środa, 14 maja 2014

Dzień z życia Człowieka Szczęśliwego. Wnętrzarski Świat Dobrej Energii i jak dzięki zmywarce nie zapomniałam o prozie całkowicie codziennej.

Nie dało się w dniu wczorajszym wcisnąć ani szpilki, zatem nie wczoraj, jak zapowiadaliśmy w poście o wynikach candy, ale dzisiaj jesteśmy i dzisiaj będziemy opowiadać, dzielić się i dziękować. I przyznawać do fantazji ułańskiej w stosunku do zmywarki naszej - ale to na końcu.

DZIĘKUJEMY! WNĘTRZARSKI ŚWIAT DOBREJ ENERGII.

Nie pamiętam czasów, dnia, w którym doświadczyłabym tyle pozytywnych emocji, w którym odebrałabym tyle pozytywnej energii. Jesteście wspaniali! I to przez duże W, zatem poprawiam się: jesteście Wspaniali!

Kiedy w piątek wystartował nasz sklep z dekoracjami i dodatkami do domu, sklep Mile Maison, otrzymaliśmy od Was tyle wsparcia, tyle kciuków, tyle maili i komentarzy pod postem Nasza Pasja, nasz Sklep, że głowa mała. A raczej wielka. Wielka od emocji, energii, która unosiła tak wysoko, że komputerowa klawiatura była ledwo widoczna :) a wątpliwości i strachy prysnęły niczym bańka mydlana.

Dziękujemy Wam Kochani! Za to, że byliście z nami w tym dniu! Za to, że udostępniliście na swoich profilach facebookowych informację o otwarciu, za wszelkie wzmianki na waszych stronach o naszym sklepie.  Dziękujemy za wielki ładunek dobrej energii, który tego dnia od Was odebraliśmy.


Białe tulipany, bukiet białych kwiatów
Dziękujemy!



DZIEŃ Z ŻYCIA CZŁOWIEKA SZCZĘŚLIWEGO

A ja chciałabym Wam opowiedzieć jak ten dzień wyglądał, co się działo, co się działo we mnie i dookoła mnie i nas. I nie bez kozery w tytule stoi "człowieka szczęśliwego" - bo w tym dniu byłam wyjątkowo szczęśliwym człowiekiem :)

Czwartek wieczór, okolice godziny 23.30
Siedzę przy biurku, patrzę w monitor laptopa i myślę sobie, że czas iść spać. Pewnie, że mogę siedzieć i noc całą, ale czy warto? Czy nie lepiej normalnie tę noc przespać, aby mieć siłę i energię do przeżycia tego wyjątkowego dnia naprawdę wyjątkowo? Dochodzę do wniosku, że może i warto, ale posiedzieć trochę jeszcze muszę, bo jeszcze literówki do sprawdzenia na trzech stronach. To siedzę.

okolice godz. 1.00
Dochodzę do wniosku, że jednak czas udać się na spoczynek, bo myślami i tak jestem już w dniu następnym, w okolicach 13.13, więc gdy pójdę spać, prędzej ten czas nadejdzie.


Zmierzam w stronę łóżka, po drodze nadeptując ogon czarnego futra, które ni stąd, ni zowąd położyło się w poprzek wejścia - centralnie na progu. Ja, będąc przekonana, że jak zwykle śpi już na mojej poduszce, w ostatniej chwili, kątem oka wyłapuję 10 kilogramowy cień. Ale na całkowity unik jest już za późno. Kończy się wrzaskiem i ogólnymi pretensjami wszystkich obudzonych. Wszystkich czyli Morfiego i Tygrysi, która przybiegła na pomoc zaatakowanemu kotu. A raczej przyczłapała, bo będąc zapakowana w pooperacyjny kubraczek, jedynie człapie, demonstrując tym ogólne niezadowolenie z niewoli. Uspokoiwszy kocie towarzystwo, miseczką gotowanego indyka, zmierzam ponownie w stronę łóżka. 

Nagle przypominam sobie, że nie sprawdziłam kilku ważnych rzeczy, pędzę zatem do notesu, aby zapisać, bo jutro tyle punktów do zrealizowania, że może umknąć. Zapisałam.

Znów zmierzam w stronę łóżka. Jestem. Niestety moje miejsce jest zajęte w 70 % - do połowy 10 kilo najedzonego Morfiego, od połowy w poprzek, najedzona i wciąż oburzona Tygrysia. Patrzy na mnie zmrużonymi oczami, wirtualnie przekazując: "tylko spróbuj"... Nie próbuję, nawet mi przez myśl to nie przejdzie - wciskam się w wolny kawałek i próbuję zasnąć.


Dopada mnie masę pytań, mnóstwo wątpliwości czy wszystkiego dopilnowałam, czy wszystko zostało zrobione, czy sprawdziłam tu i tam i jeszcze tam. W myślach przeszukuję strony sklepu, które znam niemal na pamięć i zastanawiam się, czy aby wszystko, co chciałam na nich zawrzeć, zawarłam. W końcu chyba zasypiam, bo pamiętam wielką goniąca mnie literówkę, czający się za drzewem błąd ortograficzny, który nie wiem dlaczego, przybrał postać mojego profesora od historii w liceum (trzynastym notabene) i masę przecinków, które próbuję wyłapać do wielkiego worka jutowego. W życiu takie sytuacje się nie zdarzają, zatem domniemywam, że spałam.


Piątek rano:
Jak każdego dnia, zostaję obudzona siłą wzroku czarnego Futra, które trzyma łepek 10 centymetrów od mojej głowy i hipnotyzująco wpatruje się w moje oczy. Wiem, wiem - czas napełnić miskę. Terroryści we własnym domu. Do tego doszło. Żadnego zrozumienia, że dzień wyjątkowy, że jeszcze 5 minut. U nas w domu nie ma czegoś takiego jak: jeszcze 5 minut. Oko otwarte, znaczy człowiek wstał. A jak wstał, to po co ma leżeć, jak może, a nawet powinien, otworzyć saszetkę.

Po dopełnieniu obowiązków, robię kawę, siadam do komputera, przeglądam listę i punkt po punkcie realizuję. Pracuję sobie spokojnie nawet, razem z Morfim zresztą, który niezrażony wyjątkowością chwili i tym, że na przytulanki nie ma czasu, ładuje się na biurko, układa pomiędzy mną a laptopem.... mruczy.





Ale gdy przychodzi godzina 11.00 to już prawie nic nie da się zrobić, bo już patrzę co minutę na zegarek, czy to już i dlaczego jeszcze tak długo. Ale staram się sprawdzić raz jeszcze wszystko po kolei. I aby zobrazować Wam, co wtedy czułam, co robiłam, przytoczę fragment swojego pierwszego artykułu (do przeczytania tutaj), który napisałam do sklepu, artykułu o francuskim szkle La Rochere:

Uroczyste i stylowe przyjęcie?
Już za kilka minut przychodzą goście, chodzisz po całym mieszkaniu i zastanawiasz się, czy wszystko zostało dopilnowane, zapięte na ostatni guzik. Krytycznym wzrokiem przyglądasz się nakrytemu stołowi i wyobrażasz go sobie oczami tych, którzy za chwilę tu wejdą i zobaczą go pierwszy raz: obrus wyprasowany, kwiaty w wazonie świeże, stylowa ceramika Paris Maison dopracowana w najdrobniejszym szczególe, sztućce ułożone tak, jak należy, wspaniałe kielichy i szklanki Lyonnais dopełniają całości. Słońce odbija się w szlifowanych łezkach, karafka błyszczy wypełniona ulubionym winem… Uśmiechasz się! Jest idealnie… Rozlega się dźwięk dzwonka… Idą! Z radością idziesz ich przywitać.

Zacytowałam Wam ten fragment, bo gdy po otwarciu już sklepu, czytałam go po raz kolejny, chcąc wyłapać ewentualne literówki, dotarło do mnie, że ja dokładnie tak się czułam, dokładnie tak, jak ta pani domu, wyczekująca upragnionych gości, którzy są gośćmi szczególnymi i niezwykle ważnymi.


Okolice godziny 12.30
Zgodnie z planem robimy ostatni test strony i działania sklepu. I nagle okazuje się iks, który powinien być w kolumnie "usuń" na stronie koszyka - zniknął. Co jest??? Z lekką paniką w głosie, dzwonimy do grafika, okazuje się, że iks jest, ale biały: czyli w kolorze tła, czyli jak jest, jak go przecież tym samym nie ma? Jaki jest sens istnienia iksa, który ma swoją funkcję, a którego nikt nie będzie widział? Grafik uspokaja, poprawia kolor - iks staje się widoczny. Taki drobiazg, ale powoduje przyspieszone bicie serca i przyspieszoną kontrolę reszty elementów, które mają ściśle określone funkcje na stronie sklepu. I wielkie Uff - reszta gra.

Okolice godziny 13.10
Emocje sięgają zenitu, ale staram się zachować spokój, w końcu za trzy minuty mam jednocześnie włączyć sklep i opublikować na naszym faceebokowym fanpagu ostatnie odliczanie. Zatem pilnuję czasu.

Godzina 13.13
Włączam sklep i czuję, że jakaś fala emocji nadchodzi, wchodzę na facebook, by oficjalnie zakończyć odliczanie i ogłosić otwarcie. Pisząc ostatni wyraz i chcąc postawić kropkę, nie widzę już klawiatury - nie widzę, bo łzy mi się leją! Więc zniżam głowę, żeby lepiej widzieć, naciskam klawisz z kropką, wciskam "opublikuj" i zaczynam tak płakać, jak dawno mi się to nie zdarzyło. Myślałam: włączę, napiszę, opublikuję, pójdę zrobić kawę i dalej do roboty. A tu siedzę i buczę, a Sebastian musi tulić. Nawet nie uspokaja, bo wie, że to emocje, których w ciągu ostatnich dni nagromadziło się tak dużo, że musiały dać o sobie znać.

Więc Sebastian mnie tuli, ja się uspokajam. Następnie zaczynam czytać komentarze i na blogu i fb i uwierzcie mi, że co komentarz łzy tryskają na nowo. Gdy czytam to, co napisała Ola: sklep, który narodził się z miłości, ryczę już na całego i nie ma co mnie uspokajać. Dziewczyny - dziękuję! I dziękuję wszystkim, którzy takową informację udostępnili, którzy skomentowali na facebooku nasze otwarcie, którzy skomentowali je pod naszym postem na blogu! Dziękuję również tym, którzy nie skomentowali, nie udostępnili, ale byli z nami tego dnia - dziękuję Wam :)




I tak całą resztę dnia :) I gdy wieczorem już myślę, że emocje się uspokoiły, że wzruszenia już będą li tylko wzruszeniami a nie potokiem łez, wchodzę na blog do Ewy z SeeHome na post News Dnia i oczy zamieniają się w dwie wielkie fontanny :)


PROZA ŻYCIA CZŁOWIEKA SZCZĘŚLIWEGO

Ale żeby nie było, że dzień wyjątkowy to musowo dzień idealny,  wydarzyła się i rzecz, która w sekundę przybliżyła mi prozę dnia codziennego, a o której opowiem ku przestrodze, chociaż nie wiem, czy ktokolwiek potraktowałby z taką fantazją ułańską swoją zmywarkę, jak ja potraktowałam ją w ostatni piątek :)

Otóż dni przed otwarciem sklepu upływały nam na tak intensywnych przygotowaniach, że codzienność i codziennie sprawy domowe poszły daleko w odstawkę. Jak to bywa z prawem serii, pokończyło się wszystko, co się w domu mogło skończyć, a co normalnemu człowiekowi do życia jest po prostu niezbędne. Nie mając głowy do uzupełniania zapasów, zostaliśmy bez proszku do prania, płynu do płukania, płynu do podłóg, tabletek do zmywarki i paru innych rzeczy, które w domu zawsze być powinny.
Piątek okolice godziny 15.00
Aby nieco uspokoić emocje, zabieram się za małe porządki, które zawsze pomagają mi skupić myśli. Postanawiam zacząć od odgruzowywania kuchni. Wyjmuję czyste naczynia ze zmywarki, wkładam te, którym najpilniej skorzystać z jej usług. Sięgam na pamięć do szuflady pod zlewem, zanurzając rękę w pudełku z tabletkami, po czym ze zdziwieniem odkrywam, że docieram do dna, nie napotykając się na żaden znany mi kształt kostki. Zaglądam tym razem wzrokowo - pusto. Ale skoro już tak skrupulatnie powkładałam wszystkie naczynia, aby zmieściło się ich jak najwięcej, to nie po to, by je teraz wyciągać. Chwilkę myślę, a miejcie na uwadze, że jasność myślenia jest u mnie teraz przysłonięta emocjami, i z fantazją ułańską łapię za różowy płyn do mycia naczyń i polewam nim naczynia w zmywarce. Myślę sobie: skoro do mycia ręcznego się nadaje, to dlaczego miałby się nie sprawdzić w zmywarce. Ale głupia nie jestem, wiem, że płyn do mycia ręcznego bardzo się pieni, to polewam tylko troszeczkę. Po chwili dodaję jeszcze "kilka" kropel, bo jakoś tak mało mi się go wydaje.
Włączam zmywarkę na dłuższy program, zamykam, postanawiając resztę naczyń, które się nie zmieściły, umyć ręcznie. Odkręcam kran, zaczynam mycie, po kilku minutach zakręcam kran i nasłuchuję dziwnych odgłosów dochodzących spod blatu tuż obok mnie. Dochodzę do wniosku, że właściwie nic niepokojącego to nie jest, ot zmywarka swoje prawa ma, może inaczej poukładałam naczynia i dlatego odgłosy są inne. Po kolejnych 10 minutach odgłosy są już tak bardzo inne, że dość mocno zaniepokojona uchylam gwałtownie drzwiczki zmywarki..... i ginę w pianie przy akompaniamencie głośnego pikania, ostrzegającego o otwartych drzwiach zmywarki. 

Staram się zbierać pianę jak najszybciej, bo mam nieodparte wrażenie, że pomimo wyłączonej zmywarki ona wciąż rośnie. Pamiętacie film: Poszukiwany, Poszukiwana, w którym Pan Wojciech Pokora stara się wyłapać, gotujący się makaron, wciąż i wciąż przybierający? Wygląda to mniej więcej tak samo, a nasza kuchnia przypomina w tej chwili tę filmową.

Na jakiś czas zapominam o emocjach, o wyjątkowości dnia codziennego i szybko operując gąbkami i ściereczkami, zbieram pianę do misek. A potem tylko pięć kolejnych programów z płukaniem i wszystko gra :) Zmywarka jak nowa :)


Dzień człowieka szczęśliwego może się składać i z dobrego i z nieco skomplikowanego mniej dobrego, a nie przestaje tym szczęśliwym dniem być.



Dobrej środy 
i do niebawem :)
Pozdrawiam,
Magda


źródło zdjęć: archiwum własne, pinterest

47 komentarzy:

  1. Magda...wiesz jaka ja uczuciowa jestem... przez ten czas kiedy czytałam...przeżyłam z Tobą wszystko na nowo... ekscytację , strach, zdenerwowanie, wielką radość i nawet zrobiło mi się gorąco gdy ten krzyżyk okazał się biały... a na końcu kiedy wspomniałaś o tym jak płakałaś to zapłakałam i ja ;-). Jeszcze raz to napiszę... dużo, dużo dla Was radości, szczęścia, wytrwałości i wszystkiego co najlepsze ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem :) i bardzo Ci za to dziękuję, że tak jesteś z nami - dziękuję jeszcze raz za te wszystkie ciepłe i piękne słowa Oluś :))) buziaki ogromne, do saaamego nieba :)))

      Usuń
  2. Ktoś by pomyslał to tylko sklep , po co się tak ekscytować.... ktoś...
    Czekałam razem z Tobą w napięciu na otwarcie, a teraz czytając ten wpis miałam napięcie mięśniowe przeżywając wszystko na nowo :)
    Trzymam kciuki za wielki sukces!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Agnieszko za to napięcie i za to, że byłaś z nami. To bardzo dużo dla mnie znaczy :) I dziękuję za kciuki :))))))))))))))) Buziaki ślę :******

      Usuń
  3. Jak miło się czyta taki post:)) Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo Gosiu :) Uściski serdeczne :)

      Usuń
  4. o Matko Boska ....pamiętam ,że byłam, że gratulowałam i że do sklepu od razu poleciałam ......a potem nawet u Sylwii pisałam że wem ,że pogratulowałam ale JAK ZWYKLE nawaliłam z tego mojego zakręcenia, bo nie dodałam informacji u siebie ..poszłam teraz sprawdzić, czy na pewno bo głowę bym sobie dała uciąć ..no i NA PEWNO !!!!!
    kajam się i o wybaczenie proszę !!!!! buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powyjmuj te przecinki z worka i powstawiaj w tej mojej gadaninie tu :))))

      Usuń
    2. Przecinkami się nie przejmuj - powstawiam :) i bardzo Ci dziękuję, że byłaś z nami :))))))) buziaki!

      Usuń
  5. Oj Madziu, ja wiedziałam, że napewno poświeciliscie na to mnóstwo energii i pracy, ale jak tak czytam to co napisałaś, to aż wyobraźnia mi działa i widzę Cię moimi oczami, w tej bezsenności, w tym przejęciu, w tych łzach i w końcu w tej pianie ;))) To był długi dzien dla Ciebie, dla Was, ale z pewnością warty wszystkiego :) Jestem pewna, że realizacja marzeń wyjdzie Wam na dobre, bo nie może być inaczej, jesli się w coś wkłada serce i pasje :)))
    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj długi był, ale wart w 100% tych emocji i wrażeń. Dziękuję Ci Marysiu za wszystkie dobre słowa, które napisałaś i tu i u Ewy w komentarzu pod postem News Dnia. Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczą takie słowa - są bezcenne :) Dziękuję i buziaki ślę :********************************************

      Usuń
  6. Kochana odbieram każdą Twą emocje przed w tym i po tym uroczystym i wspaniałym dniu:)))))))))) całym sercem jestem z Tobą i kibicuje bardzo bardzo za realizacje planów marzeń i dosłownie wszystkiego co w życiu dobre niech się Wam spełnia :))))))) tule i buziakuje:))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Madziu i za to serce i za kibicowanie i za buziaki też :))))) Ściskam mocno bardzo :************

      Usuń
  7. Gratuluję i trzymam kciuki za dalszy rozwój :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję :))))))))) i pozdrawiam mocno!!!!!!!!!!!

      Usuń
  8. Fajnie poznać kulisy tak ekscytującego dnia:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj był ekscytujący, był :)))) buziaki Ewuś!

      Usuń
  9. Madziu serdecznie, serdecznie gratuluję sklepiku !!!!! Ale super! Życzę powodzenia!
    P.S.Uwielbiam czytać Twoje posty- masz niesamowity talent!
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za gratulacje, za życzenia i za komplement, przy którym oczywiście się zarumieniłam :))))) buziaki :**************

      Usuń
  10. wiesz, że ja mało piszę i tu się uzupełniamy ;p
    ale oczami wyobraźni widziałam całą kuchnię po sufit w pianie! wiem, że może Ciebie to mało śmieszy (w końcu łowiłaś tę pianę w miski i sprzątania trochę było :)) ale gdyby tak było naprawdę?
    to tak, jak zawsze marzyłam żeby porzucać się tortami na jakiejś imprezie, ale nie u mnie, i torty muszą być smaczne ;p

    buziaki!!!! K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj było tej piany, było :) ja potem też oczami wyobraźni widziałam całą kuchnię w pianie i dziękowałam sobie, że pół butelki tego płynu nie wlałam :) buziaki Karolcia :************************************

      Usuń
  11. Ależ emocji ci towarzyszyło przez ten czas przed otwarciem sklepu! Moje gratulacje i życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj było tych emocji sporo :) dziękuję Ci serdecznie i gorąco pozdrawiam :)))))))))))))))))))

      Usuń
  12. Magdo moja, jeśli mogę tak powiedzieć.. bardzo cieszy mnie Twoje szczęście! Życzę Ci samych pomyślnych wiatrów i oby Twój entuzjazm nigdy nie zgasł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz, możesz Aniu :))))) dziękuję Ci, że się cieszysz i za te pomyślne wiatry i że jesteś razem z nami w tych chwilach :)))) Buziaki :***********

      Usuń
  13. Magdo swietnie sie bawilam czytajac ten wpis, trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, bardzo, że post wywołał uśmiech i dobre emocje ! :))))))))))) dziękuję za kciuki :**************** serdecznie bardzo pozdrawiam :))))))))))

      Usuń
  14. Dołączam się do grona osób, które składają Ci gratulacje !!! Super sklep, wszystko opracowane perfekcyjnie. Gratuluję odwagi, zaparcia w dążeniu do celu, pomysłu, uznanie dla ciężkiej pracy. SUPER KOCHANA :)))
    A dzisiejszy tekst rewelacyjny, świetnie się go czyta. Pozdrawiam, miłego dnia Ci życzę i wszelkich sukcesów.
    P.S. Za chwilę udostepnię i u siebie na facebooku link do Twojego sklepu :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci serdecznie dziękuję Agato za tak miłe słowa :) miło mi bardzo, gdy czytam, że sklep się podoba i że teksy się świetnie czytało :)))))))))))))))))))) I dziękuję również za udostępnienie - to wiele znaczy, każda taka informacje w świat :) Dobrego dnia :) i serdeczne pozdrowienia :))))

      Usuń
  15. Emocje są wpisane w naszą codzienność, a co dopiero kiedy podejmuje się takie Wyzwanie :))
    ps. cieszę się, że nie jestem odosobniona w zajętych poduszkach przez Kochane Puszystości :)) ani w całkowicie niechcącym nadeptywaniu... :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zajęte poduszki to u nas norma :) pozdrawiam ślicznie Aniu :)

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. :)))) cieszę się bardzo :) pozdrowienia!

      Usuń
  17. A się uśmiałam z tymi kotami :) rzeczywiście dozujesz emocje w tym poście, trzyma w napięciu :) Ale to takie piękne. Jak się tu nie ekscytować kiedy spełniają się marzenia :) Cały czas trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję za kciuki :) i ogromnie się cieszę, że moje pisanie uśmiech wywołuje :) Pozdrawiam bardzo serdecznie :)

      Usuń
  18. Z futrami mam podobnie ;-) Tyle, że moje nie czekają aż otworzę oczy - jeśli uznają, ze pora słuszna, robią biegi przełajowe po cały mieszkaniu (z bieganiem również po mnie;-) ) wydając przy tym niezłe odgłosy ;-) więc nie ma rady - trzeba się podnieść i wydać 2 porcyjki żarełka ;-) jeśli zaś klapnę przy biurku momentalnie mam rude futro na kolanach ;-)
    Zatem samych szczęśliwych dni Madziu :-)
    P.S Mam nadzieję, że z rekonwalescencja Tygrysi przebiega bezproblemowo :-)
    Uściski :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te futra są niemożliwe :) Z rekonwalescencją Tygryni mieliśmy duży problem i było na krawędzi. Na razie wyszliśmy na prostą. Przełajowe biegi są mi jka najbardziej znajome :))))) dziękuję serdecznie i równie szczęśliwych dni życzymy dl całej Ferajny :)))))) buźka!

      Usuń
  19. poprostu - powodzenia :)
    a u mnie coś na dzień dziecka :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy :))))) i pozdrawiamy!!!!!!!!!!!!

      Usuń
  20. Dużo przegapiłam przez moją nieobecnośc :(
    Co za emocje !!!
    Gratuluję z całego serca i życzę powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś bardzo dziękujemy :))))))))))))))

      Usuń
  21. Witaj Kochana !!! Świetny tekst....trzyma w napięciu....dobrze zbudowany...Pięknie.....i ta Twoja wrażliwość....wiesz, że ją uwielbiam. Tak bardzo się z Wami cieszę .....jesteś niesamowita, a Twój mąż to istny ideał ;)
    Buziaki Kochanie :* :* :*
    Ps. A ten tekst to dobry początek książki......poproszę więcej.....
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) przez ponad tydzień nie zaglądałam na blog, a tu taki miły komentarz :)))) Dziękuję Olu serdecznie :) książka? :))))) buziaki :*****************

      Usuń
  22. Ale świetny post, bardzo fajnie się go czyta. Historia ze zmywarką bezbłędna:-)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia bezbłędna i bardzo pouczająca :) buziaki i serdeczne pozdrowienia :))

      Usuń
  23. Odpowiedzi
    1. Urocza z dystansu bo ze środka akcji nieco inne emocje :) Ściskam Cię baaardzo serdecznie :)

      Usuń

Za każdy pozostawiony ślad pięknie dziękujemy :) Blog żyje dzięki Waszym komentarzom :)