sobota, 19 lipca 2014

Po prostu Em. - odcinek 6

Jeżeli jesteście ciekawi, co dalej się działo z Em, zapraszam na nowy odcinek :)


Odcinki wcześniejsze znajdziecie tutaj




 ***



Gdy po skończonym śniadaniu Małgosia poszła do swojego pokoju, Jadwiga znów zaczęła się zastanawiać, czy przyjęcie do siebie wnuczki Kazimierza było dobrym pomysłem. Kontakt z młodymi ludźmi miała jedynie na uczelni i był on dość specyficzny. Role były dokładnie określone, reguły relacji znane wszystkim: ona wykładowca, który ustalał zasady gry, oni studenci, których zadaniem było dostosowanie się do owych reguł, przychodzenie na jej wykłady i ćwiczenia oraz zdawanie kolejnych egzaminów. W tej relacji nic nie było ustalone i nie miała pojęcia, jak postępować z Małgosią. W zasadzie są przecież dla siebie zupełnie obce. Pomimo, że Małgosia okazywała się dla niej ważna, nie wiedziała jeszcze na jakich relacjach jej zależy. Od wielu lat była sama, wykłady prowadziła rzadko. Taki też był jej kontakt z ludźmi: rzadki i okazjonalny.

Była przyzwyczajona do samotności, do swoich małych rytuałów. Sobotnie poranki spędzała zwykle w towarzystwie rudego Saszy, a potem wychodziła na obowiązkowy spacer do pobliskiego parku. Siadała na ławeczce przy widokowym tarasie Landsberga, który łukiem wdzierał się w głąb parkowego stawu i obserwowała weekendowych spacerowiczów. Obserwowanie ludzi było jej ulubionym zajęciem. Przyglądała się rodzinom z małymi dziećmi, umęczonym matkom, które biegały za swoimi pociechami, rozbiegającymi się w coraz to inne strony, roześmianym młodym ludziom, którzy przemierzali parkowe ścieżki na rowerach i zarumienionym dziewczynom, które w towarzystwie młodzieńców karmiły z tarasu kaczki. Wyobrażała sobie przy tym, jak wyglądał ich dzisiejszy poranek, o czym ze sobą rozmawiali przy śniadaniu i czym się na co dzień zajmują.


Jadwiga uwielbiała Park Południowy, a kamienny taras Landsberga był jej ulubionym miejscem. Gdy była dzieckiem, przychodziła tu z rodzicami w każdą niedzielę. Karmiła kaczki i jadła watę cukrową, którą zawsze kupował jej ojciec. Potem mama krzyczała, że znowu niedzielna sukienka jest cała lepka, a tato szeptał na ucho, żeby się tym nie przejmowała i zabierał na spacer dookoła stawu. Kochała swojego ojca bardzo. Podczas tych spacerów opowiadał jej, jak wyglądało życie ludzi wiele lat temu, opowiadał o historii Polski, o przedwojennym Wrocławiu i o jego losach po wojnie. Barwnie przedstawiał również historię Parku Południowego i robił to z takim zaangażowaniem, jakby on sam był jego założycielem. Za każdym razem pokazywał jej to samo miejsce, w którym niegdyś stała słynna restauracja Haasego, zburzona po wojnie. Podczas tych właśnie spacerów, niczego nieświadomy Tato, z zamiłowania historyk, a z zawodu prawnik, rozbudził w niej ciekawość ludzi. Ciekawość ta przerodziła się później w miłość do nauki, badającej ten skomplikowany organizm, jakim jest społeczeństwo. To dzięki tym spacerom pokochała również i park. Nie należał on do największych we Wrocławiu, ale miał niewątpliwą magię, jakiej nie miał o wiele większy Park Szczytnicki, znajdujący się po drugiej stronie miasta.


Jako nastolatka uciekała do swojego parku za każdym razem, gdy miała jakiś problem. Szła tam zawsze, gdy targały nią rozterki, z którymi nie umiała sobie poradzić. Stawała na kamiennym tarasie i obserwowała kaczki. Te, przyzwyczajone do towarzystwa ludzi, podpływały bardzo blisko brzegu za każdym razem, gdy widziały przy nim człowieka. Był to dla nich dość jasny sygnał, że szykuje się mały poczęstunek. Podpływały zawsze też i do Jadwigi, która zawsze miała dla nich jakąś przekąskę. Gdy była już dorosła, to właśnie tutaj przychodziła, aby w towarzystwie kasztanowców i platanów, podejmować ważne życiowe decyzje. To tutaj, będąc na drugim roku prawa, postanowiła, że rezygnuje ze studiów, do których całe życie przygotowywał ją Tato, znany wrocławski adwokat, a które coraz bardziej ją męczyły. Oj, miała potem przeprawę z rodzicami, którzy tej decyzji absolutnie nie chcieli zaakceptować. Jej ukochany tato nie odzywał się do niej przez ponad rok. Ale nawet to nie złamało Jadwigi, która, rezygnując z prawa, zdecydowała, że swoje życie chce poświęcić socjologii.

Swoją miłość do tego miejsca zaszczepiła również Kazimierzowi. Do parku przychodzili w każdy sobotni i niedzielny poranek. Zimową porą stali, oparci o kamienny murek tarasu i obserwowali zamarznięty staw. Wiosną i latem siadywali na ławeczce, a jesienią zbierali liście, z których w domu robili bukiety. Po śmierci Kazimierza przez ponad dwa lata nie mogła się zdobyć na taki spacer. W końcu jednak tęsknota za drzewami, za znajomymi ścieżkami zwyciężyła i znów co tydzień siadała na ich ławeczce, aby chociaż przez chwilę pobyć w miejscu, gdzie Kazimierz pocałował ją po raz pierwszy.


A teraz siedziała w kuchni i nie wiedziała, czy powinna pójść do Małgosi, by zaprosić ją na cotygodniowy spacer, czy też lepiej będzie, gdy pójdzie sama. Po chwili doszła do wniosku, że za dużo tych nagłych zmian w ciągu jednego dnia i zdecydowała, że woli pójść sama, by na swojej ławeczce móc w spokoju oddać się wspomnieniom. Poszła zatem do garderoby, aby odpowiednio się ubrać.



***

Małgosia słysząc odgłos zamykanych drzwi wyjściowych, pobiegła do łazienki i wychylając się z okna, zobaczyła, jak Jadwiga powoli idzie ścieżką ku furtce, trzymając nad sobą białą, koronkową parasolkę. Po chwili wahania, otworzyła okno i krzyknęła:

- Pani Jadwigo! Pani Jadwigo! Proszę zaczekać! – nie tracąc ani chwili na sprawdzanie, czy Pani Jadwiga usłyszała jej wołanie, błyskawicznie wróciła do pokoju, przebrała się, złapała torebkę i wybiegła. 

Po chwili stała już przy Jadwidze, która najwyraźniej wołanie Małgosi usłyszała, ponieważ czekała na nią przy furtce.

- Pani Jadwigo, ja bardzo chętnie pójdę z Panią na ten spacer – mówiła trochę zdyszana Małgosia – bardzo Panią przepraszam, że po śniadaniu poszłam bez słowa do pokoju, ale muszę przemyśleć parę spraw, a trudno mi się tak szybko tu odnaleźć. Wiem, że Pani chce mi pomóc. Wiem, że powinnam być za tę pomoc wdzięczna, ale wciąż nie mogę przyzwyczaić się do myśli, że była Pani żoną mojego Dziadka. – Małgosia zrobiła krótką pauzę, po czym dodała - Poza tym muszę się rozejrzeć po okolicy i sprawdzić, gdzie jest najbliższe solarium.


- Małgorzato czy Margaret, nie wiem jak mam się do Ciebie zwracać, ale pozwolisz, że zostanę przy Małgorzacie – zaczęła mówić Jadwiga wyjątkowo ostrym tonem, a widząc, że Małgosia kiwa potakująco głową, kontynuowała – po pierwsze: tu nie ma solarium, to jest porządna dzielnica. Po drugie: wróć do domu, zdejmij te szpilki i sprawdź czy białe tenisówki, które stoją w szafce w przedpokoju, będą na Ciebie pasować. Chyba nie chcesz połamać nóg, a to Ci najwyraźniej w tych posklejanych butach grozi.


Małgosia słysząc tak ostry ton, stała oniemiała. Po chwili zerknęła na swoje buty i przyznając w duchu Pani Jadwidze rację, bez słowa wycofała się do domu. Po kilku minutach wróciła, mając na sobie całkiem wygodne tenisówki.

- Rozmiar dobry? – spytała Jadwiga.

Małgosia kiwnęła głową.

- To teraz wróć jeszcze raz i zostaw proszę tę torebkę – ton Jadwigi był wyjątkowo ostry i gdy zobaczyła ona, że Małgosia błyskawicznie zrobiła się czerwona, dodała już łagodniej - Ktoś pomyśli, że w drodze oskalpowałyśmy jakieś biedne zwierzę.


Małgosia zastanawiając się, czy aby Pani Jadwiga nie pozwala sobie na zbyt wiele, przyjrzała się swojej torebce i znów musiała przyznać jej rację. Wczoraj tego nie widziała. Co zatem się stało, że w ciągu jednego dnia buty, których zawsze zazdrościła Emilce, zaczęły wydawać się jej tandetne, a torebka, która była hitem mody w jej miasteczku, przestawała jej się podobać.

- U nas to ostatni krzyk mody – próbowała stanąć w obronie swojego niedawnego zakupu.

- Raczej wrzask mody – ostro podsumowała Jadwiga i dodała przyjaźniej – Małgosiu, proszę….


Właściwie skoro Pani Jadwiga prosi, to owszem, Małgosia może wrócić i torebkę zostawić. Przez moment chciała w rewanżu powiedzieć coś na temat przedpotopowych białych rękawiczek Pani Jadwigi, w której ta trzymała koronkową parasolkę i śmiesznego kapelusika, który miała na głowie, ale zrezygnowała. Doszła do wniosku, że właściwie to nie chce być niemiła dla tej dziwnej kobiety. Wróciła zatem ponownie do domu i położyła torebkę na komodzie.




Kilka minut później szły już ulicą Kampinoską. Małgosia z zainteresowaniem przyglądała się kolejno mijanym domom. Każdy z nich wydawał się większy i okazalszy od poprzedniego. Po chwili skręciły w ulicę Januszowicką, której nazwę Małgosia przeczytała na metalowej tabliczce, przymocowanej do ogrodzenia. Na końcu ulicy widać było drzewa, które najwyraźniej były początkiem parku. Pomyślała przy tym, że solarium może poszukać właściwie jutro, bo w towarzystwie Pani Jadwigi idzie jej się nieoczekiwanie miło. Poza tym Pani Jadwiga najwyraźniej nie miała zamiaru zmuszać ją do rozmowy. Bała się tysiąca pytań, po co tu przyjechała, co zamierza robić i jakie ma plany. Była nawet na nie przygotowana, mając w zanadrzu kilka zbywających odpowiedzi. Jej towarzyszka jednak milczała. Małgosi nie pozostało zatem nic innego, jak również milczeć i cieszyć się spacerem. 


Nie wiedziała, że Jadwiga postanowiła przez chwilę nic nie mówić, aby spokojnie ochłonąć, wciąż nie mogąc dojść do siebie po szoku, jakiego doznała, widząc wychodzącą Małgosię z domu. Gdy chwilę wcześniej usłyszała ją, jak z okna łazienki do niej krzyczy, by zaczekała, niespodziewanie dla siebie nawet się ucieszyła, że spacer jednak nie będzie samotny. Przyzwyczajenia przyzwyczajeniami, ale w tej dziewczynie było coś, co budziło w Jadwidze tęsknotę za towarzystwem. Czy to były oczy jej Kazimierza? Czy to było to coś w ruchach Małgosi, co sprawiało, że miała wrażenie, jakby znów go widziała? Nie miała jednak zbyt wiele czasu na to, by się nad tym głębiej zastanowić, oto już bowiem Małgosia szła w jej kierunku. To, co Jadwiga zobaczyła, wprawiło ją najpierw w osłupienie, a po chwili w rozbawienie tak silne, że musiała wykorzystać całą swoją powagę i znaną sobie surowość, by się nie roześmiać. Małgosia miała na sobie wściekle kanarkową koszulkę z wstawkami z różowej koronki, landrynkowo różowe spodenki i znane już Jadwidze czerwone szpilki. To nic, że jeden z obcasów był posklejany taśmą klejącą i to nic, że jedna z koronkowych wstawek była trochę odpruta. Jadwiga nie mogła oderwać wzroku od futrzanej torebki, która wyglądała jak ruda damska peruka. Dla Jadwigi, u której w szafie królowały brązy, szarości i granaty, zestawienie kolorystyczne garderoby Małgosi, było nie lada szokiem, ale nokautem okazała się torebka. Przez chwilę zastanawiała się nawet, czy aby nie jest to naprawdę peruka, przysposobiona jakimś dziwnym sposobem do roli torebki. Wiedziała przecież, że Małgosia jest fryzjerką, zatem było to całkiem realne. Na szczęście torebka nie okazała się kobiecym skalpem, a jedynie, uszytym ze sztucznego futerka, hitem mody, który Małgosia zgodziła się zostawić w domu.



***


Starsza kobieta i młoda dziewczyna weszły do parku i skierowały swoje kroki w stronę stawu. Starsza kobieta dystyngowana i wyprostowana jak struna, szła patrząc przed siebie. Młoda kobieta kręciła dynamicznie głową to w lewo, to w prawo, jakby jednocześnie chciała ogarnąć cały park. Gdy doszły do jadwigowej ławeczki, usiadły. Głośne westchnienie wydobyło się jednocześnie z obu ust. Starsza kobieta westchnęła z wysiłku, młoda zaś z zachwytu. Przed nimi roztaczał się bowiem jeden z najpiękniejszych widoków w Parku Południowym: kamienny taras widokowy Landsberga, staw z wodotryskami, mała wysepka, na której rzadko stawała ludzka stopa i wspaniałe drzewa okalające brzegi stawu. Młoda kobieta z zachwytem chłonęła każdy szczegół panoramy. Starsza kobieta obserwowała spacerowiczów.



***



Jadwiga widziała, że spacerujący ludzie dziwnym wzrokiem przyglądają się osobliwej parze, siedzącej na ławce, ale postanowiła nic sobie z tego nie robić. Z minuty na minutę dziwiła się sobie coraz bardziej. Jadwiga Zarzeczna - zawsze taka idealna i poukładana. Dawna pani dziekan Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego, która zasłynęła ze swej ostrości i która od swoich studentów zawsze wymagała odpowiedniego i licującego z powagą uniwersytetu stroju. Ona - surowa Jadwiga Zarzeczna mająca zawsze na każdą okazję odpowiedni strój. Strój w barwach takich, aby zbytnio się nie wyróżniać, a już absolutnie nie rzucać się w oczy. Jadwiga, która uwielbiała obserwować, sama obserwowaną być bowiem nie lubiła. Pani Zawsze Odpowiednio Ubrana siedziała teraz obok dziewczyny, żywcem wyjętej ze świata lalek Barbi i jedyne, co czuła to rozbawienie i radość, a nie znaną sobie sztywność i zażenowanie, które czułaby pewnie w towarzystwie każdej innej osoby, która byłaby ubrana jak teraz Małgosia. 


Jadwiga zawsze czuła, że urodziła się trochę za późno. Całe życie, oprócz kazimierzowego okresu, żywiła głębokie przekonanie, że czasy, w których żyła, to nie była jej epoka i że najchętniej przeniosłaby się do XIX wieku. Tęskniła za czasami, które jawiły jej się jako okres rozwoju duchowego, wszechobecnej kultury i wartości moralnych, które w jej czasach, według Jadwigi, praktycznie nie istniały. Nie podobał jej się współczesny świat, który zdawał się pędzić na złamanie karku, a w tym pędzie gubił wszystko, co wartościowe. Lubiła zatem wyobrażać sobie, że żyje w wieku XIX - w czasach, o których opowiadał jej ojciec, podczas rodzinnych spacerów do parku. Nie przypadkowo to właśnie taras Landsberga, był jej ulubionym miejscem w parku. To obok niego stała bowiem słynna restauracja Haasego, o której Ojciec tyle mówił. I to stojąc na tym tarasie, zawsze imaginowała sobie, jak pływa po stawie łódką, jak w towarzystwie dystyngowanych dżentelmenów udaje się na posiłek do budynku restauracji, która została zniszczona w czasie drugiej wojny światowej. Jadwiga znała ją również z pocztówek, które zaczęła zbierać, jako dorosła już kobieta i których teraz miała pokaźną kolekcję. Kilka z nich przedstawiało piękny i ogromny budynek z wysoką wieżą, stojący nieopodal kamiennego tarasu, z którego schodkami schodziło się do łódek, gdy miało się ochotę popływać którąś z nich po stawie. Siedząc na swojej ławeczce, Jadwiga czując dotyk historii, z łatwością przenosiła się w dawne czasy.



Obserwując, jak młoda kobieta, siedząca dwie ławki dalej, usiłuje zabrać brzdącowi kamień, który ten przed chwilą usilnie próbował włożyć sobie do nosa, Jadwiga pomyślała, że koniecznie musi pokazać Małgosi cały park i opowiedzieć jej jego historię. Nie zdążyła się jednak odezwać. Oto bowiem zauważyła machającego do nich młodzieńca. Szedł w ich kierunku i gwałtownie machał nad głową obiema rękami, patrząc najwyraźniej na ich ławeczkę. Na wszelki wypadek Jadwiga zerknęła w przeciwną stronę, aby sprawdzić, czy może nie stoi tam obiekt zainteresowania machającego i być może w tym momencie odmachuje, ale nie – nikogo takiego nie widziała. Upewniając się tym samym, że chłopak idzie właśnie do nich, dostrzegła w nim coś znajomego i z uwagą zaczęła mu się przyglądać. W tym samym momencie ów chłopak najwyraźniej również dostrzegł nie obce sobie rysy i powoli opuszczając ręce, wyraźnie zwolnił, robiąc coraz większe oczy.

c.d.n.



Restauracja Haasego Park Południowy Wrocław, taras landsberga
Nieistniejąca już restauracja Georga Haasego w Parku Południowym i taras Landsberga

Park Południowy Wrocław i taras landsberga
Staw w Parku Południowym

  
Park Południowy Wrocław i taras landsberga
Taras Landsberga współcześnie

Park południowy we Wrocławiu
Park Południowy we Wrocławiu



Jeśli macie ochotę poczytać o historii Parku Południowego zajrzyjcie tutaj.

Dziękując Wam ślicznie za wszystkie komentarze pod ostatnim odcinkiem, życzę dobrej nocy :)

Pozdrawiam,
Magda 



źródła zdjęć: 
1 i 2: http://wroclaw.fotopolska.eu/Restauracja_Haasego
3: http://wroclaw.hydral.com.pl
kolaż: wikimedia, wroclawianienapolanie 

12 komentarzy:

  1. Wroclaw jest pieknym miastem, ax trudno uwierzyc, ze dawniej bylo jeszcze piekniej..ech, to musialy byc wspaniale czasy. Bardzo mi sie podoba to, ze tak ladnie wkomponowujesz miasto w ta historie Margaret..moze to jie ona a miasto wlasnie bedzie tu pierwszym, choc cichym, bohaterem??? wyobrazam sobiecta torebke hi hi hi!!!!! polamania piora I buziaki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrocław jest piękny i chociaż ciągnie mnie na wieś, do pól i łąk, to kocham swoje miasto :) Madziu bardzo Ci dziękuję :)))))))))))) Buziaki ogromne :****************************

      Usuń
  2. Mam ogromny sentyment do Wrocławia. Ile ja tam wakacji spedziłam jako dziecko...byłam dwa tygodnie temu we Wrocławiu i aż mi sie buzia śmiała:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny razem, gdy się będziesz wybierać - koniecznie daj znać! Zapraszam do swojego ogródka balkonowego, gdzie króluje obrus od Ciebie :)

      Usuń
  3. Pochłonęłam w całości wczoraj rano w łóżeczku :))) jak tylko oczka otworzyłam :) Kochana ---chcę więcej :))))

    buziak słodziak dla Ciebie :)***** <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Madziu :******* i buziaki dla Ciebie! :****************

      Usuń
  4. Kochana Moja...a ja o mały włos bym tą 6 częsć przeoczyła ;-( ale nie przeoczyłam...na całe szczęście...częściej pisz, bo aż mnie skręca co będzie dalej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))) jak tylko będę miała więcej czasu czyli jak tylko wprowadzę wszystkie meble do sklepu, będzie ciąg dalszy :))) buziaki Olu :)))

      Usuń
  5. Przeczytałam jednym tchem wszystkie 6 części - naprawdę świetne, dobrze się Ciebie czyta :). Nie mogę się doczekać części 7.
    A jeszcze rzecz dzieje się w moim ukochanym Wrocławiu, z którego wyemigrowałam 7 lat temu (a za którym tęsknię...), to już rewelacja :)
    Pisz częściej, proszę i pozdrawiam Krajankę :)
    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę!!! I bardzo Ci dziękuję za komentarz :))) ja też myślę, że jak się z Wrocławia wyprowadzimy, to będziemy bardzo tęsknić. Ala Karkonosze wołają :) A Wrocław jest wyjątkowo magicznym miastem. Będę pisać - dziękuję za motywację i pozdrawiam cieplutko :)))))))

      Usuń
  6. kochana niecierpliwie czekam na ciąg dalszy tej opowieści,mam nadzieje,że wkrótce nastąpi :)
    pozdrawiam przed weekendowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) właśnie zabieram się do pisania, może dzisiaj się uda :) pozdrawiam!

      Usuń

Za każdy pozostawiony ślad pięknie dziękujemy :) Blog żyje dzięki Waszym komentarzom :)