środa, 5 lutego 2014

Popołudniowa kawa z kotem i katalogiem House Doctor. Mile Maison w domowym zaciszu.

Nie mogłam się powstrzymać, by Wam nie pokazać, w jakim ja towarzystwie popołudniami popijam kawę. Nie byle jakie jest ono bowiem :) Nieodłącznym moim towarzyszem jest nasza Tygrysia, która dzisiaj razem ze mną przeglądała nowy katalog House Doctora :) Ale nie o katalogu będzie, tylko o ciężkim żywocie człowieka pracującego, który na stanie posiada dwa okupacyjne Futra :)

Do zdjęcia załapała się też moja puszka po groszku, którą Sebastian okleił taśmą izolacyjną. Dodatków z recyklingu systematycznie u nas przybywa :) 

Kawę pijam tylko w kubku, wstyd przyznać, ale z filiżankami się męczę po prostu. Ten kubek, który jest prezentem na pierwszą rocznicę naszego ślubu od Mamy,  jest moim ulubionym i pomimo, że kubków w szafce cała masa, to kawa smakuje mi najbardziej w tym :)


dodatki z recyklingu: puszka po groszku oklejona taśmą izolacyjną




A tak wygląda moja codzienna praca - kot leży najpierw na kolanach, potem na połowie laptopa, następnie na dokumentach, na których akurat pracuję, aby wreszcie wylądować z powrotem na kolanach. I tak cały dzień.  Jedyna szansa na uwolnienie się, jest napełnienie miseczki, ale to niestety wzmaga ryzyko tak zwanej podmianki - najedzona Tygrysia wędruje leżakować na krzesło w salonie, natomiast wypełniony po brzegi kulkami Morfi, przysposabia sobie do popołudniowej drzemki moje kolana. Stęsknił się po prostu, gdyż od śniadania leżakował na fotelu :) Naprawdę ciężko się tak pracuje. A gdy do tego dochodzi, głaskanie pod brodą jedyną wolną ręką, spadek efektywności murowany ;)

Chcąc dokończyć post, zmuszona byłam zaserwować okupantom deser. Teraz mam chwilę wolności.

Takie to życie kiedy kot rządzi, ale niestety inaczej się nie da - kto ma futro ten wie :) Spróbowałabym wyprosić z kolan lub z biurka Tygrysię - obraza murowana. I to nie taka chwilowa - ja potem muszę chodzić, słodkim głosem zachęcać, aby przestała przede mną zwiewać, częstować smakołykami.... ufff... ciężko bywa, więc wolę nie ryzykować.

To krzesło w tle, które widać na poniższym zdjęciu, stawiam specjalnie dla Tygrysi właśnie, czasem udaje mi się, ją tam wypędzić :)

Blog Mile Maison i Tygrysia


W chwilach rozpaczy nawet czasem jej grożę, że jak nie zmieni obyczajów, to zapakuję w tobołek kilka kulek, saszetkę, tobołek zawieszę na kijku i eksmituję bez prawa powrotu. Na nic jednak wszelkie perswazje, groźby i szantaże. Niezmiennie od kilku lat pracuję z kotem na kolanach :) Oj ciężko jest, ale czy na ten pyszczek można się gniewać? :)

Tygrysia kot


Kończąc post, jestem zmuszona donieść, że moja radość wolności była przedwczesna. Na kolana bowiem wgramolił się Morfi, opierając głowę na mojej prawej ręce. Zwyczajny dzień po prostu :) 

Uściski :))
Magda

11 komentarzy:

  1. Haha...rozbawiłaś mnie tym postem Madziu, a raczej Tygrysicą ;)))
    Ja tez mam swój ulubiony kubek do kawy, choć po południu zamieniam go na filiżankę, rano - tylko kubas kawy stawia mnie na nogi, albo i dwa ;)))
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to już jest, że trudy życia innego człowieka bywają zabawne ;)))))))) ta nasza Tygrysia, to faktycznie Tygrysica :))) i to przez duże T! Ja rano bez kubka kawy ani rusz.
      Buziak wielki!

      Usuń
    2. Ja też nie, miseczka płatków i kawa - tak zaczynam dzien;)

      Usuń
    3. Marysiu, podziwiam :) ja, wstyd się przyznać, bo to zaprzeczenie zdrowego tryby życia, ale ja od kawy i bez śniadania.... wiecznie mi szkoda czasu. Chociaż prawdę mówiąc to od wody z miodem gryczanym zaczynam, który przygotowuję sobie wieczorem poprzedniego dnia. Ale śniadanie jem dopiero jak głowa zaczyna boleć... czas to zmienić. Nie praca najważniejsza.

      Usuń
  2. Ha! i ja mam podobnie ;-) Tyle że mój rudy nicpoń lubi leżeć owinięty wokół mojej szyi z pyszczkiem wtulonym w moje włosy ;-) więc jak tylko klapnę na fotel to za wszelką cenę próbuje mnie 'powalić' do pozycji co najmniej pół-horyzontalnej co by nie zjeżdżał z klatki piersiowej ;-)
    Pozdrowionka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))))) a to pieszczoch :) ja również, gdy tylko siadam na fotelu lub sofie, natychmiast jestem brana do aresztu :)) ach te nasze futrzane łobuzy :))
      Uściski :)

      Usuń
  3. Szczęściara ;-) u mnie w czasie pracy widzę tylko tony papierów, a Ty masz fantastyczną kolanowo- ręczną grzałeczkę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) to prawda :) teraz też, przysiadłam na moment, żeby coś sprawdzić i już Tygrysia okupuje, a ja piszę jedną ręką, bo drugą po brzuszku muszę głaskać :)
      pozdrawiam :))

      Usuń
  4. Mam futro ... wiem o czym piszesz :-))

    OdpowiedzUsuń

Za każdy pozostawiony ślad pięknie dziękujemy :) Blog żyje dzięki Waszym komentarzom :)