanawiam się nad tym, że owszem prawdziwa miłość nigdy się nie kończy, ale skąd wiadomo, kiedy się zaczyna? Czy wystarczy mgnienie oka, czy potrzebne jest dłuższe spojrzenie? Czy tylko jeden wers i już wiemy, czy cały wiersz...? Czy wystarczy rzut oka na okładkę powieści, czy trzeba dobrnąć do spisu treści? Sebastian twierdzi, że Jemu wystarczyło jedno spojrzenie i wiedział To natychmiast, jak tylko mnie zobaczył... pierwszego dnia w trzeciej klasie. Szkoły podstawowej :)
 
Tak naprawdę, mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, że znamy się od czasów naszych pierwszych czterokołowców. Nasi Rodzice mieszkali obok siebie (Sebastian z jednej strony szkoły, ja z drugiej), większy plac zabaw w tamtych czasach był jeden, skwerek spacerowy, na którym stawiałam zresztą pierwsze kroki, też jeden, to nie ma szans, byśmy nie puścili do siebie oka, siedząc wygodnie w wózeczkach.

I czy to naprawdę może tak być? Czy to możliwe, że gdzieś tam w górze zostaliśmy sobie zapisani i musieliśmy być razem, czy po prostu tak pięknie zamachałam kilkunastomiesięcznymi rzęsami, że Sebastian przepadł już wtedy? Czy może być od razu wszystko wiadomo, czy też prawdziwa miłość jest, jak ten płaszcz Wisławy Szymborskiej w biegu dopinany? Pytania, pytania, na które od wieków próbują i filozofowie i zwykli ludzie znaleźć odpowiedzi. Nie ma to chyba jednak większego znaczenia, bo ważne co dalej, co się zrobi z tą miłością.

My już wyjścia nie mamy. Zostaliśmy bowiem nie tylko zaobrączkowani, ale także zakłódkowani i przypięci do Mostu Miłości w naszym Wrocławiu. Na drugą rocznicę ślubu podarowałam Sebastianowi kłódkę, abyśmy ją razem zapięli do słynnego mostu, a kluczyk wyrzucili do Odry. Podobno gwarancja gwarantowana :)


Kłódka zakochanych na Moście zakochanych we Wrocławiu



29 marca 2010 roku umówiliśmy się na randkę na Moście Miłości. Jakież było moje zdziwienie, gdy Sebastian wyciągnął w prezencie klucze do naszego pierwszego, wspólnego mieszkania w pięknym, żółtym etui, a ja, w tym samym czasie, też wyciągnęłam kluczyk, ale mniejszy i jeden, a potem kłódkę. Zapięliśmy, kluczyk wyrzuciliśmy. I już nie ma wyjścia. Musimy być szczęśliwi i już :)

MOst miłości we Wrocławiu
Most Miłości we Wrocławiu



W tym roku też mam dla niego fajny i symboliczny prezent :) Ale na razie cicho sza :) A tymczasem cofnijmy się do..... popołudniowych chwil 29 marca 2008 roku.


Godzina 16.50 - mijamy na schodach szczęśliwą już parę, na którą sypie się teraz deszcz ryżu i miedzianych monet. Mój Świadek czy Świadkowa (nigdy nie wiem, jaka jest prawidłowa forma) podchwytuje moje spojrzenie i zaraz pyta: chcesz ryż? Mów szybko, jeszcze uda się zorganizować. O rany (!?): czy we mnie się czyta jak w otwartej księdze? Oczywiście trafia - chcę! chcę! Wcześniej nie chciałam bo zamieszanie, bo po co, bo znając moje szczęście, to mi do oka wpadnie... Ale jak widzę tę radość mijanej Pary Młodej, gdy są zasypywani białym i miedzianym deszczem, taka mnie zazdrość chwyta, że żałuję wcześniejszej decyzji. Ale Świadkową mam na medal. Gdzieś dzwoni, załatwia - znam ją i ja, i wiem, że się uda, jestem spokojna.


Godzina 17.20. Za 10 minut zaczynamy. Strasznie dłuży się ten czas, jesteśmy tu raptem 40 minut, a mam wrażenie, że już od rana. Patrzę na Sebastiana i on chyba czuje to samo. Uśmiechamy się do siebie, uśmiechamy się do czekających Gości, do Rodziny, do Przyjaciół, którzy w Tym Dniu są z nami.  Obserwuję Świadka Sebastiana: niespożyta energia i pomysłowość i tym razem powodują, że jest wesoło i że wszyscy się uśmiechają i rozluźniają, pomimo pewnego napięcia, które zwykle wiąże się z oczekiwaniem na Coś Ważnego i Doniosłego. 


Dłonie pary młodej na slubie, bukiet ślubny z tulipanów

Pogoda piękna, słońce rozświetla cały hol, promyki odbijają się od kolorowych bukietów, kolorowych uśmiechów i błyszczących oczu. Jesteśmy tu razem w otoczeniu najbliższych i za kilka minut powiemy te ważne słowa......
 
No i masz.... nagle przypominam sobie, że to My będziemy mówić, a Wszyscy będą się patrzeć tylko na nas.... nogi zaczynają drżeć. A w głowie gonitwa myśli co będzie, gdy się zacznę jąkać? Nie ważne, że nigdy się nie jąkałam, wiadomo, co i kiedy może nagle dopaść człowieka? A jeśli zabraknie mi głosu? A co będzie gdy zacznę płakać, albo nie daj .... śmiać się. Widziałam przecież takie filmiki na youtube, na których śmiech nie pozwala wypowiedzieć słów przysięgi. O rany... to już chyba wolę płakać. W razie czego oczywiście, bo żadna z wymienionych opcji mi nie odpowiada.



Trzecia klasa szkoły podstawowej, akcja toczy się przed budynkiem szkoły:

Do stojącej przed szkołą Babci, podbiega mały chłopiec i krzyczy: "Proszę Pani! Proszę Pani! Ja się kiedyś z Magdą ożenię" .... "Chłopczyku, a jak Ty masz na imię?"  .... "Sebastian". Jak powiedział, tak zrobił.


Godzina. 17.30 wchodzimy, za nami najbliżsi. Sala zalana słońcem, dookoła nas uśmiechy i kolory. Jest pięknie. Całe szczęście, że ktoś kiedyś wymyślił aparat, kamerę i inne cuda techniki. Dzięki temu mogłam sobie przypomnieć, co tam w ogóle się działo. Pamiętam bowiem tylko słowa swoje, słowa Sebastiana, to, że bardzo mocno trzymaliśmy się za ręce i podpisywanie dokumentu. Oczywiście, z emocji zapomniałam, jakim nazwiskiem mam się podpisać i musiałam podpytywać. Cała ja.


Para mloda na ślubie splecione dłonie


Wkładanie obrączek przez Parę Młodą na ślubie


Wychodzimy... przyjmujemy gratulacje i życzenia. Kocham swojego Męża. Kocham swoją Rodzinę. Kocham cały świat. Schodzimy na dół, a tam biały i miedziany deszcz prosto na nas. Zdążyłam już o tym zapomnieć, więc mam piękną niespodziankę. Jest kupa śmiechu i radości. Ścigamy się, kto zbierze więcej monet. Ja niestety przez paznokcie, które ten jeden, jedyny raz zrobiłam sobie inne (czytaj: tipsy - nigdy więcej), nie nadążam. Pomaga mi Chrześniak Męża (już Męża!) dzięki czemu, nie jest źle, ale Sebastian zdecydowanie wygrywa. Rodzice Sebastiana się cieszą, bo to niby taka wróżba: kto uzbiera więcej monet, ten trzyma kasę w domu :) Oj nie znają chyba jeszcze swojej synowej, nie znają, bo najwyraźniej nie wiedzą, że przy niej trzymać tej kasy, za bardzo się nie da. Niestety idealnie pasowałoby tu Heraklitowe Panta Rhei... zwłaszcza w księgarniach.


Zbieranie monet przez Parę młodą



Monety na dłoni




Jedziemy... Jedziemy do naszej Karczmy Rzym. Musimy zrobić kółko wokół Rynku, aby wszyscy Goście zdążyli dotrzeć i aby Rodzice zdążyli się przygotować do tradycyjnego powitania chlebem i solą. Robimy zatem kółko i powoli zmierzamy na peryferie Wrocławia. Zawsze lubiliśmy tę restaurację, za klimat, za miejsce, za kuchnię. Wybór więc był oczywisty. Po drodze odbieramy telefon od fotografa, że zapomniał dodatkowych kart pamięci, więc musi podjechać do domu. Można by się zdenerwować, bo takie chwile zdarzają się tylko raz, ale co tam. Szkoda nerwów. Jedziemy. 

Przywitanie jest wzruszające i jednocześnie zabawne. Wzruszające dlatego, że wzruszenie Rodziców powoduje, że łza się kręci i w naszych oczach. Spada na nas deszcz płatków róż. Jestem w niebie.....

Sypanie płatków róż na weselu

A dlaczego zabawne? Ano dlatego, że niestety ja, ważąca 10 kilo więcej niż teraz, jestem nie lada wyzwaniem, przy tradycyjnym przenoszeniu przez próg. Dopiero na zdjęciach zobaczyłam te przestraszone twarze Gości, pełne napięcia i oczekiwania: uda się czy się nie uda. A na filmie usłyszałam nawet głos ulgi "udało mu się". :))))  A klaskali wszyscy :)

Przenoszenie przez próg




Jesteśmy w środku, pierwszy toast i 100 lat, 100 lat! Goście śpiewają, śpiewam i ja :) Obowiązkowy pocałunek. Jest wzruszająco i pięknie. Wszystko idealnie, wszystko doskonale. Z tego dnia nie zmieniłabym nic ani o milimetr, ani o jeden piksel, ani o gram przyprawy, ani o półnutę piosenek, przy których tańczyliśmy.
  
Kadry z wesela




A w naszym życiu dodałabym nam tylko więcej czasu na celebrację wspólnych chwil. Bo pomimo, że znamy się tyle lat, wspólne życie zaczęliśmy dość późno. Po podstawówce nasze drogi się nieco rozeszły, by ostatecznie znów się skrzyżować, (dosłownie) na pewnym skrzyżowaniu w 2004 roku. Właściwie to na rondzie. Dlatego bym więcej czasu dla nas chciała, więcej lat. Tak jakoś mi się bowiem wydaje, że ten czas tak pędzi, umyka.... Ale być może dlatego cenię każdy dzień, każdą chwilę. I czas spędzony razem z Mężem jest dla mnie zawsze czasem najwspanialszym. Szkoda chwili, szkoda każdej minuty na bycie nie-razem. Dlatego zresztą dążymy do tego, by również i pracować razem, by realizować nasze pasje, łącząc je z życiem zawodowym. Pracujemy nad tym :)



Cyfra 6


Pozwolę sobie zakończyć wierszem, który jest jednym z moich ulubionych i w którym zaczytywałam się w czasach liceum, leżąc z przyjaciółką na trawie w Parku Południowym. Czytałyśmy na głos, rozmawiałyśmy o naszych pragnieniach, tęsknotach... pamiętam, ile razy czytałyśmy właśnie ten wiersz. I nie przypuszczałam nawet, jak bardzo okaże się on dla mnie prawdziwy. Chociaż, jak twierdzi mój Sebastian, powinnam była nie tylko przypuszczać, ale nawet i wiedzieć. Bo on wiedział. Zawsze.



Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli sie od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają-
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś "przepraszam" w ścisku?
głos "pomyłka" w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Wisława Szymborska "Miłość od pierwszego wejrzenia" 



A nam życzę Czasu, abyśmy mogli się cieszyć sobą jak najdłużej :)

Dłonie starych ludzi, miłość starych ludzi



I na szczęście wklejam nam 13, którą na przekór i wbrew, uważam za liczbę szczęśliwą :)




Pamiętacie o Candy? Nagrodą są cudne domki od SeeHome :) A Dołączyć można tutaj

Candy na blogu, drewniane domki z napisem home, domki od seehome


Ten weekend zapowiada się dla mnie bardzo szczęśliwie. Obchody przewidziane są na dwa dni :)
A Wam z całego serducha, życzę równie pięknych tych dwóch dni i posyłam ogromną dawkę tej mojej radości :)

Pozdrawiam serdecznie :)
Magda




źródła zdjęć: prywatne archiwum,  
pinterest. (kolaż cyfry 6, zdjęcie cyfry 13 oraz przedostatnie zdjęcie) i 
pruszkowmowi, youtube, trojmiasto.pl, antidotum.org (kolaż zdjęć Wrocławia)

czwartek, 27 marca 2014

Jadę na wzruszeniu. Byle w dobrym kierunku :) o wnętrzu w stuprocentach wnętrzarskim.

Ten tydzień mam taki, że nieustannie "jadę na wzruszeniu". Tak mówi Sebastian, gdy miewam tak wrażliwe dni, że nawet na reklamach, gdzieś mi się po oku łza zaplącze :) Nie wiem, czy przyczyną jest nasza rocznica, czy zdrowie Babci, która na szczęście we wtorek wyszła ze szpitala, czy to jakieś przesilenie wiosenne....

Mam sporo pracy, muszę nadrobić poprzedni tydzień. Ale nie o pracy chciałam dzisiaj... w ogóle krótko chcę dzisiaj... Ale zauważyłam, że odkąd zaczęłam pisać blog i odkąd zauważyłam, że nas odwiedzacie coraz liczniej (za dziękuję, dziękuję, dziękuję :))))) ), mam coraz częściej chwile, gdy różnymi sprawami chcę się z Wami podzielić. Nie zawsze się dzielę, bo sobie myślę, że to przecież blog wnętrzarski, że jeśli ktoś tu zagląda to raczej po inspiracje wnętrzarskie, a nie po życiowe filozofowanie :)

Ale co tam! Właściwie to ja nawet dzisiaj o inspiracjach wnętrzarskich - teraz do mnie dotarło. I to jak wnętrzarskich... Bo dusza to też wnętrze i po stokroć ważniejsze niż wnętrza, które nas zewnętrznie otaczają. Właściwie, to nie ma bardziej 100% wnętrza niż wnętrza nasze :) cała reszta to zewnętrze, którego odbiór zależy od tego, jak urządzone mamy u siebie w środku. Zatem myślę sobie, że czasem mogę nieco o wnętrzach inaczej....

A co mnie zainspirowało do tego wpisu... przed chwilą wzięłam udział w Candy u Marceliny i Eweliny, które poprosiły, aby w komentarzu wpisać najważniejszy, najbardziej inspirujący cytat. I gdy tak siedziałam przeszukując głowę, w poszukiwaniu złotych myśli, które gdzieś tam fruwają, wzrok padł na zwykłą kartkę na naszej białej ścianie, na której mam wydrukowane bardzo proste słowa, które bez zbędnej wzniosłości, bardzo do mnie swego czasu przemówiły. 

W prostych, żołnierskich słowach Anthony de Mello, przemówił do mnie w odpowiednim chyba momencie i pomógł podjąć ważną decyzję. Rozpoczęłam tworzenie bloga, podjęłam działania, by pracę połączyć z pasją... aby po prostu iść w tym kierunku, z którym memu sercu i radości życia jest razem po drodze.

Nie będę sadzić banałów, bo wiem, że nie zawsze tak jest, że w każdej chwili można zmienić swoje życie, rzucić pracę i tak dalej i tak dalej....  bo różne są chwile i sytuacje w życiu i czasem chociażby się chciało, to w danej chwili nie można. Ja mogłam dzięki temu, że mam Męża wspaniałego, który mnie wspiera i codziennie motywuje  i Rodziców wspaniałych, w których również mamy oparcie i zrozumienie.

I teraz pomimo, że pracy ogrom, O.G.R.O.M. po prostu, to codziennie budzę się z uśmiechem, nawet gdy trzeba wstać tak wcześnie, że to ja budzę słonko, a nie ono mnie. Nikt mi nie każe, sama wstaję, bo wiem, że każdy dzień pracy, przybliża mnie do realizacji celu. I wiem, że warto było, bo mam satysfakcję, już teraz, nawet, gdy to jeszcze nie funkcjonuje.

Właściwie to nie chciałam dużo pisać, bo praca gna, chciałam zatem krótko, ale jak piszę, to mam wrażenie, że do Was mówię, a że ja gaduła jestem, to się rozpisałam :)

Do brzegu: podzielić się z Wami tą myślą po prostu chciałam, bo może komuś, kiedyś te słowa coś podpowiedzą, może bodźca dodadzą.  Proste słowa, prostą czcionką zatem napisane, na zwykłej kartce i zwykłą taśmą izolacyjną do zwykłej, białej ściany przyklejone. I dlatego zdjęcie też zwykłe bez aranżacji, "cyknięte" komórką.





Pomimo, że tydzień pracowity, to jednocześnie pełen wewnętrznego luzu i sentymentalnych wzruszeń. Oby od poniedziałku przeszło, bo kwiecień będzie wyjątkowo pracowitym miesiącem.

Ale nie ważne ile będzie ode mnie pracy i wysiłku wymagał, to będę miała satysfakcję i radość. Warto zatem było któregoś razu siąść i zastanowić się, dokąd ja chcę, dokąd my chcemy zmierzać. Właściwie nawet nie siąść, tylko na spacer po polach pójść, umysły przewietrzyć. Bo naprawdę szkoda życia, na nicnierobienie. Warto działać. Sebastian mi powtarza, w chwilach zwątpienia moich, niepewnościach, że jeżeli nic nie zrobię, to mam pewność, że na 100% się nie uda. Zawsze to jakaś pewność jest ;) A jeśli spróbuję to mam aż 50 % szans, że się powiedzie. Więc ja wolę tę niepewność od smutnej pewności. I działać warto zawsze. Nie warto tylko na t.... na krześle siedzieć i nic nie robić. 

I nawet gdy moment nie pozwala, gdy różne sytuacje życiowe nie pozwalają na gwałtowne zmiany, to warto o tym myśleć, projektować w głowie, kreślić cel, i jak się sytuacja zmieni to do przodu! A zresztą, tak sobie myślę, że jeżeli tak w głowie (chociaż tylko tam) sobie układamy, marzymy i projektujemy, to trudną sytuację łatwiej można zmienić.

No to się nafilozofowałam..... patrzę, że już 9 dochodzi, punkty na kartce do odhaczenia czekają, zatem trzeba mi do pracy. Ale jak sobie zrobię przerwę, to gnam po bratki do pobliskiej szklarni. Wczoraj posprzątałam balkon (w ramach relaksu), słonko świeci, to i wiosnę na balkon trzeba zaprosić.

A na koniec szczypta inspiracji, którymi możemy udekorować sobie ściany, aby motywować się, motywować się i poprawiać sobie nastrój i przy okazji pięknie mieć. Mi najbardziej podobają się takie inspirujące cytaty na zwykłych drewnianych dechach, lub na metalowych tabliczkach.








A całkiem na koniec jeszcze jeden cytat, który również był swego czasu początkiem moich zmian, i też prosty, jakoś takie do mnie nabardziej trafiają :)

“Wczoraj byłem bystry i chciałem zmienić świat. Dziś jestem mądry, więc zmieniam siebie"
                                                                                                                          Rumi


Pamiętacie o Candy? 
Zabawa trwa tutaj




Posyłam Wam mnóstwo energii i słońca :))))
Pięknego dnia i wewnętrznie i zewnętrznie :)

Pozdrawiam,
Magda

poniedziałek, 24 marca 2014

Candy :) Candy :)


Kochasz ty dom, rodzinny dom,
Co w letnią noc, skroś srebrnej mgły,
Szumem swych lip wtórzy twym snom,
A ciszą swą koi twe łzy? 

(...)

                                                                  Maria Konopnicka "Pieśń o domu"  - pierwsza zwrotka


W najbliższą sobotę ważny dla nas dzień - nasza 6 rocznica ślubu i chcielibyśmy ten czas uczcić również razem z Wami. Tym bardziej, że zaglądacie do nas coraz częściej i liczniej, za co Wam serdecznie dziękujemy :)

Wybierając dla Was nagrodę, kierowaliśmy się tym, aby było to Coś, co jest stworzone z pasją i miłością, Coś, co jest proste, a jednocześnie wyjątkowe. Co kojarzy się z miłością, ale nie w sposób dosłowny. 

Gdy trafiliśmy do Ewy z SeeHome, wybór był oczywisty: zestaw drewnianych domków, które tworzą napis HOME. Bo dla nas Dom to właśnie miłość, przystań, nasze miejsce na ziemi. Dom to również jedno z naszych życiowych marzeń... gdzieś w głuszy, otoczony zielenią, kwiatami.... mały... kamienny lub drewniany domek, do którego prowadziłby szpaler topoli.... lip.... marzenie... :)



Candy na wnętrzarskim blogu Mile Maison


Candy na blogu MileMaison

Candy na blogu MileMaison

Candy na blogu MileMaison


Będziemy zaszczyceni, jeśli będziecie chcieli bawić się razem z nami :)

A oto zasady:

1. Zabawa trwa od 24.03.2014 do 07.04.2014 r. do godziny 13.13- 13 to nasza szczęśliwa cyfra :)
2. Sponsorem nagrody jesteśmy My: Magdalena i Sebastian Dudzic.
3. Nagrodą są 4 domki wykonane z drewna sosnowego o wymiarach:
 5 x 6,5 cm
5,5 x 10 cm
6 x 12,5 cm
9 x 8,5 cm

3. Aby wziąć udział, wystarczy się zgłosić w komentarzu i umieścić na swoim blogu baner (pierwsze zdjęcie) z linkiem do tego posta - brak bloga nie jest żadną przeszkodą w udziale w zabawie :) Zapraszamy wszystkich :)

4. Będzie nam również bardzo miło, jeśli zaobserwujecie nasz blog i dołączycie do nas na Facebooku.  Ale nie jest to warunek konieczny.

 5. Zwycięzcę wylosujemy losowo 7 kwietnia 2014 r. 

Zapraszamy wszystkich :) Anonimowe osoby prosimy o podanie adresu e-mail.

To jak? Startujemy? Startujemy :)

Serdecznie pozdrawiamy i życzymy Wam pięknego tygodnia :)
Magda i Sebastian

niedziela, 23 marca 2014

Stylowe dekoracje do naszej sypialni. Poszukiwania.

Gdy się kilka dni leży w sypialni i patrzy w te same miejsca, różne pomysły przychodzą do głowy. Zmiany w sypialni są konieczne i nieodwołalne. Ale delikatne, bez inwazji. Za tydzień giełda staroci, na której będziemy szukać starych drzwi i starego krzesła. Z drzwi zrobimy zagłówek, coś na kształt inspiracji z wczorajszego postu Jak wykorzystać stare drzwi do dekoracji wnętrz.

Na pewno wymienię również gałki w szafkach nocnych i w dużej szafie: razem 5 gałek. Gałki do szafek nocnych kupiłam z łosiem, ale teraz zastanawiam się, czy lepszym wyborem nie byłyby takie same, jak nasze żółte, ale w kolorze turkusowym. Jeśli chcecie sobie przypomnieć, jak wyglądały, zerknijcie tutaj.

Czyli: wymiana gałek, upolowanie starych drzwi na zagłówek, starego krzesła, które będzie pełnić funkcję kamerdynera. Nie wiem dlaczego, ale zawsze zapominam, jak taki pomocniczy mebel się nazywa i mówię zamiast kamerdynera - menedżer. Ale też pasuje :)

Te zmiany to za mało, więc pomyślałam też, że rozejrzę się za jakimiś stylowymi dodatkami, żeby odmienić wygląd szafki nocnej po stronie Sebastiana. Szafkę po mojej stronie pokazywałam Wam w poście Recykling i pamiątki.

Z racji unieruchomienia przeszukuję oczywiście Westwing, na którym znalazłam naprawdę śliczne dekoracje, które w naszej białej sypialni mogłyby wyglądać przepięknie, dodając jej jednocześnie niebanalnego charakteru. Teraz jest po prostu biało: białe ściany, biała szafa, białe szafki, biała podłoga. No - dzbanuszek jest w niebieskie kwiatki i dość mocnym kontrastem jest nasz Morfi.

Szukałam czegoś niebanalnego, stylowego, czegoś w stylu ramki z kolażem zdjęć Babci i Dziadka, co jednocześnie będzie pasowało do zwykłych słoików, które też u nas stoją. Chodzi oczywiście o to, by było eklektycznie. Zobaczcie, co wpadło mi w oko w kampanii Bohovarian.



Serduszko mogłabym zawiesić na szafie (na gałce). Do ramki mogłabym włożyć nasze ślubne zdjęcie. Za tydzień mamy rocznicę, więc myślę, że to dobry moment na taki dodatek. Pojemnik z zającem mogłabym postawić na niższej półeczce szafki. Zauroczyły mnie również te świeczniki "Priet" - ich orientalny charakter mógłby ciekawie kontrastować ze starymi drzwiami.


Stylowe dekoracje, orientalny świecznik, metalowe pudełko w kształcie serca, ramka vintage





Bardzo mnie urzekł również ten świecznik i fajnie się składa, że w zestawie są dwa, zatem mogłyby udekorować dwie szafki :)

Stylowy świecznik
Świecznik z kampanii Bohovarian






A na niskim, drewnianym taborecie widziałabym ten koszyk, do którego mogłabym włożyć jakieś kolorowe bibeloty (włóczki?), żeby dodać sypialni kolorowej energii:

Druciany koszyk
Koszyk Renus



Idę szukać dalej, może jeszcze coś mi wpadnie w oko ;)

Wam życzę udanej niedzieli i bardzo serdecznie Was zapraszam do nas jutro: na candy, 
w którym nagrodą będzie dekoracja, stworzona z pasji i z miłości do rzeczy pięknych.

Pozdrawiam serdecznie :)
Magda


źródło zdjęć: Westwing

sobota, 22 marca 2014

Jak wykorzystać stare drzwi? Stare Drewniane Drzwi jako dekoracja wnętrz. Design Wnętrz w krainie vintage i nowy model spędzania wolnego czasu.

Model spędzania wolnego czasu (niczym z filmu "Pieniądze to nie wszystko") mam zupełnie inny od aktualnie uprawianego modelu nicnierobienia. Być może dlatego, że od jakiegoś czasu, tego wolnego czasu ci u mnie absolutnie nie-dostatek, ale jak na lekarstwo, więc jak już te wspaniałe chwile się zdarzą i gdy jeszcze są dłuższe od mrugnięcia okiem, to spędzamy je razem z Mężem na wycieczkach. Czyli aktywnie. Ze wskazaniem na ukochany Karpacz i ze ściślejszym wskazaniem na ukochaną Wilczą Porębę. 

A w przypadku, gdy wolny czas przypadkowo się nadarza, a Męża pod ręką nie ma, to na prowadzenie wysuwa się książka. Zawsze i wszędzie.


Ten model uprawiam z powodzeniem od wielu, wielu lat, przyczyniając się swego czasu do całkiem sporej dziury budżetowej. Ale cóż poradzić na to, że zapach książki, takiej prosto z drukarni, to dla mnie najpiękniejsze perfumy świata? I chociaż w bibliotekach byłam częstym gościem, to był czas, że nie mogłam się oprzeć kupnie chociaż jednej nowej książki, przy prawie każdym pobycie w mieście na zakupach. Nie wiem czy uzależnienie od kupowania książek jest wpisane na światową listę chorób, wiem natomiast, że niespodziewanie silne się ono okazało. Obiecywałam sobie poprawę, ale bez skutku niestety. A ponieważ Mąż mnie zna doskonale, i wiedział, że ja z zakupów bez książki wrócić nie umiałabym, to miałam taki patent: jedna książka oficjalnie na wierzchu w torebce, a kolejna/kolejne, spokojnie leżakowały sobie na samym dnie torby, zawinięte w jakąś gazetę. Leżakowały dopóty, dopóki Mąż nie zniknął na horyzoncie - wtedy szybko wędrowały na regał, okładką do wewnątrz. Taki przemyt :)

Mogę o tym śmiało pisać, bo i tak się wydało. Zresztą Sebastian i tak zawsze wiedział, że książka, którą właśnie czytam, jest nowa i nie, żeby poznawał po okładce czy też tytule. Poznawał po tym, że co jakiś czas podnosiłam książkę, zamykałam oczy i wąchałam, przewracając jednocześnie kartkami ;) I tak oto, całkowicie nieświadomie,  dokonywałam tak zwanej akcji samopodkablowania. A tłumaczenia, że to kiedyś tam kupiona, leżała i czekała po prostu, na nic się nie zdawały: zapachu świeżej książki nie można ukryć :) I im bardziej Sebastian patrzył na to moje uzależnienie pobłażliwym i życzliwym okiem, tym większe miałam wyrzuty sumienia. Niestety nie przekładały się one na samodyscyplinę  i wstrzemięźliwość w księgarniach.

Przyszedł jednak czas opamiętania, który dziwnym trafem nałożył się na czas urządzania mieszkania i zakupoholizm książkowy ustąpił zakupoholizmowi dekoracji i przedmiotów wnętrzarskich. Ale przyroda próżni nie lubi i Mąż musiał to zrozumieć. Do dzisiaj jednak najwspanialszym prezentem dla mnie jest trzyczęściowy zestaw: piżama, książka i skarpety :) bo czytać lubię w łóżku, przed zaśnięciem i wtedy oprócz Męża, Futer i książki, nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. I leżymy tak w piątkę: Mąż, Tygrysia, Morfi, ja i książka. Jak myślicie, kto zajmuje najwięcej miejsca? W moim dolnym narożniku śpi Tygrysia, 10 kilo czarnego Futra śpi po drugiej mojej stronie, ale przy głowie. Mogłyby chociaż w jednej linii spać, jakoś człowiek by się wtedy ścisnął, ale na prosto chociaż, a nie w eskę.  Ale to i tak jest całkiem wygodna wersja. Bo jak jedno wejdzie pod kolana pod kołdrę, a drugie na brzuch na kołdrę, to już ruszyć się naprawdę nie ma jak. A przy każdej próbie pacyfikacji, do uszu dochodzą złowróżbne pomruki ;) W takich wypadkach książka jest oparta o futrzany bok i jakoś leci :) Ale obiecaliśmy sobie, że następne łóżko będzie miało co najmniej 200 :) Teraz jest 160, więc byłoby dodatkowo po 20 cm na jedno Futro - to całkiem sporo. 


Niestety muszę przyznać, że od jakiegoś czasu książki czytane dla czystej przyjemności, musiały dostać przymusowy urlop. I okazuje się również, że odkąd zaczęłam pisać blog, odkąd poznałam fantastyczną blogosferę wnętrzarską, mój model spędzania wolnego czasu uległ (r)ewolucji. Gdy tylko mam bowiem wolną chwilę, zaglądam na ulubione blogi, szukając nowych wpisów, nowych inspiracji. Czas przy tym leci tak, że nawet się tego nie zauważa. Teraz każdy ranek zaczynam od lektury ulubionych blogów. Też tak macie?

Zatem pomyślałam sobie, że dzisiaj przeczytam wreszcie "Inferno".  Książkę dostałam od Sebastiana na dzień kobiet i od tego dnia leży sobie ona spokojnie, przez nikogo niestety nie niepokojona, na stoliku nocnym. I czeka. I jeszcze poczeka niestety, czy też stety, bo dobra wiadomość ze szpitala :), paradoksalnie spowodowała, że nie mogę się skupić na niczym konkretnym, a już na pewno nie na czytaniu książki, która tego skupienia potrzebuje.

Zatem dzisiaj serce mi rośnie nie tylko dlatego, że pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, za oknem słońce i radość. Bo to moje serce też tańczy i śpiewa, dzięki temu, że Babcia czuje się lepiej. Ciało niestety pozostaje w całkowitej opozycji. Na szczęście z rękami dało się ponegocjować, w wyniku czego i myszką i klawiaturą mogę w miarę swobodnie operować. Uzyskałam również dostęp do słoika nutelli, z którego to dostępu skrupulatnie i systematycznie dzisiaj korzystam. Dobrze, że wiosna. Rękami Męża odkurzę rower i nutella pójdzie w zapomnienie. Tymczasem wyrzutów mieć nie zamierzam. Radość to radość. Nienawidzić się będę potem, jak dojdę do dna. Słoika oczywiście.

Czyli na szybko musiałam opracować nowy model spędzania wolnego czasu. Nie było to takie trudne, jakby mogło się wydawać. Odpisując dzisiaj na Wasze wspaniałe komentarze do wczorajszego postu, za które z głębi tańczącego serca dziękuję, mimowolnie rzuciłam okiem na to cudne zdjęcie turkusowego stołu, zrobionego z drzwi. I przepadłam. Pomysły rozmaitego wykorzystania drzwi, które niekoniecznie odpowiadają ich przeznaczeniu, zaintrygowały mnie na tyle, że model spędzenia wolnego czasu wyklarował się zupełnie sam: kraina vintage, gdzie królują stare drzwi, wciągnęła mnie całkowicie.

A nie bez przyczyny mnie ten temat interesuje. W naszej sypialni do tej pory nie mamy bowiem zagłówka. Koncepcje były różne, ale co jakiś czas wracamy właśnie do pomysłu wykorzystania starych drzwi. Nie wiemy jeszcze tylko, czy zdecydować się na jedno skrzydło powieszone w poziomie, czy też na dwie pary drzwi, postawione po prostu za łóżkiem.

Bardzo podoba mi się też pomysł oparcia takich drzwi o ścianę. Aranżacje we wnętrzach: stare drzwi vintage (jedno skrzydło) oparte o ścianę, przed tym mała konsolka, pod konsolką mały taborecik (a jakże!) urzekają mnie bardzo. Mamy takie jedno miejsce, gdzie taka kompozycja wyglądałaby idealnie.

Zatem spędziłam dzisiaj kilka godzin na poszukiwaniu takich aranżacji i wyszperałam między innymi i takie inspiracje.



Zaczynam od aranżacji, która chwyciła mnie za serce od razu. Kolor, prostota, pomysł - wszystko idealne.





W tej aranzacji każdy detal ma znaczenie. Stare drzwi vintage są doskonałą bazą dla takich dekoracji:

Aranżacja w stylu shabby chic, stare drzwi oparte  ścianę
 Stare drzwi jako dekoracja shabby chic




Poniższe zdjęcia, to mój typ: piękne stare drzwi, po prostu postawione za łóżkiem. Niesamowita dekoracja białej sypialni. Świetnie komponują się z przecieraną komodą vintage i jednocześnie eleganckim sufitem, na którym widać sztukaterię oraz wytwornym żyrandolem. Eklektycznie, jasno, pięknie.

Zagłówek ze starych drzwi w eklektycznej sypialni, prezcierana, zielona komoda

Zagłówek ze starych drzwi w eklektycznej sypialni




Czy nie wygląda to uroczo? Przecierane, stare drzwi, a na nich wesołe, kolorowe talerze.
 Kontrast, który tworzy wyjątkową jakość.

Kolorowe talerze na starych drzwiach vintage. Rustykalna dekoracja wnętrz.





Poniżej cudowne, białe, stare drzwi, które wykorzystano jako przegrodę dzielącą pomieszczenie. Zarówno pomysł, jak i same drzwi świetnie wpisują się w styl aranżacji tego wnętrza:

Stare, białe drzwi w białym wnętrzu, podział pokoju za pomocą starych drzwi.



 Stare drzwi z niebieskimi przecierkami i białymi napisami, po prostu oparte o białą ścianę, obok łóżka. 
Piękna aranżacja..

Stare drzwi przecierane na niebiesko z bialymi napisami, oparte o ścianę, jako dekoracja sypialni.




Również i te drzwi świetnie dobrano do stylu, w jakim zaaranżowano sypialnię. Przecierane, drzwi vintage są wyjątkową dekoracją, znakomicie odnajdującą się chyba w każdym pomieszczeniu:

Drwi vintage jako dekoracja sypialni




Białe wnętrze, biała sofa, stare, pobielone i odrapane drzwi z żeliwnymi elementami na których zawieszono oryginalną tabliczkę. Pięknie. 

Drzwi vitage jako rustykalna dekoracja,





Mamy taką sofę :) 
Ten pomysł bardzo mi się podoba: na dolną część drzwi przyklejono lustro, tworząc oryginalną dekorację. Świetny pomysł do podpatrzenia :)

PObielony, biały stolik kawowy, shabby choc coffee table, stare drzwi jako ścienna dekoracja vintage





Elegancka, biała zastawa, antyczne i wytworne dekoracje i stare, odrapane drzwi, a przed nim stary, metalowy, poobdzierany stolik - uwielbiam takie połączenia:

Stare białe drzwi za metalowym stolikiem dekoracja rustykalna wętrz





Tutaj stare drzwi wykorzystano jako panele ścienne -  pięknie:
Stare drzwi jako dekoracja ściany, vintage doors





 Rustykalnie, shabby chic, wiejsko :) Do starych drzwi dołączono blat z toczonymi nogami, tworząc w ten sposób wyjątkowa konsolę. Do tego detale: metalowe konewki, biała kanka z kwiatami, druciany koszyk, jabłka w pojemniku z rączką. Zwróćcie również uwagę na krzesło - cudowne:

Stare drzwi shabby chic jako dekoracja, metalowe konewki, biała kanka





Tutaj wykorzystano mniejsze drzwiczki, w których połączono drewno i metalową siatkę - idealnie. Ale przyznam się, że to zdjęcie zwróciło moją uwagę, ze względu na fantastyczną, starą wagę:

STara, niebieska waga, dekoracja vintage i shabby chic




Połączenie nowego ze starym i z lampą z Ikei. Mamy taką samą, do tego białą sofę - takie drzwi pasowałyby idealnie. Żyrandol co prawda wisi u nas inny, ale również jest ze szkła.

Wnętrze vintage, rustykalne dekoracje, biała sofa, metalowa lampa stjąca, stare drzwi oparte o ścianę, drewniany stolik




 Kolejna propozycja wykorzystania starych drzwi, jak zagłówka łóżka:

Zagłówek łózka ze starych drzwi vintage






 A tu ciekawy pomysł, wykorzystania starych drzwiczek od szafki jako tacy:

Oryginalna taca ze starych drzwiczek od szafki, drewniany stół,





A co powiecie na taką oryginalną, rodzinną galerię? 

Stare drzwi wykorzystane jako galeria zdjęc na ścianie



 Czy te drzwi nie są piękne?
 
Drzwi vintage oparte o ścianę, inspiracje





A na koniec jeszcze raz zdjęcie cudownego stołu turkusowego, zrobionego po prostu z turkusowych drzwi. Trudno o nim zapomnieć, prawda? :)
 
Turkusowe drzwi jako blat stołu, niebieskie krzesło tolix, metalowe kzresła, nebieski taboret z drewniany siedziskiem, gałęzie w wazonie


Naoglądałam się tyle inspiracji, a w głowie tyle pomysłów, że aż huczy. Najchętniej ogłosiłabym zbiórkę starych drzwi, ale tak sobie myślę, że po tych aranżacjach, jeśli Ktokolwiek ma stare drzwi, już ma pomysł, co z nimi zrobić. Mi zostaje polowanie na Giełdzie Staroci. 

Patrzę właśnie na zegarek i okazuje się, że dzisiaj sobota już. Jak ten czas leci! Post opublikuję rano, zatem życzę Wam pięknej soboty - pogoda ma być wyśmienita. Idealna na spacery, do których Was zachęcam - wprawdzie zima nie była straszna, ale baterie przyda się podładować :)

Pozdrawiam serdecznie :)
Magda


źródło zdjęć: pinterest